Komisja Europejska pracuje nad rewizją dyrektywy o audiowizualnych usługach medialnych (SMA), a belgijska Najwyższa Rada Audiowizualna (CSA) ostrzega, że planowane zmiany mogą poważnie osłabić krajowy sektor audiowizualny. Regulator zwraca uwagę, że szczególnie narażone są małe rynki językowe, takie jak frankofońska część Belgii, które w razie zmiany modelu regulacyjnego mogą utracić kluczowe instrumenty ochrony lokalnej produkcji i różnorodności kulturowej.
Osiem lat od ostatniej nowelizacji
Osiem lat po poprzedniej rewizji Komisja Europejska zapowiada kolejną zmianę dyrektywy SMA. Jej celem ma być dostosowanie przepisów do realiów rynku, na którym tradycyjna telewizja linearna systematycznie traci widzów na rzecz serwisów wideo na żądanie, takich jak Netflix, oraz treści tworzonych przez użytkowników na platformach pokroju YouTube i w mediach społecznościowych.
W ramach przygotowań Komisja przeprowadziła szerokie konsultacje z regulatorami krajowymi. CSA przedstawiła już swoją opinię, w której sygnalizuje ryzyko poważnych konsekwencji dla lokalnych ekosystemów audiowizualnych w przypadku zbyt daleko idącej reformy.
Elastyczność krajowa pod presją
Obowiązująca dyrektywa SMA opiera się na połączeniu wspólnych zasad europejskich z możliwością ich dostosowania na poziomie krajowym. Ten mechanizm pozwala państwom członkowskim uwzględniać własne realia kulturowe i językowe, między innymi poprzez obowiązki finansowania lokalnej produkcji, kwoty emisyjne czy promowanie dzieł europejskich i krajowych.
Komisja rozważa obecnie kilka wariantów: pozostawienie obecnych ram prawnych, częściową rewizję dyrektywy lub głębszą reformę w postaci nowej dyrektywy albo jednolitego rozporządzenia dotyczącego treści audiowizualnych.
Rozporządzenie sprzyjające globalnym platformom
Największe obawy CSA budzi scenariusz wprowadzenia rozporządzenia obowiązującego bezpośrednio we wszystkich państwach Unii. Taki akt prawny znacząco ograniczyłby, a nawet wyeliminował, możliwość dostosowywania przepisów do warunków krajowych.
Zdaniem regulatora przejście z dyrektywy na rozporządzenie mogłoby prowadzić do ujednolicenia zasad dotyczących wkładu platform w lokalną produkcję czy widoczności dzieł europejskich. Choć rozwiązanie to upraszczałoby regulacje, w praktyce faworyzowałoby największych graczy rynkowych, takich jak Netflix czy Disney+, zwłaszcza w sytuacji, gdy publiczne finansowanie sektora audiowizualnego stopniowo się kurczy.
CSA przypomina, że obie platformy prowadzą obecnie spór prawny z Federacją Walonia-Bruksela w związku z obowiązkiem przeznaczania 9,5 procent lokalnych obrotów na wsparcie produkcji audiowizualnej. Firmy uznają te wymogi za nadmierne i wskazują, że średnia europejska wynosi według nich około 3,5 procent. Sprawa nadal czeka na rozstrzygnięcie przed Trybunałem Konstytucyjnym.
Tradycyjna telewizja także zagrożona
Według CSA proponowane podejście mogłoby uderzyć również w tradycyjne stacje telewizyjne, zarówno publiczne, jak i prywatne. Regulator podkreśla, że pełnią one istotną rolę w zapewnianiu dostępu do rzetelnej informacji oraz treści o znaczeniu ogólnym. Ich marginalizacja osłabiłaby pluralizm medialny.
Potrzeba umiarkowanej korekty
Jednocześnie CSA zaznacza, że utrzymanie obecnego stanu prawnego również nie jest rozwiązaniem optymalnym. Obowiązujące przepisy pozostawiają bowiem szare strefy oraz nakładają się na regulacje wynikające z nowszych aktów prawnych, takich jak EMFA czy DSA.
Regulator opowiada się za ograniczoną, precyzyjną rewizją dyrektywy SMA. Taka korekta powinna objąć nowych uczestników rynku i nowe sposoby korzystania z treści, w tym twórców działających na platformach hybrydowych, interfejsy cyfrowe, takie jak telewizory i konsole podłączone do internetu, a także algorytmy rekomendacji. Choć mają one istotny wpływ na to, jakie treści trafiają do odbiorców, obecnie nie podlegają szczegółowym regulacjom.