Od nadchodzącego weekendu osoby bawiące się w legendarnym brukselskim klubie Fuse nie będą mogły korzystać z telefonów komórkowych na parkiecie. Po trzytygodniowym okresie testowym władze lokalu zdecydowały, że nowe zasady zostaną wprowadzone na stałe. Fuse dołącza tym samym do rosnącej grupy stołecznych klubów nocnych, które ograniczają używanie smartfonów podczas imprez. Wcześniej podobne regulacje przyjęły już C12 oraz UMI.
Świadomość zamiast przymusu
Dyrektor Fuse Steven Van Belle podkreśla w rozmowie z portalem Bruzz, że personel nie będzie siłą odbierał telefonów klientom. Chodzi przede wszystkim o zmianę podejścia i zachęcenie gości do pełniejszego przeżywania muzyki oraz atmosfery wydarzenia. Jak zaznacza, reakcje klubowiczów okazały się bardzo pozytywne – wielu z nich z entuzjazmem przyjęło nowe zasady.
Decyzja ma służyć poprawie jakości imprez. Van Belle wskazuje, że podczas setów popularnych artystów lub przy bardziej komercyjnych brzmieniach na parkiecie potrafiło jednocześnie świecić nawet kilkadziesiąt ekranów. Goście wyciągali telefony, by nagrać znany utwór, co – zdaniem dyrektora – było demotywujące zarówno dla występujących artystów, jak i dla innych uczestników zabawy.
Naklejki na aparatach i dłuższe kolejki
Przy wejściu do klubu tylne aparaty w telefonach będą zaklejane specjalnymi naklejkami. Van Belle uważa, że takie rozwiązanie zwiększa poczucie komfortu i bezpieczeństwa. Świadomość, że nikt nie robi zdjęć ani nie nagrywa bez zgody, ma sprzyjać większej swobodzie i otwartości w kontaktach między gośćmi.
Dyrektor przyznaje jednak, że Fuse zdecydował się na ten krok później niż inne lokale. Powodem były obawy przed wydłużeniem kolejek przy wejściu – naklejanie zabezpieczeń na każdy telefon oznacza dodatkowy czas potrzebny na wpuszczanie uczestników imprez. To właśnie ta kwestia przez dłuższy czas powstrzymywała zarząd przed zmianą zasad. Ostatecznie jednak uznano, że korzyści w postaci lepszej atmosfery i jakości wydarzeń przeważają nad niedogodnościami związanymi z dłuższym oczekiwaniem na wejście. Jak podsumowuje Van Belle, było to jedyne skuteczne rozwiązanie narastającego problemu.