Znany belgijski prawnik i wykładowca prawa konstytucyjnego Marc Uyttendaele poinformował w niedzielę władze Université libre de Bruxelles (ULB), że zakończy pracę przed rozpoczęciem kolejnego roku akademickiego i przejdzie na emeryturę. O jego decyzji dziennik Le Soir dowiedział się z wiadomości e-mail skierowanej do dziekana oraz wicedziekan wydziału prawa i kryminologii. Oznacza to zamknięcie ponad 30-letniej kariery akademickiej. Uyttendaele, który formalny wiek emerytalny osiągnie w przyszłym roku, napisał, że podejmuje tę decyzję, ponieważ – jak stwierdził – „z żalem konstatuje, iż debata stała się całkowicie irracjonalna”, a wobec niego prowadzona jest „agresywna kampania oczerniania”. Kontrowersje wokół profesora narastają od 31 stycznia, gdy przyznał się do „niestosownego gestu” wobec byłej współpracowniczki.
Profesor nie prowadzi już żadnych zajęć
Jeszcze przed wysłaniem niedzielnej wiadomości Uyttendaele zwrócił się o wyznaczenie zastępstwa do wszystkich prowadzonych przez siebie kursów magisterskich w drugim semestrze, rezygnując przy tym z wynagrodzenia za ten okres. Zajęcia dla studentów studiów licencjackich zostały zrealizowane w pierwszym semestrze. Wniosek o zastępstwo zatwierdzono w ubiegłym tygodniu w drodze głosowania elektronicznego. W praktyce oznacza to, że profesor nie poprowadzi już zajęć ani nie będzie przeprowadzał egzaminów na ULB. Uczelnia, komentując sprawę w rozmowie z Le Soir, wskazała, że wobec poruszenia wśród studentek i studentów konieczne było zapewnienie spokojnych warunków nauki i oceniania, wolnych od dodatkowych napięć.
Geneza kontrowersji – od zaprzeczenia do przyznania się
Sprawa ma swój początek w maju 2024 r., gdy złożono zawiadomienie o naruszeniu integralności seksualnej. Dotyczyło ono zdarzeń sprzed dwóch lat, a osobą pokrzywdzoną jest 36-letnia prawniczka-stażystka. Początkowo Uyttendaele zaprzeczał zarzutom. Jego ówczesny pełnomocnik, mec. Jean-Pierre Buyle, sugerował nawet, że sprawa może mieć charakter prowokacji związanej ze stanowiskiem profesora w sprawie konfliktu w Strefie Gazy. W ostatnich tygodniach Uyttendaele przyznał się jednak do części zarzutów i zgodził się na mediację karną zaproponowaną przez prokuraturę w Brukseli.
Narastająca presja ze strony społeczności akademickiej
Od chwili publicznego przyznania się do „niestosownego gestu” napięcia na wydziale prawa systematycznie rosły. Petycja podpisana przez kilkaset osób domagała się natychmiastowego i trwałego odsunięcia profesora od działalności dydaktycznej. Biuro Studentów Zarządzających oraz kolektyw „Résistance Étudiante ULB” postulowały również zakończenie wszelkiej współpracy prawnej między Uyttendaele a uczelnią.
Podczas posiedzenia rady administracyjnej w ubiegłym tygodniu ogłoszono, że profesor nie będzie już osobiście reprezentował ULB w sprawach prawnych. Jak wyjaśniła jego obecna pełnomocniczka, mec. Benjamine Bovy, to kancelaria UG-A (Uyttendaele, Gérard et associés) od około 30 lat obsługuje prawnie uczelnię, a nie sam Uyttendaele jako osoba fizyczna. Sprawy dotyczące ULB prowadzą jego wspólnicy. Sam profesor w ostatnim czasie praktycznie nie zajmował się sprawami uczelni, z wyjątkiem jednego postępowania dotyczącego napaści o charakterze antysemickim, wszczętego wiosną 2024 r. Sprawa ta zostanie obecnie przekazana innemu wspólnikowi kancelarii.
Studenci i pracownicy domagają się jasnego stanowiska uczelni
Dla wielu studentów – którzy w chwili udzielania wypowiedzi mediom nie znali jeszcze decyzji o przejściu profesora na emeryturę – brak jednoznacznej reakcji uczelni i niewszczęcie postępowania dyscyplinarnego pozostają niezrozumiałe. Jak wyjaśnił Ethan Rigaux, koordynator Rady Studentów ULB, władze tłumaczą, że sprawa jest złożona, ponieważ zdarzenia nie miały miejsca na terenie uniwersytetu. Rektorat podkreśla również, że wszczęcie postępowania dyscyplinarnego wymaga bardzo solidnych podstaw, aby uniknąć ryzyka skutecznego zaskarżenia decyzji przed sądem.
Rigaux zaznaczył jednocześnie, że od lat studentki sygnalizowały niepokojące zachowania podczas egzaminów – natarczywe spojrzenia czy uwagi o podtekście seksualnym. Żadna formalna skarga nie została jednak złożona, ponieważ osoby te obawiały się konsekwencji, zwłaszcza w kontekście planowanej kariery adwokackiej.
Zarzuty te zdecydowanie odrzuciła mec. Benjamine Bovy. Podkreśliła, że w ciągu 35 lat pracy dydaktycznej profesor przeprowadził od 10 000 do 15 000 egzaminów ustnych i nie były one przedmiotem oficjalnych skarg. Dodała, że gdy tylko w lipcu 2024 r. dowiedział się o złożonym zawiadomieniu, sam wystąpił o prowadzenie zajęć i egzaminów wspólnie z dr Vanessą Rigodanzo. Podczas sesji egzaminacyjnej w styczniu 2025 r. egzaminowali razem, a kolejne sesje dr Rigodanzo przeprowadzała już samodzielnie.
List pracowników do rektor Schaus
Napięcia nie ograniczają się do środowiska studenckiego. Z informacji przekazanych Le Soir wynika, że list podpisany przez około 40 pracowników wydziału prawa i kryminologii trafił do rektor ULB Annemie Schaus. Autorzy domagają się odsunięcia profesora, zakończenia wszelkich funkcji reprezentacyjnych oraz jasnej komunikacji ze strony władz uczelni. Rektor odpowiedziała, że odpowiednie działania zostały już podjęte.
Część asystentek wydziału prawa wyraża jednak rozczarowanie postawą uczelni. W ich ocenie ULB czekała jedynie, aż profesor sam zdecyduje się na przejście na emeryturę. Zwracają uwagę, że instytucja deklarująca zero tolerancji wobec przemocy seksistowskiej powinna reagować jednoznacznie, zwłaszcza gdy zainteresowany przyznał się do części zarzutów. Podkreślają również, że pracownicy nie zostali zapytani, czy czują się komfortowo w jego obecności, a zasada domniemania niewinności – ich zdaniem – nie może być przywoływana w sytuacji częściowego przyznania się do winy.
Organizacje prawnicze krytykują brak sankcji
Stowarzyszenie Fem&Law, zrzeszające prawniczki o profilu feministycznym, w liście otwartym przekazanym Le Soir skrytykowało brak sankcji dyscyplinarnych wobec profesora. Organizacja pyta, jaki sygnał uczelnia wysyła swoim studentom, a zwłaszcza studentkom, które domagały się jego odsunięcia. Fem&Law przypomina również wcześniejszą wypowiedź samego Uyttendaele w innej sprawie, gdy retorycznie pytał, czy nauczyciel oskarżony o przestępstwa obyczajowe powinien pozostawać na stanowisku do czasu wydania wyroku.