Działania amerykańskiego ambasadora, który publicznie skrytykował Belgię za ściganie trzech osób oskarżonych o nielegalne obrzezania, mogły – według części polityków – zostać zainspirowane przez belgijskiego parlamentarzystę. W centrum dyskusji znalazł się Michael Freilich, poseł N-VA i pierwszy w historii Belgii ortodoksyjny Żyd wybrany do parlamentu. Sprawa wywołała szeroką debatę polityczną. Głos zabrali przedstawiciele różnych ugrupowań – od flamandzkiej partii liberalnej Anders, przez Groen, po CD&V. N-VA stanęła w obronie swojego deputowanego, jednocześnie podkreślając, że nie utożsamia się z wypowiedziami amerykańskiego dyplomaty.
Podróż do Waszyngtonu i starania o zmianę przepisów
Autor zawiadomienia dotyczącego trzech moheli – osób wykonujących rytualne obrzezania – już w poniedziałek wieczorem sugerował, że Freilich udał się do Waszyngtonu, aby zabiegać o wsparcie dla ściganych. Poseł, który aktywnie działa w belgijskiej społeczności żydowskiej, nie zaprzecza samej podróży, ale stanowczo odrzuca zarzuty, jakoby próbował nakłaniać ambasadora USA do interwencji. „Byłem w Stanach Zjednoczonych w czasie, gdy sprawa nabrała rozgłosu i przeprowadzano przeszukania. Nie prosiłem o wywieranie nacisków, lecz o wsparcie dla naszego postulatu dostosowania belgijskiego prawa. W USA obrzezanie jest powszechną praktyką – poddaje się mu około 75 procent mężczyzn” – argumentował Freilich.
Krytyka ze strony opozycji
Wyjaśnienia te nie przekonują jednak Vincenta Van Quickenborne’a z partii Anders. Flamandzki liberał otwarcie zarzuca posłowi N-VA zaangażowanie w sprawę. „Oczywiście, że pan Freilich ma z tym związek – próbuje się od tego odciąć, ale fakty mówią same za siebie” – stwierdził w mediach. Według Van Quickenborne’a Freilich przebywał w USA w połowie 2025 r., gdzie – jak sam miał przyznać – spotykał się z osobami z bliskiego otoczenia administracji prezydenta w Białym Domu i deklarował chęć podjęcia działań na rzecz zmiany belgijskich przepisów dotyczących obrzezania. Liberał powołuje się na wywiad udzielony ultraortodoksyjnemu magazynowi „Der Yid”, opublikowany w internecie w języku jidysz. W rozmowie tej Freilich miał mówić o swoich kontaktach z amerykańskimi konserwatystami na najwyższym szczeblu. Van Quickenborne zwraca także uwagę, że wypowiedzi ambasadora USA w sprawie moheli są w wielu fragmentach bardzo zbliżone do słów, które padły w tym wywiadzie.
Freilich: „Nigdy nie rozmawiałem z ambasadorem”
Sam Michael Freilich, który początkowo nie odniósł się do pytań dziennikarzy, zabrał głos we wtorek, 17 lutego 2026 r. Zapewnił, że „nigdy nie spotkał się ani nie rozmawiał z ambasadorem”, a jego działania były całkowicie niezależne. Poseł N-VA podkreślił, że nie miał wpływu na stanowisko amerykańskiej dyplomacji.
Wątpliwości dotyczące standardów etycznych
Sprawa wywołała również pytania o standardy etyczne obowiązujące parlamentarzystów. Meyrem Almaci z partii Groen przypomniała, że każdy poseł składa przysięgę przestrzegania praw narodu belgijskiego. „Uważam, że Komisja Deontologii parlamentu federalnego powinna sprawdzić, czy w tej sytuacji nie doszło do naruszenia zasad” – powiedziała. Krytycznie wypowiedział się także przewodniczący CD&V Sammy Mahdi. „Wyobraźmy sobie, że poseł PS marokańskiego pochodzenia udałby się do Kataru albo Maroka, by wpływać na postępowanie sądowe w Belgii. Jaką reakcję by to wywołało?” – pytał retorycznie.
N-VA broni swojego przedstawiciela
Po kilku godzinach milczenia stanowisko przedstawiła przewodnicząca N-VA Valerie Van Peel. W imieniu partii wskazała trzy zasadnicze kwestie. Po pierwsze – N-VA w pełni popiera belgijski rząd i uważa, że żaden ambasador nie powinien ingerować w wewnętrzne sprawy kraju. Po drugie – partia odrzuca tezy o związku między działaniami Freilicha a wypowiedziami ambasadora, określając je jako spekulacje medialne. Po trzecie – N-VA sprzeciwia się zmianie przepisów dotyczących obrzezania, powołując się na zasadę rozdziału Kościoła od państwa.