Premier Belgii Bart De Wever zabrał głos w Izbie Reprezentantów w czwartek 12 marca 2026 r., kilka godzin po zakończeniu ogólnokrajowej manifestacji, podczas której tysiące osób przeszło ulicami Brukseli. Szef rządu jasno zaznaczył, że protesty nie skłonią jego gabinetu do zmiany kierunku polityki. Jednocześnie w bardziej umiarkowanym tonie zasygnalizował gotowość do rozmów ze związkami zawodowymi w ramach tzw. „grupy dziesięciu”, skupiającej partnerów społecznych – przedstawicieli central związkowych oraz organizacji pracodawców.
Spis treści
Premier nieporuszony protestem ulicznym
Manifestacja zakończyła się na esplanadzie Midi w Brukseli krótko po godzinie czternastej. W tym samym czasie, po drugiej stronie miasta, w otoczonym przez policję i bariery kwartale przy rue de la Loi rozpoczęło się posiedzenie Izby Reprezentantów. Premier De Wever wystąpił na mównicy z jasnym przekazem: demonstracje uliczne nie spowodują zmiany kursu rządu.
Szef rządu podkreślił, że koalicja Arizona wyznaczyła kierunek obejmujący reformy systemu emerytalnego, rynku pracy oraz polityki fiskalnej. Jak zaznaczył, skala problemów budżetowych odziedziczonych przez obecny rząd jest bardzo duża. Według premiera strajk nie rozwiąże tych trudności, a jedyną drogą jest tworzenie dobrobytu, a nie jego niszczenie. De Wever wezwał również, by nie trzymać się kurczowo rozwiązań z przeszłości i nie pozwalać, aby opozycja blokowała proces reform. Utrzymanie obranej drogi określił jako obowiązek wobec przyszłych pokoleń, a odejście od niej – jako przejaw egoizmu.
Drzwi do dialogu uchylone
Pomimo zdecydowanego stanowiska premier zapowiedział, że rząd pozostaje otwarty na rozmowy ze stroną związkową. Poinformował, że otrzymał pismo od organizacji związkowych w sprawie konsultacji i zapewnił, że takie spotkanie się odbędzie.
Zapowiedział zaproszenie partnerów społecznych na rozmowy w ramach „grupy dziesięciu”, czyli forum dialogu społecznego łączącego przedstawicieli związków zawodowych oraz organizacji pracodawców. De Wever zaznaczył, że konsultacje nie są dla rządu niczym nowym i przypomniał, że koalicja już wcześniej modyfikowała niektóre ze swoich propozycji. Jako przykład wskazał gotowość do wysłuchania uwag dotyczących reformy systemu emerytalnego.
Opozycja jednogłośnie krytyczna
Wystąpienie premiera spotkało się z ostrą reakcją ze strony partii opozycyjnych. Raoul Hedebouw z PTB stwierdził, że tysiące ludzi wyszły na ulice, ponieważ są rozgniewane i nie akceptują polityki rządu ani jego wizji społecznej. Jego zdaniem obecny kurs oznacza demontaż systemu zabezpieczenia społecznego w celu finansowania wydatków zbrojeniowych.
Sarah Schlitz z partii Zielonych zwróciła uwagę, że wśród protestujących znaleźli się nauczyciele, urzędnicy, robotnicy oraz pracownicy sektora kultury, którzy – jak podkreśliła – mówili o doświadczanych niesprawiedliwościach. Zarzuciła premierowi, że nie wysłuchał głosu demonstrantów, ponieważ w czasie manifestacji przebywał na targach zbrojeniowych i wydawał publiczne pieniądze.
Sophie Thémont z Partii Socjalistycznej przypomniała natomiast, że po strajku generalnym pod koniec listopada rząd kontynuował – jej zdaniem – antysocjalny kurs. Wymieniła przy tym takie decyzje jak głosowanie nad podwójnym skokiem indeksacyjnym, reformę emerytalną czy rozszerzenie pracy nocnej, podejmowane w okresie gwałtownego wzrostu cen energii. Zaznaczyła jednak, że presja społeczna przyniosła już pewne rezultaty, zmuszając rząd do ustępstw w sprawach dotyczących opiekunów osób bliskich, reformy VAT oraz statusu artysty.
François De Smet z partii DéFI podsumował, że podczas czwartkowego marszu spotkał ludzi zjednoczonych wspólnym niepokojem. Przyznał, że reformy są potrzebne, ale zarzucił koalicji Arizona, że jej działania mają brutalny charakter – najpierw podejmowane są decyzje, a dopiero potem rozpoczyna się rozmowa. Według niego rządowi brakuje również przekazu, który mógłby zdobyć szerokie poparcie społeczne. Dał też do zrozumienia, że manifestacja z 12 marca prawdopodobnie nie będzie ostatnim protestem.