We wtorek 3 marca 2026 r. w Izbie Reprezentantów odbyła się pierwsza debata parlamentarna po wybuchu konfliktu zbrojnego w Iranie. Dyskusja ujawniła głębokie różnice zdań wewnątrz rządzącej koalicji Arizona – od jednoznacznego poparcia dla interwencji amerykańsko-izraelskiej po oskarżenia o akt agresji. Minister spraw zagranicznych Maxime Prévot (Les Engagés) próbował wyznaczyć wspólne stanowisko rządu, odwołując się do „zasady realizmu”. Jednocześnie poinformował o przygotowaniach do ewakuacji obywateli Belgii przebywających na Bliskim Wschodzie. W regionie znajduje się obecnie około 2 500 turystów oraz około 26 000 osób z belgijskim obywatelstwem mieszkających tam na stałe.
Koalicja prezentuje skrajnie różne stanowiska
Wystąpienia posłów partii wchodzących w skład koalicji Arizona pokazały wyraźne podziały w ocenie konfliktu. Darya Safai z flamandzkiej partii N-VA zdecydowanie poparła interwencję militarną, twierdząc, że wielu Irańczyków walczących o wolność nie postrzega jej jako inwazji, lecz jako konieczność humanitarną. Zwracając się do lewej strony sali, argumentowała, że nie można mówić o naruszeniu prawa międzynarodowego przez Stany Zjednoczone i Izrael, skoro wcześniej śmierć dziesiątek tysięcy osób w Iranie nie spotkała się z podobną reakcją. W jej ocenie ajatollahowie to „Hitlerowie naszych czasów”.
Daniel Bacquelaine z liberalnej partii MR przywołał słowa pruskiego stratega Carla von Clausewitza, przypominając, że wojna jest kontynuacją polityki innymi środkami. Bardziej wyważone stanowisko zaprezentował Michel De Maegd z partii Les Engagés, który podkreślił, że najważniejszym celem powinno być przywrócenie pokoju. Zaznaczył, że reżim irański ponosi odpowiedzialność za destabilizację regionu i represje wobec własnych obywateli, ale jednocześnie zwrócił uwagę, że ataki przeprowadzono bez międzynarodowego mandatu, co stanowi naruszenie zasad prawa międzynarodowego. Ostrzegł również przed ryzykiem przedłużającego się konfliktu oraz możliwej wojny domowej w Iranie.
W zupełnie innym tonie wypowiedziała się flamandzka partia Vooruit. Annick Lambrecht oświadczyła, że prezydent Donald Trump prowadzi niebezpieczną wojnę przeciwko Iranowi i dopuścił się zbrodni agresji. Z kolei Els Van Hoof z partii CD&V podkreśliła, że użycie siły powinno być absolutną ostatecznością i musi opierać się na mandacie międzynarodowym, którego w tym przypadku brakuje.
Opozycja żąda jasnego stanowiska rządu
Partie opozycyjne, zwłaszcza po stronie frankofońskiej lewicy, jeszcze ostrzej krytykowały interwencję. Lydia Mutyebele z Partii Socjalistycznej (PS) stwierdziła, że mieszkańcy Iranu zasługują na demokrację, a kobiety na emancypację, jednak nie ma to związku z działaniami Stanów Zjednoczonych i Izraela, które – jej zdaniem – podważają fundamenty prawa międzynarodowego. Zwróciła również uwagę na powściągliwą reakcję Europy, z wyjątkiem Hiszpanii rządzonej przez premiera Pedro Sáncheza. W swoim wystąpieniu zapytała wprost, jakie jest faktyczne stanowisko belgijskiego rządu – to reprezentowane przez N-VA czy przez Vooruit.
Nabil Boukili z Partii Pracy Belgii (PTB) oskarżył rządzących o hipokryzję. Zwrócił uwagę, że ci sami politycy, którzy słusznie potępiają naruszanie prawa międzynarodowego na Ukrainie, milczą, gdy sprawcami są Stany Zjednoczone i Izrael. Rajae Maouane z partii Zielonych podkreśliła, że nie darzy sympatią irańskiego reżimu, jednak bombardowanie szkół określiła jako metody państw bandyckich – zarówno Izraela, jak i Stanów Zjednoczonych pod rządami Trumpa. François De Smet z partii DéFI zwrócił natomiast uwagę na problem strategiczny. Przyznał, że teokratyczny reżim w Iranie jest tyranią, ale postawił pytanie o scenariusz po zakończeniu działań zbrojnych. Przypomniał, że od zakończenia drugiej wojny światowej próby narzucenia demokracji z zewnątrz niemal nigdy nie przynosiły trwałych rezultatów.
Minister Prévot odwołuje się do „zasady realizmu”
Minister spraw zagranicznych Maxime Prévot próbował uzasadnić stanowisko rządu, podkreślając, że władze Iranu od lat dopuszczają się poważnych naruszeń praw człowieka – stosują karę śmierci po niesprawiedliwych procesach, brutalnie tłumią protesty, dopuszczają się tortur, arbitralnych aresztowań oraz wymuszonych zaginięć. W jego ocenie w obecnych okolicznościach użycie siły jest zrozumiałe. Jednocześnie zaapelował o realistyczną ocenę sytuacji, podkreślając przywiązanie Belgii do zasad prawa międzynarodowego.
Odnosząc się do relacji transatlantyckich, minister zaznaczył, że Stany Zjednoczone pozostają sojusznikiem Belgii – nawet jeśli są dziś innym partnerem niż w przeszłości – i wciąż bliższym niż Chiny czy Rosja. Na pytanie o możliwość zamknięcia ambasady Iranu w Belgii odpowiedział, że taki krok doprowadziłby do wydalenia belgijskich dyplomatów z Iranu, którzy obecnie pomagają obywatelom Belgii przebywającym w tym kraju. Prévot zapowiedział również, że jeszcze w tym tygodniu powinna zebrać się Narodowa Rada Bezpieczeństwa, aby ocenić ewentualne zagrożenia dla bezpieczeństwa wewnętrznego.
Belgia przygotowuje operację ewakuacyjną
Równolegle z debatą polityczną Belgia przygotowuje operację ewakuacji swoich obywateli z Bliskiego Wschodu, podobnie jak inne państwa europejskie. Jak wyjaśnił minister Prévot w komisji parlamentarnej, przeprowadzenie takiej operacji będzie możliwe tylko w przypadku przynajmniej częściowego zawieszenia broni, które stworzy bezpieczne warunki do ewakuacji. Działania są koordynowane z Ministerstwem Obrony kierowanym przez ministra Theo Franckena (N-VA).
Priorytetowo traktowani są turyści przebywający w regionie. Minister zaznaczył, że sprowadzenie tysięcy osób w krótkim czasie jest logistycznie niemożliwe. Resort obrony udostępnił trzy samoloty wojskowe: dwa transportowce A400M, mogące zabrać po około 100 pasażerów, oraz jeden Airbus A330 z miejscem dla około 250 osób.
We wtorek wieczorem belgijskie ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało, że ewakuacja rozpocznie się od dwóch państw, w których zagrożenie jest szczególnie wysokie i gdzie przebywa wielu obywateli Belgii – Zjednoczonych Emiratów Arabskich oraz Kataru. Jak wyjaśnił Prévot w rozmowie z flamandzkim nadawcą VRT, nie wszyscy ewakuowani zostaną przewiezieni bezpośrednio do Brukseli. W pierwszej kolejności będą transportowani do bezpiecznych państw sąsiednich.
Autobusy do Rijadu i zamknięte niebo nad regionem
Szczegóły operacji różnią się w zależności od kraju pobytu. Z Kataru uruchomiono połączenia autobusowe do Rijadu w Arabii Saudyjskiej, gdzie przestrzeń powietrzna pozostaje otwarta i możliwe są loty komercyjne. Po dotarciu do Rijadu podróżni będą musieli samodzielnie zorganizować dalszy lot do Belgii.
W przypadku obywateli przebywających w Zjednoczonych Emiratach Arabskich rozważanych jest kilka scenariuszy, w tym transport autobusowy do sąsiedniego państwa, skąd możliwe byłyby loty wojskowe. Belgijskie ambasady w regionie skontaktują się z obywatelami zarejestrowanymi w systemie konsularnym, aby zapytać, czy chcą skorzystać z ewakuacji. Zgodnie z przepisami belgijskiego prawa konsularnego koszty transportu wojskowego mogą zostać częściowo przeniesione na podróżnych.
Chaos w ruchu lotniczym utrudnia ewakuacje
Sytuacja w regionie pozostaje bardzo napięta. Od soboty odwołano co najmniej 19 000 lotów w krajach objętych konfliktem. Jedynie Oman i Arabia Saudyjska utrzymują otwartą przestrzeń powietrzną, dlatego państwa te stały się kluczowymi punktami tranzytowymi dla ewakuacji cudzoziemców.
Problem dotyczy wielu krajów europejskich. Biuro podróży TUI ma około 5 000 klientów na statkach wycieczkowych na Morzu Czerwonym, a Niemcy informują o około 30 000 swoich obywateli przebywających w regionie. W poniedziałek wieczorem oraz we wtorek Dubaj i Abu Zabi na krótko otworzyły przestrzeń powietrzną dla wybranych lotów komercyjnych, między innymi do Hiszpanii. Linie lotnicze Etihad Airways i Emirates zapowiedziały jednak przedłużenie zawieszenia lotów z Abu Zabi i Dubaju co najmniej do czwartku. Przestrzeń powietrzna Kataru pozostaje zamknięta, zwłaszcza po atakach na lotnisko w Dosze.