Belgijski dziennikarz Paul Grosjean wydał książkę poświęconą najpiękniejszym rezydencjom i terenom zielonym w Brukseli, pokazując stolicę z mniej znanej, bardziej intymnej perspektywy. Jak zaznacza, nie zależało mu na klasycznej opowieści o architekturze, lecz na przedstawieniu losów ludzi, którzy w tych miejscach mieszkali. Bogato ilustrowany fotografiami Mireille Roobaert album to subiektywny, ale przemyślany wybór nieruchomości, których dzieje często przypominają gotowe scenariusze filmowe. Publikacja może zaskoczyć tych, którzy sądzą, że Bruksela pod względem splendoru nie dorównuje takim metropoliom jak Nowy Jork.
Penthouse Léona Lamberta – jedno z najbardziej niezwykłych mieszkań w Brukseli
Wśród najbardziej intrygujących historii znalazła się opowieść o legendarnym penthousie bankiera Léona Lamberta – kolekcjonera sztuki silnie związanego z nowojorską sceną artystyczną lat 60. Apartament o powierzchni 600 m2, mieszczący się niegdyś na ostatnim piętrze dawnej siedziby banku BBL przy avenue Marnix, był wypełniony dziełami Francisa Bacona, Jacksona Pollocka czy Alberta Giacomettiego. Modernistyczny budynek zaprojektował Gordon Bunshaft – architekt, którego w tym samym czasie Rockefeller zatrudnił do stworzenia siedziby banku Chase w Nowym Jorku.
Choć sam penthouse już nie istnieje, niedawno odrestaurowany gmach przypomina, że dorobek Brukseli w zakresie architektury mieszkaniowej bywa niedoceniany. Grosjean zwraca uwagę, że rozmowy o architekturze w stolicy zbyt często koncentrują się na secesji i art déco, pomijając wartościowe przykłady modernizmu i brutalizmu, które również zasługują na uznanie.
Dom Maurice’a Carême’a i park Tenbosch – historie ocalone dzięki determinacji
Mireille Roobaert ze szczególnym sentymentem wspomina wizytę w domu poety Maurice’a Carême’a – jednej z ważniejszych rezydencji opisanych w albumie. To niewielki budynek z ogrodem, w którym rośnie słynna jabłoń, inspiracja dla jednego z najczęściej recytowanych wierszy we francuskich szkołach w latach 70. i 80. Fotografka podkreśla, że poszukiwanie odpowiedniego światła wymagało cierpliwości i pozwoliło jej spojrzeć na te miejsca z nowej perspektywy. Atutem książki jest właśnie to, że odsłania przestrzenie na co dzień niedostępne dla szerokiej publiczności.
Szczególne miejsce w publikacji zajmują ogrody, których dzieje bywają równie burzliwe jak losy samych domów. Grosjean przytacza historię parku Tenbosch, który jeszcze w latach 80. pozostawał prywatnym ogrodem. Gdy właściciel postanowił sprzedać posiadłość wraz z domem – dziś mieszczącym ambasadę Indii – terenowi groziła zabudowa deweloperska. Ostatecznie dzięki zaangażowaniu lokalnego komitetu mieszkańców udało się zachować zieleń i przekształcić ją w ogólnodostępny park.
Prywatne inicjatywy w służbie architektonicznego dziedzictwa
Autor dużo miejsca poświęca osobom, które z pasji do architektury kupują zagrożone rezydencje w Brukseli i przywracają im dawną świetność – także na Molenbeek czy w innych dzielnicach, które nie zawsze cieszą się dobrą opinią. Jednym z przykładów jest Hôtel Riez, kameralna realizacja w stylu art déco na Molenbeek przy boulevard du Jubilé, w pobliżu Gare Maritime. Obiekt zaprojektował ten sam architekt, który stworzył dom komunalny w Forest, co – jak zauważa Grosjean – dowodzi, że splendor brukselskiej architektury nie ogranicza się wyłącznie do dorobku Victora Horty.
Właścicielem Hôtel Riez jest obecnie belgijski przedsiębiorca Thierry de Molinari, który urządził tam siedzibę swojej firmy. Zdaniem autora takie miejsca są nie tylko świadectwem rodzinnych historii, lecz także konkretnym dowodem zaangażowania w ochronę dziedzictwa. Podobnie jest z domem Roosenboom przy ulicy Faider na Ixelles – secesyjną kamienicą, która tak zachwyciła pewną rodzinę, że zdecydowała się ją kupić i zamieszkać w niej na stałe.
Nowe funkcje jako szansa na przetrwanie
Grosjean, pracujący już nad drugim tomem serii, stawia na koniec wyraźną tezę dotyczącą przyszłości historycznych rezydencji w Brukseli. Jego zdaniem największe szanse na przetrwanie mają te budynki, którym nadano nową, jasno określoną funkcję – mieszkaniową, muzealną, jak w przypadku domu van Buuren, jedynej belgijskiej rezydencji wpisanej na Europejski Szlak Kulturowy Ogrodów Historycznych, czy artystyczną, jak Kaplica Królowej Elżbiety. To właśnie połączenie szacunku dla przeszłości z konkretnym przeznaczeniem na przyszłość stanowi klucz do ocalenia architektonicznego dziedzictwa stolicy.