Autor: Lucyna Mijas
Psychoterapeutka TSR oraz EMDR| pedagog | sofrolog | nauczyciel dyplomowany.
Gdy rozmawiam z rodzicami, bardzo często słyszę w tle jedno pytanie: „Czy ja robię to dobrze?” albo: „Co robię nie tak?”
I prawie zawsze odpowiadam: nie chodzi o to, żeby robić wszystko idealnie. Chodzi o to, żeby być wystarczająco dobrym, uważnym i odpowiedzialnym.
Rodzicielstwo jest intensywne, piękne, ale bywa męczące, a czasem także samotne. To proces – nie egzamin.
Polacy w Belgii często spotykają się z ocenianiem i porównywaniem. Wielu rodziców stara się, by ich dziecko miało „wszystko”, czego oni sami nie mieli. Wysyłają je na liczne zajęcia dodatkowe, uczą wielu języków, dbają o wszechstronny rozwój – czasem za cenę stresu, napięcia i ciągłej gonitwy. Bywa, że odbywa się to kosztem czasu dla siebie, dla dziecka i dla relacji.
Jednocześnie dziecko funkcjonuje w rzeczywistości, która sama w sobie jest wymagająca.
Dziecko między kulturami
Dziecko wychowujące się w Belgii żyje równolegle w kilku światach.
W domu obowiązuje jeden lub dwa języki, jeden lub dwa zestawy norm, określony sposób wyrażania emocji. W szkole – inny język, inne kody społeczne, inne oczekiwania wobec samodzielności. Na podwórku czy wśród rówieśników pojawia się jeszcze trzeci kontekst – mieszanka kultur, akcentów i stylów komunikacji, norm społecznych .
Dziecko uczy się:
- przełączać języki (czasem kilka razy dziennie),
- dostosowywać sposób mówienia do sytuacji,
- rozumieć żarty, które nie zawsze mają sens w języku używanym w domu,
- wyjaśniać rodzicom fragmenty szkolnej rzeczywistości,
- być tłumaczem dla rodzica, często w dość wymagających sytuacjach
- a czasem – tłumaczyć siebie innym.
To wymaga ogromnej elastyczności poznawczej i emocjonalnej.
Czasem dziecko mówi: „Nie wiem, jak to powiedzieć po polsku”.
Czasem wstydzi się mówić w jednym z języków.
Czasem czuje się „nie do końca stąd” – ani w Polsce, ani w Belgii.
Może przeżywać:
- napięcie związane z akcentem,
- lęk przed popełnieniem błędu językowego,
- zmęczenie ciągłym dopasowywaniem się,
- poczucie bycia innym.
To nie zawsze jest widoczne. Niekiedy objawia się to rozdrażnieniem, wybuchami złości, wycofaniem, izolacja , obniżeniem nastroju albo niechęcią do mówienia w którymś języku.
W takich momentach warto pamiętać, że zachowanie dziecka często jest odpowiedzią na kontekst, w jakim funkcjonuje.
Wystarczająco dobry rodzic
Pojęcie „wystarczająco dobrej matki” wprowadził Donald Winnicott – i choć mówił o matkach, dotyczy to każdego rodzica. Wystarczająco dobry rodzic nie jest doskonały. Popełnia błędy, ale jest dostępny emocjonalnie i reaguje na potrzeby dziecka.
To szczególnie ważne w rodzinach międzykulturowych. Dziecko potrzebuje miejsca, w którym nie musi niczego udowadniać. Gdzie może powiedzieć: „Dziś było mi trudno” – w tym języku, w którym akurat potrafi.
Otwartość – na dziecko i na siebie
Dziecko nie potrzebuje rodzica, który „wie wszystko”. Potrzebuje rodzica, który:
- potrafi zapytać: „Jak się dziś czułeś w szkole?”,
- jest ciekawy jego świata – także tego belgijskiego,
- nie bagatelizuje trudności językowych,
- nie zawstydza za mieszanie języków,
- daje przestrzeń na różne tożsamości.
Otwartość oznacza także gotowość do refleksji nad sobą.
Czasem nasze napięcie dotyczy nie tylko dziecka, lecz również naszych własnych doświadczeń emigracyjnych – poczucia bycia ocenianym, porównywanym, niedostatecznym.
Granice i stabilność
W świecie, w którym tak wiele się zmienia – język, szkoła, środowisko – dziecko szczególnie potrzebuje stabilności w domu.
Wyznaczane konkretne granice budują poczucie bezpieczeństwa Granice nie są karą. Są strukturą.
Dziecko nie testuje granic po to, by zdenerwować rodzica. Sprawdza, czy coś jest stałe w świecie, który bywa dynamiczny i niejednoznaczny, zmienny.
Dbaj o siebie
Rodzic na emigracji często funkcjonuje bez szerokiego wsparcia rodziny. Zmęczenie, formalności, praca w obcym języku – to wszystko obniża zasoby, które są niezbędne , by zmagać się z codziennością.
Dbanie o siebie nie jest egoizmem. To sposób, by mieć przestrzeń na bycie spokojnym punktem odniesienia dla dziecka, które codziennie żongluje językami i kulturami.
Wystarczająco dobrze to naprawdę dużo
Bycie rodzicem w migracji to coś więcej niż wychowywanie dziecka. To towarzyszenie mu w budowaniu tożsamości pomiędzy światami.
Jeśli:
- widzisz, że funkcjonuje w kilku językach i kulturach,
- próbujesz zrozumieć jego zmęczenie adaptacją,
- tworzysz w domu bezpieczną bazę,
- jesteś gotowa/gotowy uczyć się razem z nim –
to robisz bardzo dużo.
Rodzicielstwo to nie perfekcja.
W kontekście międzykulturowym tym bardziej.
To obecność, stabilność i budowanie relacji, do której dziecko może wracać – niezależnie od języka, w którym dziś myśli.
Lucyna Mijas
[email protected]
0496 21 07 83
Zapraszam do Akademii Rodzica
Kolejne spotkanie 11.03
Moduł 6 :
TRUDNE SYTUACJE: DOM, SZKOŁA, RÓWIEŚNICY, TECHNOLOGIA
Konflikt jako proces rozwojowy i neurobiologiczny