Koncern paliwowy Shell zdecydował o czasowym wyłączeniu z użytku jednego z dystrybutorów na stacji przy Zemstbaan w Mechelen w prowincji Antwerpen. Powodem są liczne zgłoszenia od kierowców, którzy po zatankowaniu w tym miejscu doświadczyli poważnych usterek swoich pojazdów. Jak się okazało, do zbiorników samochodów zamiast czystego paliwa trafiła woda, a niewykluczone, że także środek czyszczący. Spółka rozpoczęła postępowanie wyjaśniające, natomiast poszkodowani obawiają się wysokich rachunków za naprawy.
Auto nie uruchomiło się następnego dnia
Jedną z pierwszych osób, które publicznie poinformowały o problemie, była Anneleen de Hertogh z Zemst. Kobieta zatankowała na wskazanej stacji w poniedziałek wieczorem. Po wizycie na stacji zdołała jeszcze wrócić do domu, pokonując około 6 kilometrów, jednak we wtorek rano samochód nie chciał się uruchomić. Na miejsce wezwano mechanika, który odholował pojazd do warsztatu w celu ustalenia przyczyny awarii.
Początkowo nie było jasne, co doprowadziło do usterki. De Hertogh postanowiła sprawdzić, czy inni kierowcy, którzy tankowali w tym samym miejscu, napotkali podobne trudności. Opublikowała wpis w lokalnej grupie na Facebooku, który spotkał się z natychmiastową i szeroką reakcją. „Kiedy opublikowałam post na Facebooku, dostałam ogromną liczbę odpowiedzi” – relacjonowała. W jednej z grup dotyczących Mechelen pojawiła się informacja, że co najmniej trzy osoby mogły zostać poszkodowane.
W zbiorniku znajdowała się woda i prawdopodobnie detergent
Po napływie kolejnych sygnałów kobieta ponownie skontaktowała się z mechanikiem i poprosiła o dokładne sprawdzenie zawartości baku. Około 30 minut później otrzymała zdjęcie butelki wypełnionej wodą. Mechanik potwierdził, że w zbiorniku jej auta znajdowała się woda. Według jego wstępnej oceny mogła tam trafić także substancja czyszcząca. Może to oznaczać, że zbiorniki paliwa na stacji były czyszczone, lecz przed ponownym uruchomieniem dystrybutora nie zostały odpowiednio opróżnione.
De Hertogh liczy się teraz z poważnymi wydatkami. Choć ostateczny koszt naprawy nie jest jeszcze znany, z informacji przekazywanych przez innych kierowców wynika, że tego typu uszkodzenia mogą oznaczać wydatek rzędu kilkuset euro. Do tego należy doliczyć 50 euro zapłacone za tankowanie oraz koszt wynajmu samochodu zastępczego na kilka dni.
Trudny kontakt z infolinią
W piątek kobieta próbowała skontaktować się z działem obsługi klienta Shell, jednak bezskutecznie. Przez cały dzień słyszała komunikat o dużej liczbie oczekujących połączeń. „Cóż, najwyraźniej rzeczywiście nie jestem jedyną poszkodowaną” – skomentowała ironicznie. W międzyczasie wypełniła formularz reklamacyjny dostępny na stronie internetowej firmy. Zapowiedziała także, że zamierza zgłosić sprawę na policję, aby sporządzić oficjalny protokół.
Shell bada przyczyny zdarzenia
Shell potwierdził, że zna sprawę. Rzecznik firmy Patrick Janssen poinformował, że po pierwszych sygnałach, które napłynęły na początku tygodnia, zdecydowano o zamknięciu wskazanego dystrybutora. „Wszyscy klienci, którzy doświadczyli problemów po zatankowaniu u nas, mogą skontaktować się z naszym biurem obsługi klienta. Udzielimy im pomocy” – zapewnił Janssen.
Dokładne źródło problemu nie zostało jeszcze ustalone. Firma prowadzi wewnętrzne postępowanie wyjaśniające, które ma ustalić, jak doszło do zanieczyszczenia paliwa. Na obecnym etapie nie wiadomo również, ilu kierowców mogło zostać dotkniętych tą sytuacją. Osoby, które podejrzewają, że ich pojazd został uszkodzony po tankowaniu w tym miejscu, mogą kontaktować się telefonicznie pod numerem 02 508 92 98 – wyłącznie w dni robocze – lub za pośrednictwem strony internetowej shell.be.