Dwa lata po kontroli przeprowadzonej przez Centralną Radę Nadzorczą ds. Więziennictwa (Centrale Toezichtsraad voor het Gevangeniswezen) oraz federalne centrum migracyjne Myria warunki w zakładzie karnym w Tongeren-Borgloon pozostają w dużej mierze niezmienione. W raporcie z tamtego okresu wskazywano na nadmierną liczbę osadzonych, obecność osób, które nie powinny przebywać w tego typu placówce, a także na brak zajęć, kursów i możliwości pracy dla więźniów. Pieter Houbey z Rady Nadzorczej przyznaje, że od tego czasu sytuacja ugrzęzła w miejscu, a dodatkowo problem przeludnienia jeszcze się pogłębił.
Ambitne plany zatrzymane przez brak miejsc
Jak podaje Rada Nadzorcza, dwa lata temu kierownictwo więzienia deklarowało gotowość do rozszerzenia oferty dla osadzonych, m.in. poprzez zatrudnienie koordynatora ds. kultury i sportu. W ograniczonym zakresie uruchomiono kursy językowe. Jednocześnie jednak inne formy aktywności zanikły. Houbey wskazuje, że wcześniej część cel pozostawała pusta i mogła być remontowana przez samych więźniów. Gdy liczba osadzonych wzrosła, pomieszczenia te trzeba było ponownie zapełnić. W efekcie ubyło zarówno pracy dla więźniów, jak i niezbędnych prac modernizacyjnych – co w przypadku bardzo starego obiektu ma szczególne znaczenie.
Najstarszy czynny zakład karny w Belgii
Więzienie w Tongeren-Borgloon zostało wybudowane w 1844 r. i jest najstarszym nadal funkcjonującym zakładem karnym w kraju. W 2005 r. budynek przekształcono w muzeum, jednak po kilku latach przywrócono mu funkcję penitencjarną – początkowo jako ośrodek dla nieletnich, a od 2020 r. jako placówkę dla dorosłych osadzonych bez prawa pobytu w Belgii. Houbey podkreśla, że cele są bardzo małe, a infrastruktura pochodzi z XIX wieku, przez co obiekt nie spełnia współczesnych standardów. Mimo przeludnienia poziom higieny pozostaje jednak na akceptowalnym poziomie.
Personel na granicy wydolności
Przedstawiciel Rady Nadzorczej zaznacza, że dyrekcja i pracownicy więzienia dokładają starań, by utrzymać funkcjonowanie placówki, ale ich możliwości są ograniczone. Jak mówi Houbey, w obecnych realiach przypomina to walkę z wiatrakami – przy rosnącej liczbie osadzonych żaden system nie będzie działał sprawnie.
Szybkie przekształcenie zakładu z powrotem w muzeum wydaje się mało realne. Więzienie miało funkcjonować do czasu otwarcia nowej jednostki w Leopoldsburgu. Houbey zwraca jednak uwagę, że w innych miastach stare więzienia pozostawały czynne nawet po oddaniu do użytku nowych obiektów.
Brak możliwości szkoleń, planowany powrót warsztatu
Kathleen Van De Vijver, rzeczniczka belgijskiego Zarządu Więziennictwa, potwierdza, że dyrekcja podejmowała działania na rzecz poprawy warunków. Rozszerzono ofertę zajęć, w tym uruchomiono pracownię artystyczną. Organizacja formalnych szkoleń nie jest jednak możliwa, ponieważ w Tongeren przebywają wyłącznie osoby oczekujące na wydalenie z kraju, a obowiązujące przepisy nie przewidują dla nich programów edukacyjnych.
Van De Vijver informuje również o planach ponownego otwarcia warsztatu pracy. Wymagane są jeszcze kontrole ze strony doradcy ds. prewencji oraz straży pożarnej, a także ustalenia organizacyjne w ramach obecnej kadry. Po uruchomieniu warsztatu około siedmiu osadzonych mogłoby realizować zlecenia dla podmiotów zewnętrznych. Jeden kontrakt – dotyczący pakowania – był już wstępnie uzgodniony, lecz zleceniodawca tymczasowo przekazał zadanie innemu zakładowi karnemu.
53 osoby na 50 miejsc, bez spania na podłodze
Rzeczniczka Zarządu Więziennictwa potwierdza, że placówka jest przepełniona. Obecnie przebywa w niej 53 osadzonych, podczas gdy nominalna pojemność wynosi 50 miejsc. W praktyce oznacza to instalację łóżek piętrowych w części cel. Van De Vijver zaznacza jednak, że w Tongeren nie ma przypadków spania na podłodze i administracja dokłada starań, aby do takiej sytuacji nie doszło. Z tego względu nie przyjmuje się tam więźniów z innych, jeszcze bardziej przepełnionych jednostek.