Oznaczenie “Made in Belgium” na produktach spożywczych – dlaczego warto zachować czujność
Flaga belgijska na opakowaniu, napis “Made in Belgium” i przekonanie, że kupujemy produkt lokalny – tak wygląda codzienność wielu osób robijących zakupy w belgijskich...
Wizualizacja SI - Aktualnosci.be Flaga belgijska na opakowaniu, napis “Made in Belgium” i przekonanie, że kupujemy produkt lokalny – tak wygląda codzienność wielu osób robijących zakupy w belgijskich supermarketach. W rzeczywistości kwestia pochodzenia żywności okazuje się jednak znacznie bardziej złożona. Nieprecyzyjne przepisy, marketingowe deklaracje producentów oraz ograniczona liczba kontroli powodują, że ustalenie rzeczywistego pochodzenia produktu bywa trudne. Choć wielu mieszkańców Belgii deklaruje przywiązanie do lokalnej żywności, w praktyce niewielu potrafi odróżnić oficjalny certyfikat jakości od zwykłego zabiegu marketingowego. Tymczasem wyniki kontroli przeprowadzonych w 2024 r. pokazały, że aż połowa sprawdzonych przedsiębiorstw w Belgii nie przestrzegała przepisów dotyczących oznaczania pochodzenia żywności.
Spis treści
- Konsumenci chcą kupować lokalnie, ale gubią się w oznaczeniach
- Producenci chętnie sięgają po symbole narodowe
- Jakie przepisy regulują oznaczanie pochodzenia żywności
- Brak konkretnych ram prawnych dla “Made in Belgium”
- Kontrole ujawniły alarmującą skalę naruszeń
- Eksperci apelują o czujność – także w zakupach online
- Cena wciąż ważniejsza niż pochodzenie
Konsumenci chcą kupować lokalnie, ale gubią się w oznaczeniach
W jednym z brukselskich supermarketów 29-letni Antoine wkłada produkty do koszyka niemal odruchowo. Przyznaje, że choć uważa wspieranie lokalnej żywności za ważne, w codziennych zakupach rzadko sprawdza etykiety – przede wszystkim z powodu braku czasu. Sięga po produkty, które zna i kupuje regularnie. Kilka metrów dalej Andrea, studentka Université libre de Bruxelles (ULB), dokładniej analizuje opakowania. Rozpoznaje europejski certyfikat ekologiczny – zielone logo w kształcie liścia z gwiazdami – jednak wiele innych oznaczeń pozostaje dla niej niejasnych. Te dwa podejścia dobrze pokazują typowe zachowania konsumentów stojących przed półkami pełnymi produktów.
Badanie przeprowadzone w maju 2024 r. przez instytut iVOX na zlecenie Federacji Przemysłu Spożywczego Fevia wskazuje, że 72 procent konsumentów w Belgii deklaruje świadome kupowanie produktów lokalnych. Respondenci jako główne powody wskazywali smak, jakość oraz bardziej zrównoważony charakter belgijskiej produkcji. Problem polega jednak na tym, że znaczna część kupujących nie potrafi rozróżnić rzeczywistego certyfikatu jakości od zwykłego oznaczenia kraju produkcji czy elementu marketingu. Tymczasem różnica ta jest istotna, ponieważ określa, jakie gwarancje faktycznie stoją za danym produktem.
Producenci chętnie sięgają po symbole narodowe
Niejasności w oznaczeniach nie są przypadkowe. Producenci doskonale wiedzą, że zainteresowanie żywnością lokalną wśród mieszkańców Belgii rośnie, dlatego często wykorzystują na opakowaniach symbole narodowe. Napis “Made in Belgium” lub niewielka belgijska flaga mają sugerować lokalne pochodzenie produktu.
W przeciwieństwie do oficjalnych certyfikatów jakości takie oznaczenia nie potwierdzają jednak określonych standardów produkcji. Informują jedynie o miejscu wytworzenia produktu lub o pochodzeniu niektórych jego składników. Choć stosowanie takich oznaczeń podlega przepisom prawa, w praktyce budzi wiele wątpliwości, a granica między rzetelną informacją a marketingiem bywa bardzo cienka.
Jakie przepisy regulują oznaczanie pochodzenia żywności
W przypadku części produktów spożywczych przepisy unijne nakładają obowiązek podawania kraju pochodzenia. Dotyczy to między innymi świeżego mięsa, ryb i owoców morza, miodu, niektórych owoców i warzyw oraz oliwy z oliwek.
Znacznie bardziej skomplikowana jest sytuacja w przypadku żywności przetworzonej. Przykładowo ciastka wyprodukowane w Belgii mogą zawierać mleko z Holandii, cukier z Francji czy kakao z Wybrzeża Kości Słoniowej. Mimo to producent nie ma obowiązku wskazywania pochodzenia każdego z tych składników. W efekcie wielu konsumentów może błędnie zakładać, że produkt oznaczony jako belgijski został w całości wytworzony z lokalnych surowców.
Pewnym wyjątkiem jest tak zwany składnik podstawowy, czyli taki, który stanowi ponad 50 procent produktu. Jeżeli nie pochodzi on z kraju wskazanego na opakowaniu jako miejsce produkcji, producent musi wyraźnie poinformować o tym na etykiecie. Dla przykładu sos pomidorowy wyprodukowany we Włoszech z hiszpańskich pomidorów powinien zawierać informację o rzeczywistym pochodzeniu głównego składnika.
Przepisy unijne przewidują również obowiązek wskazania kraju pochodzenia wtedy, gdy jego brak mógłby wprowadzić konsumenta w błąd. Dotyczy to zwłaszcza sytuacji, gdy na opakowaniu pojawia się flaga lub inne wizualne odniesienie do konkretnego państwa. Jeśli więc producent umieszcza belgijską flagę, produkt powinien rzeczywiście pochodzić z Belgii. W praktyce jednak egzekwowanie tych zasad nie zawsze jest proste.
Brak konkretnych ram prawnych dla “Made in Belgium”
Jednym z głównych problemów jest brak szczegółowych regulacji dotyczących oznaczenia “Made in Belgium”. W przeciwieństwie do Francji Belgia nie stworzyła odrębnych przepisów definiujących warunki stosowania takiego oznaczenia.
W praktyce oznacza to, że producent może użyć tej formuły nawet wtedy, gdy produkt został jedynie zapakowany w Belgii. Wystarczy na przykład, że towar zostanie pocięty i opakowany na terenie kraju, aby mógł być przedstawiany jako belgijski – niezależnie od tego, skąd pochodzą jego składniki.
Organizacja konsumencka Testachats od lat krytykuje tę sytuację i domaga się wprowadzenia bardziej precyzyjnych zasad. W lutym 2024 r. ówczesny federalny minister rolnictwa David Clarinval (MR) powołał specjalną grupę zadaniową dla sektora rolno-spożywczego. Jednym z jej celów było zwiększenie przejrzystości w zakresie etykietowania żywności. Na pytania dotyczące postępów prac minister nie udzielił jednak odpowiedzi.
Testachats podchodzi do sprawy ostrożnie. Gwendolyn Maertens, ekspertka ds. żywności w tej organizacji, przypomina, że ostatnie szerokie badanie dotyczące stosowania flag na opakowaniach przeprowadzono dziesięć lat temu i już wtedy wykazało ono liczne nieprawidłowości. Organizacja zapowiada, że w bieżącym roku ponownie zajmie się tym tematem i przedstawi konkretne postulaty dotyczące kontroli oraz standardów oznaczania pochodzenia żywności.
Kontrole ujawniły alarmującą skalę naruszeń
Dane z kontroli przeprowadzonych przez inspekcję gospodarczą Federalnego Ministerstwa Gospodarki (SPF Economie/FOD Economie) między marcem a grudniem 2024 r. potwierdzają, że problem ma poważną skalę. Inspektorzy skontrolowali 469 belgijskich przedsiębiorstw pod kątem prawidłowego oznaczania kraju pochodzenia świeżych owoców, warzyw i mięsa w opakowaniach.
Wyniki okazały się niepokojące. Połowa firm nie przestrzegała obowiązujących przepisów. Łącznie stwierdzono 596 naruszeń. Najwięcej dotyczyło owoców i warzyw – odpowiadały one za 42 procent wszystkich wykrytych przypadków.
Najczęstsze nieprawidłowości obejmowały brak oznaczenia pochodzenia, nieczytelne etykiety, ponowne używanie przeterminowanych naklejek oraz stosowanie podwójnych oznaczeń mogących wprowadzać kupujących w błąd. Przykładem było eksponowanie belgijskiej flagi w strefach sprzedaży, mimo że większość oferowanych tam produktów pochodziła z innych krajów.
Problemy dotyczyły również mięsa w opakowaniach. Ponad jeden na pięć skontrolowanych produktów mięsnych zawierał nieprawidłowe oznaczenia. W niektórych przypadkach brakowało informacji o kraju pochodzenia, w innych na importowanym mięsie umieszczano belgijskie flagi.
Etienne Mignolet, rzecznik SPF Economie, zwraca uwagę na specyfikę rynku drobiu. W przypadku dużych koncernów partie mięsa mogą pochodzić z różnych krajów i być mieszane na dużą skalę, co utrudnia precyzyjne wskazanie miejsca pochodzenia.
Eksperci apelują o czujność – także w zakupach online
Eksperci podkreślają, że konsumenci powinni zachować szczególną ostrożność przy sprawdzaniu informacji o pochodzeniu żywności. Gwendolyn Maertens z Testachats zaznacza, że sama obecność belgijskiej flagi na opakowaniu nie stanowi gwarancji, że produkt rzeczywiście pochodzi z Belgii.
Warto dokładnie analizować etykiety i zwracać uwagę na informacje o pochodzeniu składników, zwłaszcza w przypadku produktów przetworzonych. To właśnie w tej kategorii ryzyko wprowadzenia konsumenta w błąd jest największe.
Podobne problemy występują również w handlu internetowym. Badanie przeprowadzone w 2021 r. przez naukowca Pierre’a Ozera z Uniwersytetu w Liège na platformach e-commerce sieci Delhaize, Colruyt i Carrefour wykazało liczne braki w informowaniu o pochodzeniu sprzedawanych produktów. W sprzedaży internetowej, gdzie kupujący nie może fizycznie obejrzeć opakowania, przejrzystość informacji staje się jeszcze ważniejsza.
Cena wciąż ważniejsza niż pochodzenie
Mimo deklarowanego zainteresowania lokalną żywnością ostateczne decyzje zakupowe często zależą od ceny. Potwierdza to wspomniane badanie Fevia. Sandra Rothenberger, profesor Solvay Brussels School of Economics and Management, zwraca uwagę, że w rzeczywistych warunkach zakupowych konsumenci kierują się przede wszystkim ceną, przyzwyczajeniami i szybkością podejmowania decyzji.
W praktyce oznacza to, że wybór produktu zapada często w kilka sekund i opiera się bardziej na emocjach niż na szczegółowej analizie informacji znajdujących się na opakowaniu. Nawet osoby świadome znaczenia pochodzenia żywności niejednokrotnie wybierają tańszą alternatywę zamiast droższego produktu z wyraźnym oznaczeniem lokalnego pochodzenia.