Flamandzki minister środowiska i rolnictwa Jo Brouns (CD&V) analizuje możliwość trwałego złagodzenia norm odnoszących się do zawartości toksycznych substancji w wodzie pitnej. Propozycja ta wywołała silne reakcje wśród mieszkańców prowincji Flandria Zachodnia, gdzie jakość wody z kranu jest najgorsza w całej Flandrii pod względem zanieczyszczenia pestycydami. Od piątku, kiedy VRT NWS poinformowało o planach ministra, do redakcji oraz w mediach społecznościowych napływają liczne głosy sprzeciwu. Najwięcej z nich pochodzi właśnie z Flandrii Zachodniej. Mieszkańcy regionu podkreślają, że czysta woda pitna to podstawowa potrzeba życiowa, która nie powinna być przedmiotem politycznych ustępstw.
Dziesięciokrotne przekroczenie europejskiego limitu
Spór dotyczy substancji 1,2,4-triazole – produktów rozpadu grzybobójczych pestycydów stosowanych m.in. w uprawach ziemniaków i warzyw. Związki te mogą powstawać także w wyniku działalności przemysłowej oraz w gospodarstwach domowych. Minister rozważa utrzymanie przez dłuższy czas dopuszczalnego poziomu tych substancji w wodzie pitnej na poziomie dziesięciokrotnie wyższym niż przewidują przepisy unijne. Europejska dyrektywa dotycząca jakości wody pitnej określa bowiem maksymalne stężenie istotnych metabolitów – czyli produktów rozpadu pestycydów – na 0,1 mikrograma na litr.
Jak przypomina prawniczka specjalizująca się w prawie środowiskowym Isabelle Larmuseau, już w czerwcu 2022 r. spółka De Watergroep po raz pierwszy odnotowała przekroczenie tej normy w wodzie pochodzącej z zakładu Blankaart w Diksmuide. W konsekwencji w grudniu 2024 r. minister tymczasowo dopuścił dziesięciokrotne przekroczenie limitu w kilku zakładach uzdatniania – w Blankaart w Diksmuide, Zillebekevijver i Dikkebusvijver w Ieper oraz Gavers w Harelbeke – czyli tam, gdzie stężenia triazoli były najwyższe. Obecnie rozważane jest przedłużenie tego odstępstwa na czas nieokreślony.
Spadek zaufania do wody z kranu
Z regionu Westhoek napływają sygnały, że część mieszkańców przestała ufać wodzie z kranu. Niektórzy deklarują, że zrezygnowali nawet z filtrów, takich jak dzbanki Brita, uznając, że nie są one w stanie skutecznie oczyścić wody zawierającej zbyt wysokie stężenia zanieczyszczeń już na etapie poboru.
Minister Brouns oraz De Watergroep zapewniają, że nawet podwyższony limit pozostaje wyraźnie poniżej poziomu uznawanego za niebezpieczny dla zdrowia publicznego. Część ekspertów zachowuje jednak ostrożność. Wskazują oni na ryzyko długotrwałej, kumulatywnej ekspozycji – problemem nie jest jednorazowy kontakt z jedną substancją, lecz wieloletnie oddziaływanie różnych związków chemicznych jednocześnie.
Czy możliwe jest odstępstwo od prawa unijnego?
Wraz z krytyką pojawiły się pytania o zgodność planów ministra z przepisami Unii Europejskiej. Isabelle Larmuseau potwierdza, że odstępstwo od norm jest prawnie dopuszczalne, ale wyłącznie na podstawie ściśle określonych warunków przewidzianych w artykule 15 dyrektywy w sprawie wody pitnej. Jednocześnie zaznacza, że przedłużenie takiego odstępstwa wymaga zgłoszenia do Komisji Europejskiej, która oceni jego zgodność z prawem unijnym.
Jeśli Komisja uzna, że proponowane rozwiązanie nie spełnia wymogów, może skierować sprawę przeciwko Flandrii do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W takiej sytuacji regionowi groziłyby sankcje finansowe oraz okresowe kary pieniężne.
Dlaczego problem dotyczy głównie Flandrii Zachodniej?
Bertjan Olivier z Zachodnio-Flamandzkiej Federacji Ekologicznej wyjaśnia, że kluczowa różnica wynika ze źródła pozyskiwania wody. W większości regionów Flandrii woda pitna pochodzi z ujęć podziemnych, natomiast w Flandrii Zachodniej – z wód powierzchniowych. Blankaart jest największym obszarem poboru wody powierzchniowej w całej Flandrii. Oznacza to, że pestycydy spływające z pól do rzek i strumieni trafiają bezpośrednio do systemów uzdatniania. Woda z kranu jest więc w praktyce oczyszczoną wodą powierzchniową z lokalnych cieków.
Isabelle Larmuseau zwraca uwagę na dodatkowe uwarunkowania regionalne. W Flandrii Zachodniej istnieje mniej wyznaczonych stref przemysłowych, natomiast więcej firm działa poza takimi obszarami. Przedsiębiorstwa te niekiedy stosują mniej restrykcyjne systemy oczyszczania i odprowadzają ścieki do strumieni wykorzystywanych jako źródło wody pitnej, co utrudnia skuteczne ograniczenie zanieczyszczeń u ich źródła.
Możliwa droga sądowa
Bertjan Olivier podkreśla, że europejski limit 0,1 mikrograma szkodliwej substancji na litr nie został ustalony przypadkowo. Jego zdaniem toksyczne związki nie powinny znajdować się w wodzie pitnej, a zapewnienie jej jakości należy do podstawowych obowiązków władz wobec mieszkańców.
Isabelle Larmuseau zaznacza, że osoby mieszkające we Flandrii Zachodniej, które nie akceptują obecnej sytuacji i utraciły zaufanie do jakości wody, mogą rozważyć wspólne dochodzenie swoich praw przed sądem. Zorganizowane działania prawne mogłyby stać się narzędziem w walce o zagwarantowanie dostępu do bezpiecznej wody pitnej.