List motywacyjny przy kupnie domu – kiedy może przechylić szalę na korzyść kupującego
Znaleźliście wymarzony dom, cena odpowiada, finansowanie jest załatwione i jesteście gotowi złożyć ofertę. A wtedy sprzedający prosi o list motywacyjny – jak przy staraniu się o pracę. Jak...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Znaleźliście wymarzony dom, cena odpowiada, finansowanie jest załatwione i jesteście gotowi złożyć ofertę. A wtedy sprzedający prosi o list motywacyjny – jak przy staraniu się o pracę. Jak podaje dziennik Sudinfo, taka praktyka zdarza się w Belgii bardzo rzadko, ale nie jest niczym dziwnym. Kilka zdań może zrobić różnicę zwłaszcza wtedy, gdy o tę samą nieruchomość stara się kilku kupujących – nawet jeśli sprzedający o list nie prosi.
Spis treści
Kiedy sprzedający pytają o motywację
Według Sudinfo prośba o list pojawia się przede wszystkim wtedy, gdy o jedną nieruchomość konkuruje wielu kupujących albo gdy właściciel jest szczególnie emocjonalnie związany z domem. Może wówczas chcieć wiedzieć, kto przejmie jego dom: czy zamieszka w nim młoda rodzina, czy nowi właściciele zachowają ogród, czy budynek zostanie gruntownie przebudowany. Takie względy nie są kryteriami prawnymi, ale mogą wpłynąć na decyzję osoby, która mieszkała w domu przez 30 lat albo sprzedaje odziedziczoną rodzinną nieruchomość.
Oferta „po cenie” niczego nie gwarantuje
Wbrew obiegowej opinii złożenie jako pierwszy oferty w wysokości ceny wywoławczej nie oznacza automatycznie, że dostanie się klucze. Właściciel może taką ofertę odrzucić, wycofać nieruchomość ze sprzedaży albo wybrać inną propozycję – nawet niższą lub złożoną później.
Sprzedający może bowiem brać pod uwagę także inne elementy: warunki zawieszające zapisane w ofercie, pewność finansowania czy proponowane terminy. Znaczenie mogą mieć również profil kupującego i jego plany wobec nieruchomości. Gdy kilka ofert jest porównywalnych, list motywacyjny może przechylić szalę.
Co napisać w liście
Sudinfo radzi, by nie czekać na formalną prośbę właściciela. Jeśli wiadomo, że nieruchomością interesuje się kilka osób, można dołączyć kilka zdań do oferty z własnej inicjatywy.
List nie musi być długi – wystarczy kilka akapitów. Sprzedający powinien zrozumieć, że zainteresowanie domem jest prawdziwe, a projekt przemyślany. Warto krótko się przedstawić i wyjaśnić, dlaczego właśnie ten dom się podoba: czy lokalizacja pasuje do codziennego życia, czy ogród zrobił wrażenie podczas oglądania, czy układ pomieszczeń odpowiada potrzebom rodziny. Można też opisać swoje plany, na przykład zamieszkanie z rodziną i urządzenie biura w jasnym pokoju.
Uspokoić sprzedającego może również kilka słów o sytuacji finansowej – na przykład o tym, że finansowanie jest już mocno zaawansowane albo że kupujący dysponuje środkami potrzebnymi do sfinalizowania zakupu.
Bez przesady i bez złudzeń
List powinien być prosty, naturalny i szczery. Jak podkreśla Sudinfo, chodzi o nawiązanie ludzkiego kontaktu, a nie o długi tekst napisany przez sztuczną inteligencję. List motywacyjny niczego jednak nie gwarantuje: nie zamieni słabej oferty w dobrą, ale może pomóc wyróżnić się, gdy kilku kupujących składa porównywalne propozycje.