Co najmniej 15 000 osób na manifestacji w Namur przeciwko oszczędnościom i reformie kontraktów APE
Co najmniej 15 000 osób przeszło we wtorek ulicami Namur w proteście zorganizowanym przez walońskie związki zawodowe FGTB i CSC – przekazali organizatorzy. Policja oszacowała frekwencję na 8...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Co najmniej 15 000 osób przeszło we wtorek ulicami Namur w proteście zorganizowanym przez walońskie związki zawodowe FGTB i CSC – przekazali organizatorzy. Policja oszacowała frekwencję na 8 000 uczestników. W manifestacji wzięli udział przedstawiciele służb publicznych oraz pracownicy zatrudnieni na kontraktach APE, którzy nadal nie wiedzą, na jakich warunkach będą pracować od stycznia przyszłego roku. Polityka oszczędności, przybierająca różne formy, dotyka większości protestujących.
Spis treści
Reforma APE i obawy o dostęp do kultury
1 stycznia 2027 r. system Aides à la promotion de l’emploi (APE) ma zostać zlikwidowany, a odpowiadające mu środki finansowe zostaną przekazane ministrom odpowiedzialnym za poszczególne obszary, takie jak kultura, opieka nad małymi dziećmi, sport czy aktywizacja społeczno-zawodowa. Każdy z nich będzie zarządzał tymi funduszami według własnego uznania, przy jednoczesnej konieczności wprowadzenia oszczędności budżetowych.
Pracownicy instytucji kulturalnych zatrudnieni na kontraktach APE podkreślali, że choć rozumieją potrzebę oszczędzania, sprzeciwiają się sposobowi, w jaki zmiany są wprowadzane. Zwracali uwagę, że pracują z osobami w trudnej sytuacji i zapewniają im dostęp do kultury. Ich zdaniem utrata środków na realizację tej misji może doprowadzić do powstania “kultury dwóch prędkości”, która osłabi osoby najbardziej narażone na wykluczenie, a uprzywilejuje najzamożniejszych.
Podobne obawy wyrażają pracownicy sektora opieki nad dziećmi. W jednym z największych żłobków w regionie Namur połowa personelu jest zatrudniona na kontraktach APE, a minister Lescrenier (Les Engagés) nie gwarantuje przejęcia wszystkich tych umów. Pracownicy wskazywali także na likwidację udogodnień dla osób kończących karierę zawodową, fizyczne i psychiczne obciążenie związane z wykonywaniem zawodu oraz mało atrakcyjne wynagrodzenia. Niedobór pracowników staje się coraz bardziej odczuwalny, co rodzi pytanie, kto w przyszłości będzie zajmował się dziećmi.
Niepokój w sektorze edukacji
Wśród uczestników manifestacji byli również nauczyciele. Pracownica szkolnictwa specjalnego, do którego trafiają dzieci z trudnościami szkolnymi wynikającymi z zaburzeń lękowych, zwracała uwagę na silną polaryzację między grupami społecznymi. Według niej likwidacja bezpłatnych przyborów szkolnych oraz posiłków najmocniej uderzy w uczniów z najuboższych placówek.
Krytykowano także dwie dodatkowe godziny lekcyjne narzucone nauczycielom. Pracownicy sektora podkreślali, że pracują z młodzieżą znajdującą się w trudnej sytuacji, obciążoną zarówno przez tradycyjny system szkolny i własne problemy, jak i przez przeciążenie nauczycieli, podczas gdy liczba uczniów wzrosła pięciokrotnie w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Pracownice ośrodka planowania rodziny obawiały się natomiast, że nadmierne obciążenie nauczycieli odbije się na zajęciach z edukacji uczuciowej i seksualnej (Evras), które pełnią funkcję prewencyjną.
Pogłębiające się problemy służb publicznych
Pracownica CPAS/OCMW w Charleroi mówiła o postępującym osłabianiu służb publicznych. Wskazywała, że wymagane oszczędności doprowadzą do utraty miejsc pracy, choć dopiero we wrześniu będzie wiadomo, jakie rozwiązania zostaną wdrożone. Ich skutki odczują bezpośrednio zarówno pracownicy, jak i obsługiwani mieszkańcy. Podkreślała też brak jakiejkolwiek perspektywy, porównując obecną sytuację do poruszania się w tunelu, który wydłuża się wraz z pokonywaniem kolejnych odcinków.
Koniec procesu uzyskiwania statusu urzędniczego określano jako regres społeczny. Obecni na manifestacji pracownicy Division nature et forêts zwracali uwagę, że nakładanie sankcji na gminy z pozycji pracownika kontraktowego naraża ich na naciski polityczne, zwłaszcza przy niedoborze kadr. Jak wskazywali, w służbie brakuje 150 osób na 850 etatów, a od tego roku obsadzany jest tylko co trzeci zwolniony etat. Jednocześnie w ciągu najbliższych trzech lat służbę opuści 60 pracowników. Oznacza to niedobór środków i kompetencji w jednostce, która ma dostosowywać lasy Walonii do zmian klimatu i mierzyć się z kryzysem różnorodności biologicznej. Pracownicy ostrzegali, że w takich warunkach możliwości działania wkrótce się wyczerpią.