Nowy premier Regionu Stołecznego Brukseli, Boris Dilliès z MR, zaprezentował w poniedziałek w parlamencie regionalnym deklarację polityki ogólnej swojego gabinetu do 2029 r. Było to jego pierwsze oficjalne wystąpienie w roli szefa rządu regionu, wygłoszone nieco ponad tydzień po zaprzysiężeniu nowej koalicji, do którego doszło 14 lutego. Choć premier nakreślił główne kierunki działań, nie przedstawił wielu konkretnych rozwiązań. W wymiarze symbolicznym i retorycznym postawił jednak wyraźnie na ton pojednania oraz budowanie porozumienia ponad podziałami. Około 40-minutowe przemówienie, wygłoszone głównie po francusku z fragmentami po niderlandzku, było uważnie śledzone przez parlamentarzystów i obserwatorów życia politycznego w stolicy.
Historyczna zmiana i koniec długiego kryzysu
Poniedziałkowe exposé miało szczególny charakter. Po raz pierwszy od 11 lat deklarację polityki ogólnej w parlamencie regionalnym przedstawił ktoś inny niż socjalista Rudi Vervoort. Ostatnim premierem o orientacji liberalnej, który prezentował taki dokument, był polityk w 2003 r. Dilliès, dotychczasowy burmistrz Uccle, objął urząd w ostatniej chwili – zaledwie trzy godziny przed zaprzysiężeniem rządu. Powołanie nowego gabinetu było możliwe dopiero po ponad 600 dniach rozmów i półtora roku otwartego kryzysu politycznego, który rozpoczął się po wyborach z 9 czerwca 2024 r. Koalicję tworzą MR, PS, Les Engagés, Groen, Open VLD, Vooruit i Anders, przy wsparciu CD&V.
Gesty pojednania w zróżnicowanej koalicji
Znaczną część wystąpienia premier poświęcił budowaniu spójności w szerokiej i ideowo zróżnicowanej większości. Rozpoczął od podziękowań dla urzędników administracji regionalnej, którzy od czerwca 2024 r. zapewniali ciągłość funkcjonowania instytucji. Parlament określił mianem „serca brukselskiej demokracji”.
Szeroko komentowane były jego słowa pod adresem członków rządu. Nowego ministra i lidera brukselskiego PS Ahmeda Laaoueja nazwał kompetentnym partnerem, z którym liczy na dobrą współpracę, co w obecnym napiętym klimacie politycznym wywołało oklaski wśród posłów socjalistycznych. Z uśmiechem stwierdził, że „dobrze się zaczyna”. Podkreślił także zdolność do jednoczenia sekretarz stanu ds. urbanistyki Audrey Henry (MR), determinację sekretarz stanu ds. mieszkalnictwa Ans Persoons (Vooruit) oraz szczere zaangażowanie minister mobilności Elke van den Brandt (Groen), którą jeszcze niedawno krytykował jako burmistrz Uccle. Wspomniał również o bojowości minister Karine Lalieux (PS), ekspertyzie Laurenta Hubleta (Les Engagés), odpowiedzialnego za gospodarkę i zatrudnienie, oraz o Dirku De Smedcie (Anders), któremu powierzono budżet i finanse.
Bruksela podzielona – apel o wspólną tożsamość
Pojednawczy ton przemówienia wpisywał się w kontekst wyraźnych podziałów społecznych i politycznych w stolicy. Różnice te znajdują odzwierciedlenie także w składzie parlamentu regionalnego. Wśród liberałów niewielu deputowanych wywodzi się ze środowisk o zróżnicowanym pochodzeniu, podczas gdy w grupie 16 posłów socjalistycznych aż 10 ma korzenie maghrebskie lub tureckie i często uzyskuje lepsze wyniki wyborcze niż inni kandydaci z tych samych list.
Jako wieloletni burmistrz zamożnej gminy na południu miasta Dilliès wyraźnie starał się budować mosty między różnymi częściami Brukseli – zarówno w sensie geograficznym, jak i społecznym. „Bruksela to 1,2 miliona mieszkańców, z czego 63 procent posiada obywatelstwo belgijskie. To 186 narodowości, które spotykają się codziennie przed szkołami, w tramwaju czy na placach dzielnicowych. Kobiety i mężczyźni o różnych historiach i drogach życiowych. Przypomnijmy – rdzenni brukselczycy nie istnieją!” – podkreślił. Wypowiedź tę odebrano jako sygnał sprzeciwu wobec zaostrzającego się tonu części debaty publicznej.
Odbudować dumę z Brukseli
Premier zaakcentował potrzebę przywrócenia mieszkańcom stolicy poczucia dumy z ich miasta. Zapewnił, że rząd nie zamierza przepraszać za brukselską tożsamość regionu, przypominając o jego roli jako stolicy Europy i siedziby licznych instytucji międzynarodowych. „Bruksela to marka rozpoznawalna na całym świecie, którą oddajemy na służbę całemu Królestwu. Nie umniejszajmy własnej wartości” – apelował.
Program ogólny, konkretów niewiele
Po półtora roku politycznego paraliżu oraz w obliczu wyzwań związanych z czystością miasta, bezpieczeństwem i kondycją gospodarczą, osoby mieszkające w Brukseli oczekują konkretnych decyzji. Tymczasem licząca 24 strony deklaracja polityki ogólnej ma charakter bardzo ogólny i nie zawiera szczegółowych rozwiązań. Brakuje m.in. precyzyjnych informacji o sposobie realizacji planowanych oszczędności, choć rząd deklaruje ambitny cel przywrócenia równowagi budżetowej w 2029 r.
Sam Dilliès nie uczestniczył w negocjacjach koalicyjnych, co częściowo tłumaczy brak doprecyzowania wielu zapisów. Szczegółowe uzgodnienia programowe mają dopiero zostać wypracowane. Więcej konkretów powinien przynieść projekt budżetu na 2026 r., który ma trafić pod obrady parlamentu w ciągu najbliższych 10 dni. Premier zapowiedział działania pod hasłem „szybkości, energii i widoczności”.
Dwujęzyczność pod lupą – żart i zobowiązania
Pod koniec wystąpienia premier odniósł się do kontrowersji, które pojawiły się przy okazji jego zaprzysiężenia i dotyczyły jego ograniczonej znajomości niderlandzkiego – kwestii szczególnie wrażliwej w oficjalnie dwujęzycznym regionie. Zamykając przemówienie, powiedział po niderlandzku: „A dwujęzyczność…? We zullen zien” – czyli: „Zobaczymy”. Wypowiedź wywołała poruszenie na sali.
Po chwili Dilliès przeszedł do poważniejszego tonu, podkreślając, że wielojęzyczność jest jednym z kluczowych atutów Brukseli. Zaznaczył, że możliwość korzystania z usług publicznych w wybranym języku urzędowym – niderlandzkim lub francuskim – stanowi podstawowe prawo mieszkańców stolicy, a znajomość kilku języków jest strategiczną przewagą osób żyjących w regionie.
Premier zapowiedział skuteczniejsze egzekwowanie przepisów dotyczących praw językowych na różnych szczeblach administracji. Wskazał zwłaszcza na gminy, ośrodki pomocy społecznej CPAS/OCMW oraz placówki opieki zdrowotnej, gdzie – jego zdaniem – realna możliwość obsługi w preferowanym języku powinna być w pełni zagwarantowana. Ochrona praw językowych ma stać się jednym z istotnych elementów tej kadencji.