Couleur Café wraca i mówi językiem nowego pokolenia – jak brukselski festiwal odmłodził publiczność, nie tracąc własnej tożsamości
Brukselski festiwal Couleur Café powraca już w ten piątek z programem, który wiele mówi o współczesnych gustach muzycznych. W ciągu zaledwie kilku lat wydarzenie wyraźnie odmłodziło swoją...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Brukselski festiwal Couleur Café powraca już w ten piątek z programem, który wiele mówi o współczesnych gustach muzycznych. W ciągu zaledwie kilku lat wydarzenie wyraźnie odmłodziło swoją publiczność, nie rezygnując przy tym z własnego charakteru – pisze dziennik Le Soir. Jeszcze niedawno Couleur Café bywał łatwo klasyfikowany jako festiwal z historią, rodzinny i przyjazny, ale mniej modny niż wielkie imprezy rockowe, elektroniczne czy rapowe. Był to obraz dość niesprawiedliwy wobec wydarzenia mocno zakorzenionego w Brukseli, niemal instytucjonalnego, którego tożsamość wydawała się jednak należeć do wcześniejszej epoki.
Spis treści
Po 36 latach od powstania festiwal sprawia wrażenie, jakby poszedł w przeciwnym kierunku. W parku Osseghem, u stóp Atomium, Couleur Café mówi dziś językiem pokolenia, które nie widzi sprzeczności między rapem, dancehallem, afrobeatami, reggae, amapiano, R&B, muzyką latynoską i elektroniką. W programie edycji 2026 pojawiają się m.in. Rema, Amaarae, Makala, Pongo, Lila Iké, Tokischa, Kalash, Juls, KeBlack, Gaz Mawete, ISHA & Limsa, Gayance oraz Oroko Radio. To przekrój tego, co we współczesnej muzyce popularnej jest najbardziej żywe, hybrydowe i związane z diasporami. Prawdziwe pytanie nie brzmi więc, w jaki sposób Couleur Café wymyślił się na nowo, ale raczej jak festiwal zbudowany wokół muzyki afrykańskiej i afrokubańskiej stał się naturalnie jednym z miejsc, w których najlepiej widać przemianę muzycznych gustów młodej publiczności.
Tożsamość lepiej rozumiana
„Nie powiedziałbym, że festiwal zmienił tożsamość” – mówi Samy Wallens, dyrektor generalny Couleur Café od 2023 r. „Powiedziałbym raczej, że zmienił się sposób jej rozumienia”. Ta ewolucja wiąże się również ze zmianami wewnątrz samego wydarzenia. Po dwóch edycjach odwołanych z powodu pandemii, w 2020 i 2021 r., oraz po powrocie w 2022 r. festiwal odzyskał energię. Wallens mówi o odmłodzonym zespole, świeżych pomysłach i stopniowych korektach, które zaczynają przynosić widoczne efekty.
„Czujemy, że przekaz, który staramy się nieść, jest coraz lepiej rozumiany przez publiczność” – dodaje. Zmieniła się także sama publiczność: średni wiek uczestników festiwalu wynosi dziś około 22 lat. „To bardzo młodo jak na festiwal” – podkreśla dyrektor.
Takie odmłodzenie nie nastąpiło przypadkiem. Wynika przede wszystkim ze świadomego stawiania na dostępność. W branży, w której ceny koncertów i festiwali szybko rosną, Couleur Café próbuje pozostać wydarzeniem możliwie przystępnym finansowo. „W zeszłym roku bilet jednodniowy kosztował 59 euro, w tym roku 64 euro. To zaczynają być ceny koncertu w Ancienne Belgique czy Forest National – z tą różnicą, że u nas jest 25 do 30 koncertów dziennie” – tłumaczy Wallens.
Muzyczne przesunięcie środka ciężkości
Sama dostępność nie wystarcza jednak do zmiany pozycji festiwalu. Kluczowa pozostaje muzyka. Couleur Café zawsze obejmował bardzo szerokie spektrum stylów, co przez lata było jego siłą, ale czasem także źródłem pewnej nieczytelności. „Na początku wyczuwałem może brak jasności co do tego, czym Couleur Café właściwie jest i czego chce bronić muzycznie” – przyznaje Wallens. „Festiwal rockowy łatwo zrozumieć. My obejmujemy ogromną liczbę stylów. To bogactwo, ale można się w nim czasem pogubić”.
Dzisiejszą ambicją festiwalu jest robienie tego, czego nie robią inni: stawianie na koncerty na żywo, pełne składy z muzykami, prawdziwe produkcje sceniczne i ograniczanie powracania do artystów, którzy są już bardzo dobrze znani. Belgia ma wiele festiwali, dlatego Couleur Café nie tyle ściga się z trendami, ile próbuje zająć precyzyjnie określone miejsce. Chce pozostać różnorodny, brukselski i otwarty na muzykę diaspor, ale bez folkloryzowania i egzotyzowania wykonawców.
Koniec ze starymi etykietami
Nie sprawdza się już nawet samo określenie „muzyka świata”. „Ten termin jest skrajnie problematyczny i w ogóle nie powinien już istnieć. Wszystkie te etykiety wyrzuciliśmy do kosza” – mówi Wallens. Umieszcza tę zmianę w szerszym kontekście czasu. W latach 90. zapraszanie do Brukseli artystów z Afryki, Ameryki Południowej czy innych części świata miało inne znaczenie. Nie było internetu, publiczność odkrywała muzykę w inny sposób, a niewiele instytucji promowało takie sceny. „Dziś każdego artysty z każdego kraju można posłuchać w dwa kliknięcia. Sprowadzenie wykonawcy choćby z Ugandy nie może już być żadną osobliwością. To coś zupełnie normalnego” – mówi.
Być może właśnie tutaj Couleur Café trafia w sedno. Festiwal nie przedstawia już tego, co „obce”, jako ciekawostki. Normalizuje myśl, że muzyka i kultury stale się przenikają, a Bruksela sama jest utkana z takich przecinających się dróg. „Staramy się być medium wszystkiego, co dzieje się muzycznie na świecie, w obszarach, które nas interesują” – podsumowuje dyrektor.
Ta zmiana wykracza daleko poza sam Couleur Café. Zdaniem Gwenaëlle Kerboul, konsultantki branży koncertowej, agentki artystów i dawnej współpracowniczki festiwalu Rock en Seine, festiwale stoją dziś przed podwójnym zadaniem: muszą pozostać wierne swojej tożsamości, a jednocześnie uważnie słuchać przemian kulturowych. „Festiwal nie powinien gonić za trendami, lecz raczej pozostawać czujny na zmiany kulturowe i społeczne” – wyjaśnia. „Odmłodzenie wizerunku wymaga przede wszystkim autentyczności: szczerego programu, odświeżania formatów, otwierania przestrzeni na nowe sposoby korzystania z nich i budowania dialogu z publicznością”.
Jak ocenia Kerboul, gusta młodszych pokoleń wyraźnie przesuwają się w stronę propozycji bardziej hybrydowych. „Muzyka afrokaraibska i diasporyczna cieszy się dziś ogromnym uznaniem młodych. Opowiada o świecie szerszym i bardziej egalitarnym, w którym językiem nie jest już tylko angielski, lecz języki każdego kraju i każdej kultury” – mówi. To, co Couleur Café programował kiedyś jako otwarcie na świat, dziś znajduje się w samym centrum kultury popularnej. Afrobeats wypełnia wielkie hale, amapiano przenika TikToka i kluby, dancehall zasila rap, a sceny karaibskie, afrykańskie i diasporyczne na nowo wyznaczają ścieżkę dźwiękową młodości.
W tym sensie Couleur Café nie przetrwał dlatego, że całkowicie zmienił skórę. Przetrwał, ponieważ jego DNA – różnorodność, mieszanie kultur, brukselska energia, zabawa i muzyka diaspor – ponownie stało się bardzo współczesne. Tam, gdzie festiwal mógł wydawać się przestarzały, dziś okazuje się zgodny z nawykami słuchania pokolenia, które bez poczucia sprzeczności przechodzi od Remy do Kalasha, od Tokischy do Greentea Peng, od ISHA & Limsa do Gaza Mawete.
Doświadczenie, nie tylko koncerty
Festiwal oferuje dziś pełne doświadczenie, działające na 360 stopni – opowieść i własne miasteczko. Są Rue du Bien Manger, orkiestry uliczne, foodtrucki, przestrzenie dla organizacji społecznych, rozmowy, lokalne współprace i scenografie. Ten wymiar staje się coraz ważniejszy. „Sam dobry program już nie wystarczy, kluczowe stało się całościowe doświadczenie” – przypomina Gwenaëlle Kerboul. Jej zdaniem festiwale są obecnie rodzajem laboratoriów, miejscami pozwalającymi odczytywać przemiany społeczne i kulturowe. „Festiwale mają tę rzadką moc: tworzą miejsca spotkania i refleksji, pozostając zarazem miejscami przyjemności i zabawy”.
Tożsamość, którą trzeba utrzymać
Couleur Café wydaje się dobrze to rozumieć. Największym wyzwaniem będzie teraz dalszy rozwój bez rozmycia własnego charakteru, utrzymanie przystępności w trudnych realiach gospodarczych oraz przedłużenie tożsamości festiwalu poza jeden weekend. Wallens wspomina już o możliwych kierunkach: stałym miejscu działającym przez cały rok, być może barze, niewielkiej sali koncertowej, pracowni, współpracach zagranicznych albo mini-edycjach pod marką Couleur Café organizowanych w innych miejscach. Nic nie jest jeszcze przesądzone, ale idea już się pojawia – festiwal chciałby stać się bardziej stałą obecnością kulturalną.
Na razie Couleur Café pozostaje tym szczególnym momentem zawieszenia, w którym Bruksela odnajduje się w tym, co ma najbardziej żywe: w swoich językach, dźwiękach, diasporach, wymieszanych publicznościach i własnych sprzecznościach. Być może festiwal nigdy nie przestał być sobą. Po prostu 36 lat później świat muzyki w końcu zaczął go przypominać.