Rada regionu transportowego w prowincji Limburgia odrzuciła w poniedziałek rano propozycje oszczędności przedstawione przez flamandzkiego przewoźnika publicznego De Lijn. Wszystkie miasta i gminy zagłosowały przeciw planom zakładającym dodatkowe cięcia w wysokości 5,5 miliona euro w transporcie publicznym na terenie Limburgii. Jedynie deputowana ds. mobilności Laura Olaerts (N-VA), która przewodniczy radzie, wstrzymała się od głosu. Ponieważ wstrzymanie się nie jest formalnie liczone jako głos, stanowisko gmin uznaje się za jednomyślne. Sprawa trafia teraz do flamandzkiej minister mobilności Annick De Ridder (N-VA) z jasnym sygnałem: region potrzebuje dodatkowego finansowania, a nie kolejnych ograniczeń.
Spis treści
“Osiągnęliśmy dno”
Przedstawiciele lokalnych władz podkreślają, że pole manewru w zakresie dalszego ograniczania oferty przewozowej zostało już wyczerpane. W ich ocenie kolejne redukcje są nierealne, zwłaszcza gdy zagrożone są kluczowe linie autobusowe. Jako przykład wskazywana jest linia 66 w Lanaken, obsługująca połączenia do szpitali, placówek psychiatrycznych oraz ośrodka dla uchodźców. Jak zaznacza Jolein Martens (Team Burgemeester), radna ds. mobilności w Lanaken, nie można pozbawić tych osób dostępu do transportu publicznego.
Gminy odmawiają wzięcia odpowiedzialności za cięcia
Jednym z głównych zarzutów jest przerzucenie na gminy odpowiedzialności za wskazanie, które linie autobusowe mają zostać zlikwidowane. Burmistrz Wellen i flamandzka parlamentarzystka z partii Vooruit Els Robeyns sprzeciwia się takiemu rozwiązaniu, podkreślając, że gminy nie zamierzają rywalizować między sobą o to, która linia przetrwa. Jej zdaniem decyzje o likwidacjach powinny zapadać na innym szczeblu.
Podobnie wypowiada się Jolein Martens, wskazując, że niedopuszczalne byłoby, aby Lanaken decydowało o przyszłości połączeń autobusowych w Lommel. Jeśli minister zdecyduje się wprowadzić oszczędności, to ona powinna wziąć za nie odpowiedzialność – nie gminy Limburgii.
Wstrzymanie się prowincji budzi kontrowersje
Decyzja Laury Olaerts o wstrzymaniu się od głosu wywołała krytykę wśród członków rady. Deputowana argumentuje, że jako przewodnicząca regionu transportowego nie uważa za właściwe podpisywać się pod politycznym stanowiskiem gmin w imieniu prowincji Limburgia. Wyraziła jednocześnie ubolewanie, że rada nie podjęła dyskusji nad alternatywnymi scenariuszami oszczędności, co – jej zdaniem – było zmarnowaną okazją. Ostrzegła również, że ograniczenie się wyłącznie do sprzeciwu może pozostawić inicjatywę rządowi flamandzkiemu, który przygotuje własne rozwiązania – być może jeszcze mniej korzystne dla regionu.
Krytycy podnoszą jednak, że prowincja powinna reprezentować wspólne stanowisko lokalnych władz. Els Robeyns zaznaczyła, że gdyby to ona pełniła funkcję deputowanej ds. mobilności, w obliczu jednomyślnego sprzeciwu wszystkich gmin opowiedziałaby się po ich stronie i wspólnie broniła interesów mieszkańców Limburgii.
Sprzeciw w skali całej Flandrii
Limburgia nie jest wyjątkiem. W 14 z 15 flamandzkich regionów transportowych przegłosowano sprzeciw wobec planów oszczędnościowych De Lijn. Flamandzka parlamentarzystka Ann Christiaens (Tongeren-Borgloon.nu) ocenia, że to wyraźny sygnał, którego minister i De Lijn nie mogą zignorować. Ostrzega jednocześnie, że pominięcie jednomyślnych stanowisk rad regionów transportowych podważy sens ich istnienia. Jeśli ich głos nie ma realnego wpływu na decyzje, instytucje te tracą swoją funkcję.
Ostateczna decyzja należy teraz do minister De Ridder. Nie wiadomo jeszcze, kiedy zapadnie rozstrzygnięcie, choć flamandzki premier Matthias Diependaele (N-VA) zapowiedział w ubiegłym tygodniu, że planowane oszczędności nie zostaną cofnięte.