W niedzielę 25 stycznia 2026 r. kilka tysięcy osób wyszło na ulice Brukseli, by zaprotestować przeciwko pakietowi reform Federacji Walonii-Brukseli (FWB) dotyczących młodzieży. Manifestacji towarzyszyły gwizdy i skandowane hasła, m.in. „Glatigny, wynoś się, szkoła publiczna nie jest twoja”. Policja mówi o 6 500 uczestnikach, a organizatorzy o 8 000. Protestujący zebrali się przy dworcu Nord, krytykując politykę rządu FWB, w tym decyzje minister Valérie Glatigny (MR) w obszarze edukacji.
Nauczyciele protestują przeciwko zwiększeniu obciążenia
Murat Koroglu, nauczyciel matematyki i fizyki w liceum, przyszedł na demonstrację z żoną Karanfil i dziećmi. Dzień wcześniej w rozmowie z RTBF zapowiedział swój udział w proteście. Za jeden z najbardziej kontrowersyjnych punktów uznaje planowaną zmianę, która ma zwiększyć liczbę godzin zajęć „twarzą w twarz” z uczniami dla nauczycieli stopnia wyższego z 20 do 22 tygodniowo.
Koroglu ma nietypową drogę zawodową – cztery lata temu zmienił branżę, rezygnując z prowadzenia własnej firmy, którą kierował przez piętnaście lat. „Mogłem kontynuować, ale szukałem sensu w tym, co robię. Od pierwszego dnia wiedziałem, że to jest to, co chcę robić na pełen etat. Każdy miał nauczyciela, który go zainspirował, i mam nadzieję, że kiedyś będę takim nauczycielem dla kogoś” – mówi.
Choć nie żałuje tej decyzji, podkreśla, że praca nauczyciela wymaga zupełnie innego rodzaju wysiłku niż praca w sektorze prywatnym. „Chcę głośno powiedzieć, że nie zdajemy sobie sprawy, jak bardzo to inny zawód. Godzina pracy przed klasą to nie godzina pracy przy komputerze” – zaznacza. Wraca do domu wyczerpany i obawia się, że podniesienie pensum z 20 do 22 godzin na pewno nie pomoże w poprawie jakości nauczania. „Aż się zastanawiam, czy intencją niektórych nie jest wypychanie ludzi w stronę szkolnictwa prywatnego” – dodaje.
Szeroki zakres protestowanych reform
Marsz, zorganizowany przez związki zawodowe oraz różne organizacje, był wymierzony w cały zestaw zmian wpływających na młodzież na poziomie FWB. Protest dotyczył m.in. zniesienia bezpłatności w akademiach, likwidacji posiłków dla najbardziej potrzebujących uczniów oraz podwyżki opłat za studia. Na części transparentów krytykę reform edukacyjnych łączono z atakami na porozumienie Arizona, które na banerach przerabiano na „Arizonaze”.
Około godziny 14:00, w zimowym słońcu, pochód ruszył w stronę placu Surlet de Chokier, gdzie mieszczą się instytucje FWB. W tłumie byli nie tylko nauczyciele z rodzinami, lecz także uczniowie, przedstawiciele dyrekcji szkół oraz członkowie partii opozycyjnych: Ecolo, PS i PTB.
Dyrekcje szkół także protestują
Sarah Barthelemy, zastępca dyrektora w szkole zawodowej w regionie Namur, podkreśla, że cieszy się z możliwości udziału w niedzielnej mobilizacji. „Mamy obowiązek utrzymywać szkołę otwartą w tygodniu podczas strajków, więc korzystam z mobilizacji w niedzielę, aby manifestować z kolegami” – wyjaśnia.
Jej zdaniem szkolnictwo zawodowe szczególnie odczuwa skutki reform dotyczących ścieżki kształcenia zawodowego oraz dekretu o zarządzaniu. „Wszystkie wprowadzane środki jeszcze bardziej zniechęcają nauczycieli. Mamy do czynienia z niedoborem kadry, a podejmowane decyzje naprawdę nie są w stanie przyciągnąć nikogo do zawodu. Nic nie działa w tej polityce. To naprawdę budzi niepokój o naszą młodzież i przyszłość” – mówi Barthelemy.
Przypominając, że stowarzyszenia dyrekcji szkół także masowo sprzeciwiają się trwającym zmianom, Barthelemy zwraca uwagę na brak dialogu ze strony liberalnej minister odpowiedzialnej za edukację. „Na razie naprawdę nie mamy wrażenia, że jesteśmy słyszani. Raczej pociąg jedzie dalej prosto przed siebie. Ale trzeba nadal próbować” – podkreśla.
Głos młodzieży w proteście
W manifestacji aktywnie uczestniczyły także dwie nastolatki rozdające ulotki organizacji „Gauche anticapitaliste”. Zoé Nuttinck i Zélie Prat, zmobilizowane razem z innymi uczniami ze szkoły Frenet w Auderghem, mówią, że mają już wyrobione zdanie na temat wprowadzanych reform.
„Jesteśmy w ostatniej klasie i w przyszłym roku będziemy musiały płacić czesne, które jest wygórowane. Wielu przyjaciół po prostu nie będzie mogło studiować z tego powodu” – twierdzą uczennice. Ich zdaniem młodzież ma pełne prawo krytykować zmiany, które bezpośrednio ją dotyczą.
Nie martwią się tym, że uczniów na demonstracji jest być może niewielu. „Najważniejsze to nie to, żeby uczniowie przychodzili na manifestacje, ale żeby byli informowani o wprowadzanych środkach, żeby mieli tę wiedzę. To staramy się robić na warsztatach, które prowadzimy. Widzimy, że wielu uczniów nie wie, czym jest Arizona ani co się dzieje w świecie. A ważne jest, żeby się mobilizować jako młodzi ludzie, bo to na nas spadają te reformy. I to musi się zmienić” – przekonują.