Trzytygodniowy chłopiec z Melsbroek cudem uniknął najgorszego po tym, jak w szpitalu UZ Jette w Brukseli podano mu znacznie zawyżoną dawkę leku. Quincy trafił na oddział intensywnej terapii pediatrycznej z powodu zakażenia wirusem RSV (syncytialnym wirusem oddechowym), które poważnie utrudniało mu oddychanie. W trakcie leczenia, zamiast przepisanej ilości lorazepamu – preparatu uspokajającego stosowanego m.in. przy łagodzeniu objawów odstawiennych po sedacji – niemowlę otrzymało dawkę dziesięć razy wyższą niż wskazana w zleceniu. Do zdarzenia doszło w grudniu 2022 r., a jego skutki zdrowotne oraz spór sądowy między rodziną a placówką pozostają aktualne do dziś.
Wigilia, która zamieniła się w dramat
W chwili pomyłki Quincy znajdował się w stanie sedacji i był podłączony do respiratora. Zespół medyczny rozpoczął proces stopniowego wybudzania dziecka. Podczas podawania lorazepamu doszło jednak do poważnego błędu – chłopcu wstrzyknięto ilość leku dziesięciokrotnie przekraczającą dawkę zapisaną w dokumentacji medycznej. Jak podał flamandzki dziennik HLN, sytuacja miała miejsce w Wigilię Bożego Narodzenia, gdy oddział pracował pod dużą presją i przy znacznym obciążeniu personelu.
Tydzień w stanie głębokiej śpiączki
Konsekwencje były natychmiastowe – niemowlę zapadło w głęboką śpiączkę. Ojciec Quincy’ego powiedział w rozmowie z HLN, że przez kilka dni lekarze nie potrafili określić, czy przedawkowanie pozostawi trwałe następstwa. Podawanie leku natychmiast wstrzymano, a personel medyczny czekał, aż organizm dziecka sam usunie substancję. Dopiero po niemal tygodniu pojawiły się pierwsze oznaki reakcji. Rurkę intubacyjną można było usunąć dopiero sześć dni po zdarzeniu.
Spór o odpowiedzialność i przyszłość dziecka
Na początku stycznia Quincy wrócił do domu, jednak konieczna była dalsza rehabilitacja. Rodzice podkreślają, że po przedawkowaniu syn stracił część wcześniej nabytych umiejętności. Z opinii biegłego wynika, że dalszy rozwój dziecka przebiega obecnie prawidłowo, choć nie można całkowicie wykluczyć, że ewentualne długofalowe konsekwencje ujawnią się nawet przed osiągnięciem przez niego pełnoletności.
Rodzina nie przyjęła propozycji finansowego odszkodowania zaproponowanego przez ubezpieczyciela szpitala. Zamiast jednorazowej wypłaty domaga się zagwarantowania pokrycia kosztów opieki medycznej do ukończenia przez chłopca 18. roku życia – na wypadek, gdyby w przyszłości pojawiły się powikłania związane z przedawkowaniem.
Szpital UZ Brussel, którego częścią jest UZ Jette, potwierdził w rozmowie z HLN, że na oddziale intensywnej terapii pediatrycznej doszło do przedawkowania leku. Placówka wyraziła ubolewanie z powodu zaistniałej sytuacji i zaznaczyła, że mimo obowiązujących procedur bezpieczeństwa całkowite wyeliminowanie ryzyka błędu ludzkiego nie jest możliwe.
Obecnie Quincy rozwija się dobrze. Dla jego rodziców to doświadczenie pozostaje jednak głęboko traumatyczne. „Zrozumieliśmy, jak bardzo wszystko może się zmienić w jednej chwili” – powiedział ojciec chłopca.
Śledztwo w innej sprawie w tym samym szpitalu
Sprawa Quincy’ego to nie jedyny niepokojący przypadek związany z UZ Jette. Miesiąc wcześniej prokuratura w Brukseli wszczęła postępowanie po podejrzanej śmierci innego noworodka w tej samej placówce. Z doniesień flamandzkich mediów wynika, że podczas zakładania cewnika pępowinowego doszło do zamiany dwóch preparatów. Zamiast płynu do płukania drenu dziecku podano środek dezynfekcyjny na bazie etanolu. Noworodek zmarł w wyniku ostrej niewydolności wątroby. Szpital sam poinformował odpowiednie służby o tym zdarzeniu.
Prokuratura uznała zgon za podejrzany, a sprawę przekazano sędziemu śledczemu, który prowadzi dalsze czynności wyjaśniające. Do tej pory nie ogłoszono oficjalnych wniosków z postępowania.