Rząd osiem razy pominął negatywne opinie Inspekcji Finansów – chodzi o wydatki na obronność
Rząd Barta De Wevera już osiem razy w obecnej kadencji zatwierdził wydatki na obronność mimo negatywnej opinii Inspekcji Finansów (Inspectie van Financiën) – wynika z ustaleń tygodnika Knack....
Wizualizacja wygenerowana przez SI. Nie przedstawia rzeczywistego zdarzenia ani jego uczestników - Aktualnosci.be Rząd Barta De Wevera już osiem razy w obecnej kadencji zatwierdził wydatki na obronność mimo negatywnej opinii Inspekcji Finansów (Inspectie van Financiën) – wynika z ustaleń tygodnika Knack. Jednym z takich przypadków jest wynajem hali pod Brukselą za 217 900 euro miesięcznie. Inspekcja uznała tę kwotę za zbyt wysoką, jednak resort obrony nadal opłaca czynsz. Rzecznik ministra obrony Theo Franckena (N-VA) podkreśla, że opinie kontrolerów nie są wiążące.
Spis treści
Do 2034 r. belgijska armia może przeznaczyć 34 miliardy euro na zakup nowego sprzętu. Decyzję w tej sprawie rząd De Wevera podjął w ubiegłym roku, przed szczytem NATO w Hadze.
Kto kontroluje zakupy wojskowe
Dziennikarz śledczy tygodnika Knack Kristof Clerix, który przeanalizował wydatki resortu obrony, wyjaśniał w audycji De Ochtend na antenie Radio 1, że minister nie otrzymuje po prostu określonej puli pieniędzy do swobodnego wykorzystania. Wydatki podlegają kontroli kilku instancji.
Opinie dotyczące zakupów może wydawać minister budżetu, którym w obecnym rządzie jest Vincent Van Peteghem (CD&V). Nad wydatkami czuwa również Inspekcja Finansów. Organ ten sprawdza, czy dokumentacja zakupowa jest prawidłowo przygotowana pod względem budżetowym oraz czy pozostaje zgodna z przepisami dotyczącymi zamówień publicznych.
Rząd De Wevera w obecnej kadencji pominął opinie Inspekcji Finansów osiem razy. W tym samym okresie organ wydał łącznie 41 opinii.
Hala za 217 900 euro miesięcznie
Jedna z negatywnych opinii dotyczyła białej hali o powierzchni 6 000 metrów kwadratowych w Zaventem, należącej do firmy Sabena Engineering. Theo Francken chciał ją wynająć, aby wojskowe samoloty transportowe A400M mogły przechodzić przeglądy w Belgii. Dotychczas za każdym razem trzeba było w tym celu lecieć do Madrytu.
Minister obrony argumentuje, że państwo poważnie traktujące strategiczną autonomię powinno samodzielnie wykonywać ciężkie prace serwisowe. Miesięczny czynsz za halę wynosi 217 900 euro.
Inspekcja Finansów uznała tę stawkę za zdecydowanie zbyt wysoką. Wątpliwości wzbudził również okres obowiązywania umowy, dlatego wydano negatywną opinię. Jak relacjonuje Clerix, niekorzystna była także kolejna opinia, przygotowana przez ministra budżetu Van Peteghema. Mimo to zmodyfikowana wersja tej samej propozycji została ostatecznie zatwierdzona, a resort obrony płaci wskazany czynsz.
Ekspert mówi o przesadzie
Były pułkownik i ekspert ds. obronności Roger Housen określił na łamach Knacka całe przedsięwzięcie jako przerost formy nad treścią. „Przejmowanie serwisu we własne ręce w imię strategicznej niezależności to bzdurny argument. Po co w takim razie współpracować z prywatną firmą?” – pyta.
Housen proponuje jako alternatywę współpracę z europejskim partnerem, na przykład z Niemcami albo Francją. Oba państwa dysponują rozbudowanymi flotami A400M i stosują te same normy co belgijska armia. Zdaniem byłego pułkownika nie ma uzasadnienia dla płacenia tak wysokiego czynszu.
„Opinie nie są wiążące”
Rząd nie ma obowiązku stosowania się do wydawanych opinii. Jak stwierdził w Knacku rzecznik ministra Franckena, decyzje podejmują osoby wybrane przez obywateli, a jeżeli rząd uznaje dokumentację za prawidłową, to należy ją za taką uznać. W przeciwnym razie – dodał – krajem rządziłaby Inspekcja Finansów.
Kristof Clerix przyznaje, że rząd ma pełną swobodę podejmowania decyzji, ponieważ pochodzi z wyboru. Zwraca jednak uwagę, że o opinie występuje się właśnie po to, aby przy zakupach nie dochodziło do nieprawidłowości. Inspekcja Finansów sprawdza, czy budżet jest właściwie zarządzany, a zamówienia pozostają zgodne z prawem. W ten sposób ogranicza ryzyko nadużyć, korupcji i konfliktu interesów.
Dziennikarz podsumowuje, że rząd może pomijać takie opinie, ale prasa ma wówczas prawo informować, w jakich sprawach władze uznały ich uwzględnienie za zbędne.