Belgia oficjalnie zgłosiła kandydaturę Brukseli jako siedziby przyszłego sekretariatu Traktatu o pełnym morzu. Ostateczna decyzja ma zapaść podczas pierwszej konferencji stron (COP), zaplanowanej na drugą połowę 2026 r. lub początek 2027 r. Rywalizacja o lokalizację tej prestiżowej instytucji międzynarodowej wyraźnie się zaostrzyła. Obok Chile, od dawna postrzeganego jako główny konkurent, do wyścigu niespodziewanie dołączyły także Chiny.
Trzy kandydatury i odmienne argumenty
Belgia proponuje ulokowanie sekretariatu w budynku Residence Palace, położonym w centrum brukselskiej dzielnicy europejskiej. Władze federalne wskazują na silną pozycję Brukseli jako globalnego ośrodka dyplomacji, łatwą dostępność komunikacyjną oraz obecność licznych ekspertów z zakresu biologii morskiej, prawa międzynarodowego i nauk o oceanach.
Chile z kolei stawia na Valparaíso, jedno z najważniejszych miast portowych kraju. Kandydatura opiera się na wyjątkowo długiej linii brzegowej państwa, jego silnych tradycjach morskich oraz wieloletnim zaangażowaniu w ochronę oceanów i rozwój międzynarodowych regulacji środowiskowych.
Największym zaskoczeniem okazało się jednak zgłoszenie Chin. Pekin zaproponował miasto Xiamen, położone na południowo-wschodnim wybrzeżu kraju, naprzeciwko Tajwanu. W uzasadnieniu chińska dyplomacja podkreśla swoje przywiązanie do multilateralizmu, wkład w badania naukowe nad morzami oraz poparcie dla Traktatu o pełnym morzu.
Organizacje pozarządowe podważają wiarygodność Belgii
Część organizacji pozarządowych uważa, że belgijska kandydatura byłaby silniejsza, gdyby kraj jasno określił swoje stanowisko wobec wydobycia surowców z dna oceanicznego. Na forum Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego Belgia nie przyłączyła się do grupy około czterdziestu państw domagających się moratorium na eksploatację głębinową. Dodatkowo rząd federalny wspiera działania eksploracyjne firmy Global Sea Mineral Resources, spółki zależnej belgijskiego koncernu Deme, prowadzone na Oceanie Spokojnym.
Zdaniem Arthura Meeusa z organizacji ClientEarth, Belgia powinna najpierw dołączyć do państw wzywających do moratorium, jeśli chce być postrzegana jako rzeczywisty obrońca pełnego morza. Podobne stanowisko prezentuje Greenpeace, który apeluje o jasne określenie belgijskiej polityki w tej kwestii i zwraca uwagę, że Chile opowiada się za całkowitym zakazem wydobycia głębinowego.
Rząd federalny tłumaczy „zróżnicowane” stanowisko
Belgijska dyplomacja odpiera zarzuty, wskazując na bardziej zniuansowane podejście do problemu. Sophie Mirgaux, specjalna wysłanniczka ds. oceanów w federalnym resorcie środowiska, podkreśla, że Belgia od lat konsekwentnie broni trzech warunków, które muszą zostać spełnione przed ewentualnym zezwoleniem na wydobycie z dna morskiego. Chodzi o ukończenie kodeksu górniczego, uzyskanie wystarczającej wiedzy naukowej na temat wpływu eksploatacji na ekosystemy oraz bezwzględne stosowanie zasady ostrożności.
Jak zaznacza Mirgaux, wiele państw formalnie popierających moratorium w praktyce prezentuje bardzo podobne warunki. Jej zdaniem brak oficjalnego przystąpienia Belgii do tej grupy wynika z przekonania, że elastyczniejsze stanowisko pozwala krajowi zachować realny wpływ na prace i debaty w ramach Międzynarodowej Organizacji Dna Morskiego. Jednocześnie przyznaje ona, że Belgii nie zawsze udaje się skutecznie komunikować to podejście na arenie międzynarodowej.