Państwo nie może bez końca korzystać na kryzysie energetycznym, nie łagodząc jego skutków
Po doświadczeniach związanych z szeroko zakrojoną, lecz słabo ukierunkowaną pomocą publiczną w czasie poprzedniego wzrostu cen energii belgijski rząd zapowiada bardziej selektywne działania. Premier...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Po doświadczeniach związanych z szeroko zakrojoną, lecz słabo ukierunkowaną pomocą publiczną w czasie poprzedniego wzrostu cen energii belgijski rząd zapowiada bardziej selektywne działania. Premier podkreśla, że masowe rozdawanie wsparcia nie jest realne, bo grozi rozchwianiem finansów publicznych, porównywanych do „budżetowego Titanica”. Z kolei wicepremier i minister budżetu Vincent Van Peteghem jasno wskazuje, że nie będzie powrotu do „zrzucania pomocy z helikoptera”. Korekta podejścia wydaje się uzasadniona, jednak nie może prowadzić do całkowitej bierności wobec rosnących kosztów energii.
Lekcja z poprzedniego kryzysu
Wzrost cen paliw i energii jest dziś wyraźnie odczuwalny dla mieszkańców Belgii – zarówno przy tankowaniu, jak i przy opłacaniu rachunków czy zakupie opału. Choć ostrzeżenia polityków mogą brzmieć surowo, stoją za nimi konkretne doświadczenia. Podczas wcześniejszego kryzysu energetycznego, związanego z pandemią COVID-19 i wojną w Ukrainie, analizy Banku Narodowego Belgii oraz Uniwersytetu w Gandzie wykazały, że część gospodarstw domowych – zwłaszcza z klasy średniej i wyższej – odkładała otrzymane wsparcie zamiast przeznaczać je na bieżące potrzeby.
W efekcie szeroko rozdzielane środki publiczne nie tylko nie trafiały w pełni do osób dotkniętych ubóstwem energetycznym, ale bywały także wykorzystywane do zwiększania konsumpcji. Jednocześnie pogłębiały deficyt budżetowy, który z czasem staje się coraz trudniejszy do ograniczenia.
Precyzja zamiast hojności
W tej sytuacji lepsze kierowanie pomocy wydaje się zarówno konieczne, jak i uzasadnione z punktu widzenia sprawiedliwości społecznej. Każde euro z budżetu powinno trafiać tam, gdzie rzeczywiście jest potrzebne. W przeciwnym razie obecne decyzje mogą odbić się negatywnie na przyszłych wydatkach publicznych, takich jak system emerytalny czy ochrona zdrowia.
Jednocześnie pojawia się wyraźna niespójność w podejściu władz. O ile w przypadku gospodarstw domowych podkreśla się konieczność precyzyjnego wsparcia, o tyle podobna refleksja rzadko dotyczy przedsiębiorstw. Tymczasem zarówno Bank Narodowy, jak i Międzynarodowy Fundusz Walutowy zwracają uwagę na potrzebę przeglądu licznych ulg podatkowych i subsydiów dla firm, których skuteczność nie zawsze jest potwierdzona. Trudno uzasadnić sytuację, w której kontroluje się efektywność pomocy dla obywateli, a jednocześnie toleruje rozproszenie środków w sektorze przedsiębiorstw.
Rosnące ceny zasilają budżet
Wraz ze wzrostem cen energii rosną również wpływy państwa z podatku VAT – co otwarcie przyznaje minister budżetu. W tym kontekście powściągliwość rządu może sprawiać wrażenie korzystania z obecnej sytuacji finansowej. Ostrożność w podejmowaniu decyzji jest zrozumiała w warunkach niestabilności, jednak nie powinna prowadzić do braku reakcji.
Szczególnie że obecny rząd ograniczył część świadczeń społecznych, wprowadzając między innymi ograniczenia czasowe dla zasiłków dla bezrobotnych. W takiej sytuacji odpowiedzialność za ochronę najbardziej narażonych grup społecznych przed skutkami wzrostu cen jest jeszcze większa. Przywracanie równowagi budżetowej kosztem pogłębiania problemów społecznych nie może być uznane za właściwy kierunek.