2 000 szerszeni azjatyckich na szkolnym placu zabaw w Hasselt – „Mój kolega dostał jadem w oko”
W Hasselt we wtorek usunięto gniazdo około 2 000 szerszeni azjatyckich, które znajdowało się na placu zabaw szkoły podstawowej Catharina przy Jan Palfijnlaan. Ponieważ gniazdo wisiało na terenie...
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be W Hasselt we wtorek usunięto gniazdo około 2 000 szerszeni azjatyckich, które znajdowało się na placu zabaw szkoły podstawowej Catharina przy Jan Palfijnlaan. Ponieważ gniazdo wisiało na terenie szkoły, specjalista ds. zwalczania szkodników Nicky Torbeyns musiał zachować szczególną ostrożność. Do akcji wykorzystano podnośnik koszowy i odkurzacz.
Spis treści
Trucizna nie wchodziła w grę
Gniazdo wisiało wysoko na drzewie rosnącym na szkolnym placu zabaw. To szkoła zwróciła się z prośbą o jego usunięcie. Zastosowanie środka owadobójczego nie było jednak możliwe.
Gdy spryskujemy gniazdo biocydem, szerszenie spadają na ziemię – wyjaśnił Torbeyns.
Ponieważ plac zabaw nie jest utwardzony, trudno byłoby je tam później posprzątać. Co więcej, nawet dwa dni po śmierci mogą jeszcze żądlić – dodał.
Dlatego pracownicy firmy dotarli do gniazda za pomocą podnośnika koszowego, zabierając ze sobą odkurzacz. Torbeyns i jego kolega założyli kombinezony ochronne. Najpierw odessali szerszenie, następnie wycięli gniazdo z drzewa i znieśli je na dół. Szkoła otrzymała gniazdo jako pomoc dydaktyczną.
Ryzykowna akcja
Usuwanie takiego gniazda zawsze wiąże się z ryzykiem.
Gdy odsuwa się gałęzie, żeby dostać się do gniazda, szerszenie zostają pobudzone i przechodzą do ataku – powiedział Torbeyns.
Ochrony potrzebowali również ludzie znajdujący się na ziemi. Dyrektor szkoły, który chciał robić zdjęcia, otrzymał kombinezon ochronny. Operator podnośnika musiał pozostać w kabinie z zamkniętymi drzwiami.
Ostatecznie żaden szerszeń nie spadł jednak na dół.
Jad w oku mimo okularów
Kolega Torbeynsa miał na sobie okulary ochronne, a mimo to jad dostał mu się do oka.
Szerszeń nie pryska jadem, kiedy przelatuje obok. Zwykle żądli – tłumaczył Torbeyns.
Ponieważ nosimy kombinezony z czymś w rodzaju siatki z przodu, owady w czasie ataku wlatują w nią, czepiają się jej i próbują użądlić – wyjaśnił.
Żądło może wtedy przebić wizjer maski, a jad pod ciśnieniem trafia do oka. Może to powodować pieczenie. Na szczęście w przypadku mojego kolegi ostatecznie skończyło się to niegroźnie – dodał.
Sezon jeszcze się nie skończył
Torbeyns ma obecnie pełne ręce pracy przy usuwaniu gniazd szerszeni.
Codziennie mamy dość napięty grafik – powiedział.
Jak przyznał, w ubiegłym roku zleceń było jeszcze więcej, a terminy bywały zajęte nawet na trzy dni do przodu. W niektórych gminach, w których od lat jest stałym wykonawcą, liczba zgłoszeń jest w tym roku nieco niższa niż poprzednio.
Torbeyns podkreśla jednak, że sezon jeszcze się nie skończył. Spodziewa się kolejnego wzrostu liczby zleceń, gdy z drzew opadną liście, a gniazda staną się lepiej widoczne.