W sobotę 17 stycznia 2025 r. Unia Europejska i państwa Mercosur podpisały porozumienie handlowe określane jako „historyczne”, które ma otworzyć rynek liczący ponad 700 milionów konsumentów. We wtorek 20 stycznia tysiące rolników wciąż protestowało w Strasburgu, próbując wpłynąć na eurodeputowanych i zachęcić ich do rozważenia drogi sądowej.
Również wielka dystrybucja wyraża sprzeciw
Równolegle do mobilizacji rolników sprzeciw wobec traktatu słychać także w sektorze wielkiej dystrybucji. We Francji grupa Intermarché formalnie zobowiązała się, że nie będzie sprzedawać mięsa importowanego z czterech krajów Ameryki Łacińskiej – Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju. Francuskie media pytały o stanowisko większość dużych sieci, które potwierdzają tę wolę, wskazując przy tym, że w segmencie mięsa świeżego zaopatrzenie opiera się w ogromnej większości na produkcji krajowej – podaje dziennik Ouest-France.
Priorytet dla mięsa belgijskiego w dużych sieciach
Jak wygląda to w Belgii? W grudniu ubiegłego roku Comeos, federacja handlu i usług, również oficjalnie sprzeciwiła się porozumieniu z krajami Mercosur. Organizacja wskazywała na ryzyko, że do sklepów mogą trafić produkty gorszej jakości. „Sprzedajemy produkty, które muszą spełniać najsurowsze normy i wymagamy, aby produkty pochodzące spoza Europy spełniały te same wymogi, jakie nakładamy na naszych lokalnych producentów, zanim trafią na nasz rynek” – podkreślał dyrektor generalny federacji Dominique Michel.
Duże sieci obecne w Belgii zasadniczo przedstawiają podobne stanowisko. Skontaktowane przez redakcję dość jednomyślnie deklarują, że chcą stawiać na produkty lokalne. „W Delhaize 70 procent naszego globalnego asortymentu jest belgijskie. Nie byłoby spójne sprzedawać mięsa pochodzącego z krajów Mercosur” – mówi rzeczniczka sieci ze lwem w logo, Karima Ghozzi. „Pozostałe 30 procent dotyczy między innymi win zagranicznych, owoców egzotycznych i kawy.”
Taka polityka ma też odpowiadać na oczekiwania klientów. „Nasze mięso pochodzi niemal w całości od lokalnych producentów. Jeśli chodzi o produkty świeże, to gwarancja jakości wobec naszych klientów” – podkreśla Aldi. Podobnie wypowiada się Lidl: „W praktyce 98 procent naszego mięsa pochodzi z Belgii, przynajmniej jeśli chodzi o drób, wieprzowinę i wołowinę.”
Bojkot jako kwestia DNA firmy
W Colruyt rezygnacja z mięsa z krajów Mercosur ma być elementem stałej polityki firmy. „Nigdy nie sprzedawaliśmy argentyńskiego mięsa. Jako jedyny belgijski supermarket zawsze uprzywilejowujemy produkty belgijskie, w tym – i szczególnie – jeśli chodzi o mięso.” Sieć dodaje, że w 98 procentach jest to mięso pochodzenia belgijskiego. „Wyjątki dotyczą drobiu francuskiego, takiego jak indyk i kaczka, ale także mięsa jagnięcego (którego dostępność jest niewystarczająca w Belgii) oraz dwóch rodzajów wołowiny irlandzkiej; irlandzki ribeye jest bardzo specyficznym produktem” – odpowiada Colruyt.
Wołowina argentyńska wycofana z półek
Na tle głównych konkurentów Carrefour Belgia jeszcze niedawno oferowało wołowinę z Argentyny, ale firma zdecydowała o zakończeniu jej sprzedaży. „Jeśli kilka artykułów jest jeszcze widocznych w sklepie, chodzi o wyprzedaż zapasów z końca roku.” Carrefour zaznacza przy tym, że wołowina argentyńska odpowiadała za zaledwie 0,1 procent obrotu w kategorii mięsnej.
Na obecnym etapie sieci wielkiej dystrybucji zgodnie podkreślają, że umowa o wolnym handlu nie zmieni ich podejścia do produktów świeżych. Bardziej złożona może natomiast okazać się identyfikowalność składników w produktach przetworzonych. W tym obszarze istotną rolę może odegrać przemysł spożywczy, jeśli pojawią się wyzwania związane z pochodzeniem surowców.
Stanowisko belgijskich supermarketów wpisuje się w szerszą europejską dyskusję o standardach jakości i ochronie lokalnych producentów. W praktyce sieci zapewniają, że mięso dostępne na półkach ma nadal pochodzić przede wszystkim z lokalnych źródeł.