Minister obrony Theo Francken jednoznacznie oświadczył w środę, że Belgia nie zamierza uczestniczyć w prowadzonej przez Stany Zjednoczone i Izrael operacji militarnej przeciwko Iranowi. Podczas posiedzenia komisji parlamentarnej w Izbie Reprezentantów szef resortu obrony podkreślił, że działania te są sprzeczne z prawem międzynarodowym, dlatego Belgia nie będzie w nich brała udziału. Jednocześnie zaznaczył, że w razie potrzeby możliwe jest wsparcie państw Bliskiego Wschodu, które zostały zaatakowane przez Teheran. Belgijskie siły zbrojne przygotowują się również do ewakuacji od 1 500 do 2 000 obywateli przebywających obecnie w regionie.
Stanowcze „nie” wobec operacji na terytorium Iranu
Występując przed komisją obrony w parlamencie, Theo Francken jasno przedstawił stanowisko belgijskich władz w sprawie konfliktu. Minister podkreślił, że Belgia nie przyłączy się do amerykańsko-izraelskiego uderzenia na Iran, ponieważ operacja ta – jego zdaniem – narusza zasady prawa międzynarodowego. Oświadczenie to oznacza wyraźne zdystansowanie się Brukseli od działań militarnych prowadzonych przez Stany Zjednoczone i Izrael na terytorium Iranu.
Możliwe wsparcie dla państw zaatakowanych przez Iran
Inaczej wygląda natomiast kwestia ewentualnej pomocy dla państw Bliskiego Wschodu, które stały się celem irańskich ataków. Minister obrony zaznaczył, że obecnie nie są planowane żadne konkretne działania w tym zakresie, jednak nie wykluczył, że w przyszłości mogą pojawić się prośby o wsparcie ze strony zainteresowanych krajów.
Według Franckena ewentualne operacje prowadzone na przykład w Jordanii czy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich byłyby zgodne z prawem międzynarodowym, ponieważ państwa te padły ofiarą ataków ze strony Iranu.
Osobnym przypadkiem pozostaje Cypr – państwo członkowskie Unii Europejskiej, gdzie brytyjska baza wojskowa Akrotiri była celem ataków dronów. Minister zaznaczył, że choć obecnie nie ma skoordynowanej reakcji europejskiej w tej sprawie, w przyszłości taka możliwość nie jest wykluczona. Powołał się przy tym na artykuł 42.7 traktatu europejskiego, który przewiduje obowiązek udzielenia pomocy państwu członkowskiemu w przypadku jego zaatakowania.
Debata w koalicji rządowej i brak oficjalnego stanowiska
Ewentualne zaangażowanie militarne Belgii w regionie jest obecnie przedmiotem dyskusji w obrębie koalicji rządowej. Rzeczniczka ministra Franckena, zapytana o możliwy zakres wsparcia ze strony belgijskiej armii, podkreśliła, że decyzje w tej sprawie musiałyby zostać podjęte przez cały rząd oraz premiera.
Zaznaczyła również, że resort obrony nie będzie komentował potencjalnych propozycji ani scenariuszy analizowanych obecnie na szczeblu ministerialnym.
Ograniczone zdolności bojowe belgijskiej armii
Nawet gdyby zapadła decyzja o udzieleniu wsparcia militarnego, Belgia dysponowałaby bardzo ograniczonymi możliwościami operacyjnymi. Siły zbrojne znajdują się dopiero na początku długoterminowego procesu odbudowy i modernizacji, a ich potencjał pozostaje stosunkowo niewielki.
Poza samolotami transportowymi Belgia nie posiada obecnie znaczących zdolności, które mogłyby zostać szybko wykorzystane do wsparcia państw regionu dotkniętych irańskimi atakami.
Szczególnie trudna jest sytuacja w zakresie obrony przeciwlotniczej. Belgia nie dysponuje już systemami rakiet przeciwlotniczych, z wyjątkiem niewielkiej liczby pocisków bardzo krótkiego zasięgu Piorun, które są obecnie dostarczane przez polskiego producenta.
Równie ograniczone są zdolności do zwalczania dronów. W ostatnich miesiącach ujawniły to przypadki przelotów niezidentyfikowanych bezzałogowych statków powietrznych nad terytorium Belgii.
Jeżeli chodzi o marynarkę wojenną, dwie fregaty pozostające w dyspozycji Belgii zostały zaprojektowane głównie do zwalczania okrętów podwodnych. Dysponują pewnymi możliwościami w zakresie obrony przeciwlotniczej, lecz są one ograniczone głównie do ochrony własnej jednostki.
Teoretycznie możliwe byłoby także wysłanie myśliwców F-16, jednak maszyny te nie są przystosowane do zwalczania pocisków balistycznych. Nowe samoloty F-35 wciąż nie osiągnęły jeszcze pełnej gotowości operacyjnej. Belgia posiada natomiast wysoko oceniane zdolności w dziedzinie rozminowywania morskiego, jednak tego rodzaju kompetencje nie są obecnie potrzebne w kontekście sytuacji na Bliskim Wschodzie.
Ewakuacja obywateli belgijskich może ruszyć w piątek
W krótkiej perspektywie priorytetem belgijskich władz pozostaje ewakuacja obywateli przebywających w regionie. Podpułkownik Christophe Comhair poinformował podczas posiedzenia komisji parlamentarnej, że operacja może rozpocząć się już w piątek 6 marca.
Od 1 500 do 2 000 osób czeka na powrót do kraju
Pierwszy wojskowy samolot transportowy Airbus A330 MRTT – maszyna mogąca zabrać na pokład około 250 osób i należąca do europejskiej floty samolotów pozostających do dyspozycji NATO – wystartował w środę rano w kierunku Hurghady w Egipcie.
Na czwartek zaplanowano udostępnienie samolotu transportowego A400M, który może przewieźć około 110 pasażerów. W piątek do operacji ma dołączyć druga maszyna tego samego typu.
Belgijskie siły zbrojne planują utworzyć most powietrzny przez Egipt, we współpracy z Luksemburgiem, Holandią i Niemcami. W ramach operacji na miejscu ma zostać rozmieszczonych od 65 do 70 belgijskich żołnierzy.
Według informacji przekazanych przez podpułkownika Comhaira priorytetowo ewakuacją ma zostać objętych od 1 500 do 2 000 osób z Belgii, które utknęły na Bliskim Wschodzie. Jeszcze we wtorek szacowano ich liczbę na około 2 500. Operacja obejmuje wyłącznie osoby zarejestrowane w aplikacji Travellers Online prowadzonej przez belgijskie służby konsularne.
Realizacja planu zależy jednak od kilku czynników. Kluczowe jest ponowne otwarcie przestrzeni powietrznej w regionie oraz zapewnienie podróżnym możliwości dotarcia na lotniska, z których będą mogły startować samoloty ewakuacyjne.
Podpułkownik Comhair poinformował także, że cztery belgijskie statki pozostają obecnie zablokowane w Zatoce Perskiej.