W czwartek w celi zakładu karnego w Mons zmarł 27-letni osadzony. Dzień wcześniej został przewieziony do szpitala z powodu nasilających się dolegliwości i silnych bólów brzucha. Po przeprowadzeniu badań wrócił jednak tego samego wieczoru do więzienia. Kilka godzin później stracił życie. Rodzina twierdzi, że zarówno administracja penitencjarna, jak i placówka medyczna zbagatelizowały jego stan. O sprawie powiadomiono prokuraturę, a zaplanowano przeprowadzenie sekcji zwłok.
Dwa miesiące ignorowanych próśb o pomoc
Bliscy zmarłego, z którymi przeprowadzono rozmowę, nie kryją rozpaczy. Jak relacjonują, problemy zdrowotne zaczęły się około dwa miesiące temu, a w ostatnich dwóch tygodniach przed śmiercią wyraźnie się nasiliły. Mężczyzna miał między innymi wykrztuszać krew.
W środę został przewieziony do szpitala Ambroise Paré, gdzie wykonano badania i podano mu kroplówkę nawadniającą. Po krótkiej poprawie samopoczucia wrócił wieczorem do celi. W nocy zmarł.
„Przez dwa miesiące prosił o pomoc, mówił, że krztusi się krwią. Mdlał, nie był w stanie sam się umyć. W ostatnich godzinach przychodzili mierzyć mu puls. Skoro ktoś kontroluje puls, to znaczy, że ma świadomość zagrożenia” – mówi anonimowo osoba z jego otoczenia. Bliscy opisują też wyraźną zmianę w wyglądzie 27-latka. Wcześniej był dobrze zbudowany i miał lekką nadwagę, a pod koniec życia sprawiał wrażenie skrajnie wyniszczonego.
Administracja penitencjarna nie komentuje, prokuratura bada sprawę
Administracja penitencjarna, odpowiadając na pytania mediów, zaznaczyła, że nie komentuje indywidualnych sytuacji. Rzeczniczka Valérie Callebaut przekazała rodzinie wyrazy współczucia oraz potwierdziła, że sprawa jest przedmiotem dochodzenia, a prokuratura została poinformowana. W dalszych kwestiach administracja odsyła do prokuratury oraz Federalnego Ministerstwa Zdrowia.
Związek zawodowy: strażnicy bez zarzutu, ale system przeciążony
Związek zawodowy Sypol-EPI utrzymuje, że funkcjonariusze nie dopuścili się zaniedbań. Wiceprzewodniczący organizacji Jérôme Michez podkreśla, że strażnicy informowali przełożonych o pogarszającym się stanie zdrowia osadzonego i sygnalizowali, że oddział medyczny nie jest w stanie zapewnić mu odpowiedniej pomocy.
Jednocześnie przedstawiciel związku wskazuje na problem przeludnienia więzień, który przekłada się na ogromne obciążenie wszystkich służb, w tym personelu medycznego. To – jak zaznacza – trudność o charakterze systemowym, dotykająca wiele belgijskich zakładów karnych.
Rodzina: to przypadek nieudzielenia pomocy osobie w niebezpieczeństwie
Rodzina zmarłego jest przekonana, że zarówno więzienie, jak i szpital nie wywiązały się ze swoich obowiązków. Ich zdaniem reakcja na poważne objawy była zdecydowanie zbyt opóźniona.
„Więzienie w Mons to jedno z najgorszych w Belgii. Owszem, brakuje personelu, ale tutaj mamy do czynienia z realnym nieudzieleniem pomocy osobie w niebezpieczeństwie, którego skutkiem była śmierć 27-latka. To nie był 80-letni mężczyzna z chorym sercem. Miał 27 lat” – mówi osoba z bliskiego otoczenia.
Do końca odbywania kary pozostawały mu trzy miesiące. Rodzina złożyła zawiadomienie i przystąpiła do postępowania jako strona cywilna.