Lekarz rodzinny z Eeklo publicznie opisał swoje doświadczenia związane z toczącym się przeciwko niemu postępowaniem sądowym. „Nie miałem żadnej możliwości zabrania głosu ani wyjaśnienia mojego stanowiska. Podobne sprawy dotyczą również innych kolegów po fachu” – ostrzega, zwracając uwagę na dylematy etyczne i prawne, z którymi mierzą się lekarze pierwszego kontaktu w Belgii.
Ograniczone możliwości obrony w systemie prawnym
„Ani przed sądem karnym pierwszej instancji, ani w postępowaniu odwoławczym – którego wyrok jeszcze nie zapadł – nie dano mi szansy na osobiste wystąpienie. Prokurator generalny przedstawił twierdzenia, które nie odpowiadają rzeczywistości, a przestrzeń dla mojej obrony była praktycznie zerowa” – relacjonuje lekarz.
Niepokoi go także to, że podobne postępowania mają być prowadzone wobec innych lekarzy – czasem bez ich wiedzy. „Jeśli sprawa dotycząca 27 recept na Zolpidem i kilka innych benzodiazepin w skali roku już stanowi podstawę oskarżenia – a prokuratura przekształca to w 91 recept, wliczając nawet maści – to każdy lekarz rodzinny jest potencjalnie zagrożony. Chyba że zaczniemy uważać krem mocznikowy za środek nasenny” – komentuje z ironią.
Według niego takie sytuacje podważają prestiż zawodu lekarza rodzinnego. „Nasza codzienna praktyka staje się coraz bardziej podatna na ataki, a my sami coraz bardziej bezbronni wobec systemu prawnego” – dodaje.
Geneza sprawy – dramatyczna sytuacja pacjentki
Opisując początek sprawy sięgającej 2019 r., lekarz przywołuje historię swojej pacjentki:
„Była w dramatycznej sytuacji psychospołecznej: głęboka depresja spowodowana problemami finansowymi, brak dochodów i wsparcia instytucjonalnego, długi, alimenty, zerwany kontakt z córką. Jej bezsenność była uporczywa – nic nie działało. Potrafiła dzwonić w nocy w desperacji. Powiedziała mi kiedyś: ‘Upiję się, wtedy może zasnę’”.
Jak wyjaśnia, przepisywane pacjentce leki regularnie znikały – według niego przejmował je brat kobiety. To właśnie ten brat później złożył skargę przeciwko lekarzowi.
Nieudane próby leczenia psychiatrycznego
Pacjentka była kilkukrotnie hospitalizowana przymusowo w trybie collocation (obecnie: „środek obserwacji ochronnej”). Za każdym razem wypisywano ją z adnotacją „brak myśli samobójczych”. Trzeciej hospitalizacji nie przeprowadzono z powodu braku środków finansowych i wcześniejszych niepowodzeń. Kilka tygodni później, 31 grudnia 2019 r., pacjentka odebrała sobie życie.
„Od grudnia 2019 r. nie widziałem jej już więcej” – podkreśla lekarz. „To doświadczenie głęboko mnie dotknęło – zawodowo i po ludzku. Pokazuje, jak bezbronni bywamy, gdy nasze zaangażowanie medyczne i odpowiedzialność prawna zderzają się w bolesny sposób”.
Szerszy kontekst – dylematy medycyny rodzinnej
Relacja lekarza otwiera debatę o tym, gdzie przebiega granica między odpowiedzialną opieką medyczną a ryzykiem nadużyć przy przepisywaniu leków kontrolowanych. Lekarze rodzinni stoją przed trudnymi decyzjami dotyczącymi pacjentów w kryzysach psychicznych, gdy standardowe protokoły zawodzą, a potrzeby kliniczne są złożone.
Sprawa ukazuje napięcie między autonomią lekarza a kontrolą prawną nad benzodiazepinami i lekami nasennymi, które – mimo legalnego stosowania – podlegają szczególnie restrykcyjnemu nadzorowi.
Pojawia się również pytanie o zakres odpowiedzialności lekarza za działania osób trzecich, jeśli przepisane leki trafiają w niepowołane ręce. W takich przypadkach lekarze mają ograniczone narzędzia, a jednocześnie ponoszą ryzyko prawne.
Belgijskie środowisko lekarzy rodzinnych z zainteresowaniem obserwuje tę sprawę, która może stać się precedensem w kwestii odpowiedzialności zawodowej i granic ingerencji wymiaru sprawiedliwości w praktykę kliniczną – szczególnie w przypadkach trudnych, na styku medycyny, etyki i realiów społecznych.