Myriam Jaouen, która w 2022 r. w Lyonie doprowadziła do tego, że 11-miesięczna Lisa połknęła preparat do udrażniania rur, usłyszała w piątek w postępowaniu apelacyjnym wyrok 30 lat więzienia za morderstwo. Orzeczenie przewiduje bezwzględny okres odbywania kary wynoszący 15 lat. Sprawa śmierci niemowlęcia wstrząsnęła opinią publiczną we Francji.
Wyrok wyższy niż w pierwszej instancji
Była pracownica żłobka, która w 2022 r. zabiła 11-miesięczne dziecko w Lyonie, podając mu dużą dawkę płynu do udrażniania rur na bazie kwasu, została w piątek w apelacji skazana na 30 lat więzienia za morderstwo. Wyrok odpowiada wnioskowi prokuratury i automatycznie obejmuje 15-letni okres bezwzględnego odbywania kary.
Nasza klientka akceptuje wyrok, nie będzie wniosku o kasację – przekazała agencji AFP adwokatka Myriam Jaouen. Oskarżona przyjęła werdykt spokojnie. W pierwszej instancji ława przysięgłych skazała ją na 25 lat więzienia za tortury i akt barbarzyństwa skutkujące śmiercią bez zamiaru jej spowodowania. Tym razem sąd przysięgłych departamentu Ain uznał ją za winną celowego pozbawienia życia małej Lisy.
Rodzina walczyła o kwalifikację jako morderstwo
Rodzina dziecka odczuwa ulgę, bo jej stanowisko zostało wysłuchane – powiedziała ich adwokatka Catherine Bourgade. Jak podkreśliła, rodzice przez cały czas domagali się uznania kwalifikacji morderstwa i przyjęcia, że sprawczyni działała z zamiarem pozbawienia życia. Dodała, że ponowne przejście przez trzy dni procesu było dla nich bardzo trudne, choć debata przebiegała spokojnie. – To pokrzepiający finał: ból jest nie do opisania i zostanie, ale przynajmniej mają poczucie, że wymiar sprawiedliwości zrobił to, co należało.
Sprawczyni twierdziła, że chciała uciszyć płaczące dziecko
Po serii kłamstw i zaprzeczeń Myriam Jaouen, która w chwili tragedii miała 27 lat, przyznała w trakcie przesłuchania, że wlała do ust dziewczynki preparat na bazie kwasu siarkowego. Utrzymywała jednak, że chciała jedynie uciszyć płaczące dziecko, a nie doprowadzić do jego śmierci. Twierdziła też, że nie zdawała sobie sprawy z niebezpieczeństwa produktu typu Destop, co kwestionowali śledczy, lekarze i psychiatrzy zeznający przed sądem.
W mowie oskarżyciel Baptiste Godreau przekonywał, że oskarżona świadomie zabiła, używając toksycznego, śmiertelnego produktu i podając go bezpośrednio do ust 11-miesięcznego dziecka, które zmarło po czterech godzinach skrajnych cierpień. W piątek ostatnie słowa oskarżonej były skierowane do rodziców ofiary. – Chcę przeprosić rodzinę, codziennie myślę o Lisie – wyszeptała. Matka dziecka, wciąż wyraźnie poruszona, stanowczo pokręciła głową.
Eksperci: niedojrzała, ale bez choroby psychicznej
Kilku biegłych psychiatrów opisało Myriam Jaouen jako osobę niedojrzałą i umiarkowanie upośledzoną intelektualnie. Jednocześnie nie stwierdzono u niej choroby psychicznej, co wykluczało zniesienie lub ograniczenie zdolności do oceny sytuacji.
Obrona prosiła ławę przysięgłych o karę, która nie zamykałaby drogi do resocjalizacji, kwestionując zamiar pozbawienia życia i wskazując – jak ujęła to adwokatka Julia Coppard – na dziecinność oskarżonej.
Koleżanka z pracy, Maylis Leduc, oceniła natomiast, że jej niekompetencja i brak predyspozycji do opieki nad dziećmi były wcześniej zgłaszane przez pracownice żłobka Danton Rêve należącego do grupy People et Baby, a mimo to została tam zatrudniona i pozostawiona sama z dziećmi.
Kłamstwa i inscenizacja wypadku
Kobieta, która – według własnych słów – potrafi mocno przytrzymać głowę i ciało dziecka, wepchnąć mu do ust szyjkę butelki z kwasem, przytrzymać ją i powiedzieć: weź to, zjedz i zamknij się – nie może być usprawiedliwiana – argumentowała adwokatka Sidonie Leblanc, występując w imieniu stowarzyszenia l’Enfant Bleu – Enfance maltraitée.
Po pojawieniu się w żłobku innych rodziców Myriam Jaouen miała przedstawić uporządkowaną, nieprawdziwą wersję zdarzeń – przypomniała adwokatka. Według tej wersji tuba z farbą gwaszową miała eksplodować, a rozpryski trafić do ust Lisy. Oskarżona miała nawet pobrudzić spodnie farbą, by uwiarygodnić tę relację.
Kłamstwo, wypowiadane zdecydowanym głosem przez około 15 minut lekarzowi z ośrodka toksykologicznego – którego nagranie odtworzono na sali rozpraw – miało utrudnić identyfikację produktu w czasie, gdy lekarze wciąż walczyli o życie dziecka. – Niech nam nie mówią, że nie jest zdolna do przemyślanego działania – podsumowała adwokatka.