Rodzinna firma Carline Flanders Chocolates z Roeselare we Flandrii Zachodniej rozpoczyna próbę wejścia na rynek chiński. W tym tygodniu do Pekinu wysyłane są pierwsze testowe palety pralin i tabliczek czekolady. Termin nie jest przypadkowy – transport zaplanowano z wyprzedzeniem przed chińskim Nowym Rokiem, który w tym roku przypada 17 lutego. Flamandzki producent szuka nowych kierunków rozwoju, ponieważ rynek amerykański staje się dla mniejszych firm coraz mniej atrakcyjny.
Mało znana marka, znane produkty
Choć nazwa Carline Flanders Chocolates może niewiele mówić przeciętnym konsumentom, istnieje spora szansa, że wielu z nich miało już kontakt z wyrobami tej firmy. Jak tłumaczy właściciel przedsiębiorstwa Kristof Noppe, zakład w Roeselare specjalizuje się głównie w produkcji czekolady dla marek własnych innych firm. Z tego powodu produkty trafiają do sklepów pod różnymi nazwami handlowymi, a sam producent pozostaje w tle. Sama nazwa Carline powstała z połączenia imion rodziców obecnego właściciela – Carlosa i Jakeline. Wyroby firmy są dostępne także we Flandrii, choć nie pod szyldem samego producenta.
Stany Zjednoczone coraz mniej opłacalne
Dotychczas eksport firmy koncentrował się głównie na Europie oraz Japonii. W przeszłości Carline była obecna również na rynku rosyjskim, jednak współpraca z Moskwą zakończyła się cztery lata temu. Obecnie wyraźnie słabnie także sprzedaż do Stanów Zjednoczonych. Wynika to m.in. z ceł importowych wprowadzonych przez administrację Donalda Trumpa, ale również z faktu, że największe belgijskie koncerny czekoladowe, takie jak Callebaut, posiadają własne zakłady produkcyjne w USA. Produkcja na miejscu, połączona z wysokimi kosztami transportu z Europy, sprawia, że mniejsze firmy z Belgii tracą tam konkurencyjność.
Chiny jako nowa szansa
W tej sytuacji właściciel firmy coraz uważniej spogląda w stronę Chin. Jak zauważa Kristof Noppe, kraj ten jest globalną potęgą eksportową, jednak coraz częściej mówi się tam o konieczności zwiększania importu w celu dalszego rozwoju gospodarki. Carline Flanders Chocolates chce wykorzystać tę okazję. Do Chin trafiają na razie dwie testowe partie, każda po dwie palety czekolady. Transport realizowany jest drogą lotniczą, co – paradoksalnie – bywa najtańszą opcją. Samoloty lecące z Chin do Europy są zwykle w pełni załadowane, natomiast w drodze powrotnej często wracają niemal puste.
Odmienne gusta smakowe jako największe wyzwanie
Ekspansja na rynek chiński wiąże się jednak z poważnymi wyzwaniami. Firma od 15 lat prowadzi niewielki punkt sprzedaży w Szanghaju, lecz rozwój działalności jest tam znacznie trudniejszy, niż początkowo zakładano. Oprócz bariery językowej kluczową rolę odgrywają zupełnie inne preferencje smakowe chińskich konsumentów.
Jak wyjaśnia Noppe, produkty marcepanowe, które w Europie cieszą się dużą popularnością, w Chinach uznawane są za zbyt słodkie. Generalnie wyroby o wysokiej zawartości cukru nie trafiają w tamtejsze gusta. Chińscy konsumenci zwracają dużą uwagę na zdrowy styl życia, często bardziej restrykcyjnie niż Europejczycy. Liczy się dla nich zawartość cukru, barwników oraz dodatków, dlatego chętniej sięgają po ciemną czekoladę i gorzkie smaki, które w Europie mają znacznie węższe grono odbiorców.
Jest jednak element, który działa zdecydowanie na korzyść belgijskich producentów. Jak podkreśla właściciel firmy z Roeselare, w Chinach nie trzeba nikogo przekonywać, że najlepsza czekolada pochodzi z Belgii – ta reputacja jest tam powszechnie znana i ugruntowana.