Cyfrowa gra, film czy e-book to nie własność, tylko licencja – Sony od stycznia 2028 r. kończy z płytami do PlayStation
Kupując film, muzykę, książkę lub grę wideo w wersji cyfrowej, konsument w praktyce nie staje się ich właścicielem, tylko otrzymuje licencję na korzystanie z nich – zwraca uwagę dziennik Le...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Kupując film, muzykę, książkę lub grę wideo w wersji cyfrowej, konsument w praktyce nie staje się ich właścicielem, tylko otrzymuje licencję na korzystanie z nich – zwraca uwagę dziennik Le Soir. Sprawa staje się coraz pilniejsza, bo nośniki fizyczne znikają z rynku: Sony, producent konsoli PlayStation, zapowiedział, że od stycznia 2028 r. przestanie produkować płyty z grami. Jak tłumaczy ekspert od własności intelektualnej, kupujący treści cyfrowe tracą przy tym szereg swobód i zabezpieczeń, które daje im płyta lub książka papierowa.
Spis treści
Przykładem jest nowa część gry Grand Theft Auto (GTA), która ma się ukazać w listopadzie. Często przedstawia się ją jako największą premierę produktu kultury ostatnich dziesięciu lat – gra powstaje od co najmniej ośmiu lat. Dawniej na premierę kolejnego GTA sklepy wyjątkowo otwierały się o północy, a setki fanów wychodziły z nich z płytą. Tym razem po raz pierwszy tak duży hit nie ukaże się w wersji fizycznej. W sklepach specjalistycznych będzie można kupić pudełko, ale w środku znajdzie się tylko kod do pobrania gry z serwerów Xbox i PlayStation.
Koniec płyt z grami
Według Le Soir wszystko wskazuje na to, że płyty z tą grą nigdy nie będą tłoczone. Sony ogłosił kilka tygodni temu, że od stycznia 2028 r. rezygnuje z produkcji płyt. Choć nie zostało to potwierdzone, podobną drogą mają pójść konsole Xbox. Najdroższa, „ostateczna” edycja nowego GTA ma kosztować 100 euro, a dziennik stawia pytanie, czy ktokolwiek naprawdę będzie mógł ją kupić na własność.
Umowy, które regulują zakupy cyfrowe, są bardzo jasne: nie chodzi o „zakup”, tylko o udzielenie licencji. Nie ma więc żadnego przeniesienia własności.
– mówi Alain Strowel, profesor uniwersytetu UCLouvain i adwokat specjalizujący się w prawie własności intelektualnej.
Jak dodaje, niewielu konsumentów czyta warunki korzystania z usług, dlatego nie wszyscy zdają sobie sprawę, że nad produktem cyfrowym mają mniejszą kontrolę niż nad fizycznym.
Sprawa Bruce’a Willisa
Opinię publiczną uwrażliwiają zwykle głośne sprawy. Profesor Strowel przypomina przypadek aktora Bruce’a Willisa, który w 2012 r., po wydaniu dużych sum na piosenki w serwisach Apple, odkrył, że nie może przekazać swojej wirtualnej biblioteki córkom – ani za życia, ani po śmierci. Aktor groził Apple pozwem, ale ostatecznie z tego zrezygnował. Zdaniem eksperta jego żądanie nie wydaje się nierozsądne.
Gdyby kupił te piosenki na płytach, mógłby skorzystać z zasady wyczerpania praw własności intelektualnej. Jak wyjaśnia Strowel, gdy produkt zostanie wprowadzony do sprzedaży na rynku Europejskiego Obszaru Gospodarczego za zgodą właściciela praw, jego prawa wygasają. W praktyce oznacza to, że towar może swobodnie krążyć – można go rozpowszechniać, sprzedawać, odsprzedawać i przekazywać w spadku.
W przypadku treści cyfrowych sądy zwykle nie stosują tej zasady. Według profesora nie można jej stosować wszędzie bez szkody dla branż, które zbudowały się wokół określonych kanałów dystrybucji – w kinie obowiązuje na przykład ustalona kolejność udostępniania filmów w różnych mediach.
Kupiony film może zniknąć z biblioteki
W prawie autorskim korzystanie z utworu w sieci, bez posiadania fizycznego egzemplarza, uznaje się za publiczne udostępnienie. Nie traktuje się go jako sprzedaży, tylko jako usługę. A świadczenie usługi nie wyczerpuje prawa, w przeciwieństwie do wprowadzenia na rynek fizycznego egzemplarza. Z konsumentów i nabywców staliśmy się licencjobiorcami.
– wyjaśnia Strowel.
Le Soir zwraca uwagę, że żaden taki zakup nie jest chroniony przed gruntowną zmianą, przeróbką, a nawet całkowitym zniknięciem. Najnowszy przykład pochodzi właśnie od Sony: od 1 września z katalogu sprzedaży i wypożyczania filmów na PlayStation zniknęło 551 filmów wyprodukowanych przez StudioCanal. Nie mogą ich już oglądać nawet osoby, które wcześniej je „kupiły”.
Płyty Blu-ray i Ultra HD przez lata uchodziły za hobby koneserów. Jak zauważa dziennik, serwisy streamingowe oferują jednak gorszą jakość obrazu i dźwięku, a na ekranie zdarzają się zakłócenia wynikające z kompresji lub zbyt słabego łącza. Ważniejszy jest jednak status płyty: jej właściciel może ją pożyczyć, odsprzedać i używać, kiedy chce, bez zgody twórcy czy sprzedawcy. Zdaniem Le Soir płyta i tak stanie się produktem niszowym, dlatego konsumenci powinni głośniej domagać się ochrony swoich praw.
Wersja cyfrowa nie zawsze tańsza
Zakup cyfrowy ma dwie zalety: treść jest dostępna od razu, a do tego ma być tańsza. Le Soir pokazuje jednak, że z ceną bywa różnie. Wydana 6 października gra wyścigowa Star Wars Galactic Racer kosztuje 60 euro w sklepach internetowych konsol, a na płycie w sklepach MediaMarkt czy Fnac jest o 10 euro tańsza. Powieść „Le Déluge” w wersji drukowanej kosztuje 15,20 euro, a w wersji na czytnik Kindle w sklepie Amazon – 14,99 euro, czyli niecałe 50 centów mniej.
Do tego dochodzi rynek wtórny. Płyty łatwo odsprzedać w internecie, w sklepie czy na pchlim targu, co pozwala wielu gospodarstwom domowym taniej korzystać z kultury. Film czy grę można też pożyczyć komuś z rodziny. W przypadku „dóbr” cyfrowych jest to niemożliwe albo bardzo skomplikowane. Jak podsumowuje dziennik, stopniowe znikanie nośników fizycznych może położyć kres wszystkim tym praktykom.