Czeki usługowe znów zdrożeją. Pomoce domowe obawiają się utraty pracy i większej presji
Cena czeku usługowego (dienstencheque) wzrośnie z 10 do 12 euro. Osoby pracujące jako pomoce domowe obawiają się, że część klientów ograniczy liczbę godzin sprzątania lub całkiem z niego zrezygnuje....
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Cena czeku usługowego (dienstencheque) wzrośnie z 10 do 12 euro. Osoby pracujące jako pomoce domowe obawiają się, że część klientów ograniczy liczbę godzin sprzątania lub całkiem z niego zrezygnuje. „Obawiam się rzezi w naszej branży” – mówi 55-letnia Patricia De Beule. Podobne obawy mają Kimberley Bauwens (33 lata), Julien De Rijck (63 lata) i Bes Hermans (34 lata). „Nie chodzi mi o te 2 euro, tylko o to, co one za sobą pociągną” – podkreśla Kimberley.
Spis treści
- Patricia De Beule: „Wiele koleżanek boi się, że zabraknie im pracy”
- Kimberley Bauwens: „Ludzie rezygnują z przerw, żeby zadowolić klientów”
- Julien De Rijck: „Pomoc domowa kosztuje nagle o pół czeku więcej niż przed rokiem”
- Bes Hermans: „Osoby starsze potrzebują pomocy, ale to niemożliwe, gdy koszty stale rosną”
Patricia De Beule: „Wiele koleżanek boi się, że zabraknie im pracy”
Patricia pracuje jako pomoc domowa od 18 lat. Jak mówi, po raz pierwszy naprawdę martwi się o przyszłość branży. „Kiedyś uważałam, że pomoc w sprzątaniu jest zbyt tania. Teraz uważam, że jest za droga. Cena dla naszych klientów nagle bardzo mocno rośnie”.
O własną pracę na razie nie obawia się tak bardzo, ponieważ sprząta głównie u par, w których obie osoby zarabiają. Trudniejsza może być sytuacja klientów samotnych i starszych. „Dla nich ta podwyżka jest oczywiście bardzo dotkliwa. Prawdopodobnie jeszcze bardziej ograniczą liczbę godzin sprzątania” – wyjaśnia Patricia, która jest również radną gminy z ramienia Anders w Gandawie.
Zauważa, że mimo ograniczania liczby godzin oczekiwania klientów często się nie zmieniają. „Ludzie oczekują, że zostanie wykonana ta sama praca, że dom będzie tak samo czysty. Niektórzy przychodzą z listami rzeczy do zrobienia. Wtedy myślę sobie: to niemożliwe w 4 godziny”.
Patricia apeluje, by przy rozmowie o cenach nie pomijać warunków pracy. „Ludzie nie powinni skupiać się wyłącznie na podwyżce cen, ale przyjrzeć się także warunkom pracy pomocy domowych. Zarabiają one naprawdę niewiele, a jednocześnie muszą mierzyć się ze znacznie większą presją” – podkreśla.
Jej zdaniem problem tkwi również w sposobie ustalania ceny. „Cenę pomocy domowej można by uzależnić od dochodów: kto zarabia więcej, powinien więcej płacić. Ale rząd patrzy oczywiście wyłącznie na wpływy” – krytykuje.
O planowanej podwyżce rozmawia z klientami częściej niż o wcześniejszej zmianie ceny. „Wszyscy o tym mówią. Przy poprzedniej podwyżce było tego znacznie mniej”.
Niepewność odczuwa także wśród innych osób pracujących w zawodzie. „Wielu boi się, że nie będą mieli wystarczająco dużo pracy. Obawiam się rzezi w naszej branży” – mówi Patricia.
Kimberley Bauwens: „Ludzie rezygnują z przerw, żeby zadowolić klientów”
Kimberley sprząta głównie w okolicach Zottegem we Flandrii Wschodniej. Kolejna podwyżka wprowadzana przez rząd budzi jej sprzeciw. „Nie chodzi mi o te 2 euro, tylko o to, co one za sobą pociągną”.
„Przy poprzedniej podwyżce obciążenie pracą naszych koleżanek i kolegów już znacznie wzrosło. Ta presja doprowadzi do większej liczby przypadków niezdolności do pracy i wypalenia zawodowego wśród pomocy domowych. Poza tym klienci szybciej będą rezygnować, zwłaszcza że poprzednia podwyżka nie została jeszcze przez nich przetrawiona. To oznacza mniej pracy, a więc także wyższe bezrobocie” – mówi Kimberley.
Jak twierdzi, skutki presji są już widoczne. „Słyszę historie osób, które rezygnują z przerw, żeby tylko zadowolić klientów”.
Kimberley pracuje w branży od 13 lat i ma stałych klientów. „Mam nadzieję, że dla moich klientów jestem kimś więcej niż tylko osobą do sprzątania. Dla nich podwyżka może nie będzie aż tak odczuwalna. Ale tam, gdzie kiedyś sprzątałam 4 godziny, teraz być może będą to już tylko 3”.
Uważa, że szukanie oszczędności kosztem pomocy domowych i klientów jest złym rozwiązaniem. „W naszej branży marże i tak są niewielkie. Poza tym w ogóle nie jesteśmy wystarczająco wysłuchiwani. Poprzednim razem było dokładnie tak samo. Przez 13 lat mojej pracy w branży prawie żadne pieniądze do nas nie trafiły, a ceny wciąż rosną”.
„Mam nadzieję, że rząd zdaje sobie sprawę, że to niezbędna branża, w której pracuje bardzo wiele osób. Ich decyzja ma ogromny wpływ” – podkreśla Kimberley.
Julien De Rijck: „Pomoc domowa kosztuje nagle o pół czeku więcej niż przed rokiem”
Julien od 5 lat pracuje jako pomoc domowa w systemie czeków usługowych w Brabancji Flamandzkiej. Najbardziej niepokoi go możliwy spadek liczby godzin pracy. „Przy poprzedniej podwyżce wielu klientów zmniejszyło liczbę godzin albo przeszło ze sprzątania co tydzień na sprzątanie co dwa tygodnie”.
Obawia się, że po kolejnym wzroście ceny więcej osób zrezygnuje z usługi. „Obawiam się, że pary, w których obie osoby pracują, zaczną liczyć”.
„Może zdecydują, że nie będą już oboje pracować na pełen etat, tylko na przykład przejdą na cztery piąte etatu. I wtedy być może zrezygnują z pomocy domowej. W efekcie do budżetu wpłynie też mniej podatków. Zastanawiam się więc, czy rząd dobrze to przemyślał” – mówi Julien.
Sam nie boi się bezpośrednio o zatrudnienie, ponieważ w 2028 r. przejdzie na emeryturę. Zauważa jednak, że coraz trudniej mu zapełnić grafik.
„Kiedyś pracowałem 38 godzin tygodniowo. Teraz jednego tygodnia pracuję 33 godziny, a innego 35. Coraz trudniej jest zapełnić cały tydzień do 38 godzin. Klientów jest po prostu mniej niż kiedyś” – wyjaśnia.
Julien zwraca też uwagę na łączny koszt kolejnych zmian. „W ciągu nieco ponad roku cena wzrosła z 9 do 12 euro. Do tego dochodzi utracona ulga podatkowa, a niektóre firmy doliczają jeszcze opłatę administracyjną. To nagle o pół czeku usługowego więcej niż nieco ponad rok temu”.
Bes Hermans: „Osoby starsze potrzebują pomocy, ale to niemożliwe, gdy koszty stale rosną”
Bes wcześniej pracowała w sektorze opieki, a później została pomocą domową. „Odkąd zostałam sama, pracuję jako pomoc domowa. Mam lepsze godziny pracy i mogę lepiej dopasować grafik do moich dzieci” – mówi.
Pracuje głównie w okolicach Assebroek we Flandrii Zachodniej.
Rosnąca cena czeków usługowych szczególnie martwi ją ze względu na starszych klientów. „Mam głównie starszych klientów, którzy chcą jak najdłużej mieszkać w domu. Są bardzo dobre domy opieki, ale nigdzie nie jest lepiej niż w domu. Do tego jednak ludzie potrzebują pomocy. A jeśli koszty wciąż będą rosły, będzie to coraz trudniejsze”.
Niepokój dostrzega również podczas rozmów z klientami. „Wielu klientów pyta mnie: »Czy to prawda?«. Na razie nikt nie poprosił mnie o rezygnację ze sprzątania, ale czuć, że ludzie się martwią”.
Podobnie jak Patricia uważa, że cena czeków powinna zależeć od dochodów. „Czy to uczciwe, że ktoś z wyższymi dochodami płaci tyle samo, co ktoś, kto jest w trudniejszej sytuacji finansowej? Wszystkich wrzuca się do jednego worka. Uważam, że to zupełnie niesprawiedliwe”.
Bes słyszy podobne obawy od koleżanek. „Tak jak ja, wiele z nich to mamy małych dzieci. Oczywiście zastanawiają się, co się stanie, jeśli stracą pracę albo dostaną mniej godzin”.
Zwraca również uwagę na oczekiwania dotyczące ilości pracy, którą trzeba wykonać w krótszym czasie. „Mam na przykład klientkę, która oczekuje, że w 4 godziny posprzątam cały jej dom. Wtedy pytam bardzo wyraźnie: czy oczekuje pani, że zrobię wszystko dokładnie, czy tylko ogólnie posprzątam? Nie można oczekiwać tej samej pracy w krótszym czasie” – podsumowuje.