Po wypadku autobusu w Buggenhout szkoła w Lokeren odnotowuje więcej skarg na transport
Po ubiegłotygodniowym wypadku autobusu w Buggenhout do szkoły specjalnej “De Vinderij” w Lokeren zaczęło wpływać wyraźnie więcej skarg dotyczących dowozu uczniów – mówi dyrektor...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Po ubiegłotygodniowym wypadku autobusu w Buggenhout do szkoły specjalnej “De Vinderij” w Lokeren zaczęło wpływać wyraźnie więcej skarg dotyczących dowozu uczniów – mówi dyrektor placówki An De Coster. Pracownicy szkoły zauważają również, że zgłaszane przez nich problemy są teraz szybciej rozpatrywane.
Więcej skarg po wypadku
Daisy Van Driessche, koordynatorka transportu autobusowego w “De Vinderij” w Lokeren, relacjonuje, że w jednej z otrzymanych skarg wskazano na dodatkowy problem ujawniony po wymianie opon. Chodziło o kilka pasów bezpieczeństwa, które przestały działać prawidłowo i w razie ewentualnego wypadku nie zapewniały odpowiedniego napięcia.
Po zeszłotygodniowym wypadku autobusu w Buggenhout do szkoły trafia więcej skarg. Jak wyjaśnia koordynatorka, przybywa wiadomości e-mail i telefonów od rodziców, którzy zgłaszają, że ich dzieci opowiadają o zbyt szybkiej jeździe, nieustępowaniu pierwszeństwa czy przejeżdżaniu przez linię ciągłą. Z pamięci szacuje, że szkoła otrzymała około dziesięciu wiadomości, co jest dużą liczbą.
Dyrektor An De Coster zauważa, że rodzice są zaniepokojeni i wyraźnie da się to odczuć. Część z nich sama dowozi swoje dzieci do szkoły.
Placówka musi też dodatkowo monitorować jednego z kierowców. Jak wskazuje Van Driessche, skargi dotyczą jego stylu jazdy, lęku odczuwanego przez dzieci, korzystania z telefonu komórkowego, a także tego, że potrafi zachowywać się bardzo opryskliwie. Dla uczniów tej szkoły jest to szczególnie trudne.
Szybsza reakcja De Lijn
Szkoła przekazuje te skargi również do De Lijn. Van Driessche relacjonuje, że już następnego dnia otrzymała odpowiedź z informacją, że sprawa zostanie podjęta. Wcześniej tak nie było – teraz wszystko nagle może przebiegać bardzo szybko. Zdaniem koordynatorki szkoda, że najpierw musiało dojść do wypadku.
Obawy o przyszłość
W ocenie An De Coster sytuacja mogłaby wyglądać lepiej. Jej zdaniem należałoby zmienić status opiekuna w autobusie. Jak podkreśla, opiekunowie nie mają odpowiedniego statusu i są zbyt nisko opłacani. Dzieci pozostają pod opieką od 8.30 do 16.00, ale w drodze spędzają jeszcze więcej czasu, co oznacza dużą odpowiedzialność. Uczniowie mają przy tym szczególne i bardzo różne potrzeby – trudno im usiedzieć w miejscu, czasem krzyczą, źle znoszą krzyki albo bieganie innych dzieci, a to może wywoływać kolejne niewłaściwe zachowania.
Problem nie ogranicza się jednak do kierowców i opiekunów. Jak wskazuje dyrektor, autobusy są zbyt duże, ich stan nie zawsze jest właściwy, a klimatyzacja lub ogrzewanie nie zawsze działają. Zastrzega jednocześnie, że nie jest to zarzut wobec przewoźników, lecz kwestia braku środków finansowych.
De Coster chce jednak zniuansować swoją ocenę. Jak zaznacza, wielu opiekunów i kierowców wykonuje swoją pracę bardzo dobrze i każdego dnia bezpiecznie odwozi dzieci do domu.
Dyrektor obawia się jednak przyszłości. Jej zdaniem rozwiązanie polegające na korzystaniu z wyznaczonych punktów zbiórki zamiast wsiadania w pobliżu domu nie jest dobrym pomysłem. Zastanawia się, jak miałoby to wyglądać w przypadku dzieci z zaburzeniami zachowania lub autyzmem, i obawia się, że przyniesie to jeszcze więcej problemów. Jeśli ma to być sposób na oszczędności, szkoła zdecydowanie go nie popiera.