Członkowie organizacji Scouts en Gidsen Vilvoorde w niedzielne popołudnie wykazali się dużą czujnością, samodzielnie gasząc pożar, który wybuchł w opuszczonej przyczepie kempingowej tuż za ich siedzibą przy Perksestraat w Vilvoorde. Kilkoro harcerzy podczas zabawy na świeżym powietrzu poczuło zapach dymu i szybko ustaliło, skąd wydobywa się ogień. Służby ratunkowe zostały natychmiast powiadomione, jednak po ich przyjeździe sytuacja była już opanowana. Osoba podejrzewana o podpalenie nie została dotąd ustalona.
Zapach spalenizny podczas przygotowywania posiłku
Do zdarzenia doszło krótko po godzinie 15:00. W tym czasie część harcerzy przebywała w budynku, gdzie przygotowywano spaghetti. Gdy sos gotował się na kuchence, dzieci wyszły na zewnątrz, by się pobawić. Wtedy wyczuły w powietrzu zapach spalenizny. Idąc jego tropem, dotarły do porzuconej przyczepy stojącej za harcówką, gdzie zauważyły tlący się ogień.
Podpalona poduszka w opuszczonej przyczepie
Wouter Jeanfils z lokalnej straży pożarnej potwierdził, że jednostka otrzymała zgłoszenie o pożarze drewnianej konstrukcji na zewnątrz budynku. Po dotarciu na miejsce strażacy zastali ogień już ugaszony przez harcerzy. Rzecznik zaznaczył, że na obecnym etapie nie można jeszcze jednoznacznie wskazać przyczyny zdarzenia.
Catherine Bodet z policji strefy Vilvoorde-Machelen przekazała, że w opuszczonej przyczepie ktoś podpalił poduszkę. Jak podkreśliła, pożar miał niewielki zasięg i nikt nie odniósł obrażeń.
Nieznana osoba widziana w pobliżu
Tego samego popołudnia harcerze zauważyli w okolicy osobę, która zachowywała się podejrzanie i kręciła się w pobliżu siedziby organizacji. Catherine Bodet potwierdziła, że taka informacja została przekazana policji, jednak tożsamość tej osoby pozostaje nieznana. „Harcerze rzeczywiście widzieli pewną osobę, ale nie wiemy, kim ona jest” – poinformowała rzeczniczka. Postępowanie w sprawie podpalenia jest w toku.