Międzyuniwersytecki Komitet Studentów Medycyny (CIUM) wyraził w poniedziałek swoje obawy wobec planów wprowadzenia medycyny wojennej do ogólnego programu studiów medycznych w Belgii. Decyzja ministra obrony Theo Franckena (N-VA), podjęta w porozumieniu z odpowiednią federalną służbą publiczną, zakłada uruchomienie już od najbliższego roku akademickiego fakultatywnych kursów oraz specjalizacyjnych studiów magisterskich z zakresu medycyny wojennej. Organizacja studencka wskazuje na szereg potencjalnych problemów – od przeciążenia programu, przez powielanie treści, po obawy związane z symbolicznym oswajaniem społeczeństwa z realiami wojny.
Przeładowany program i rosnąca presja
CIUM podkreśla przede wszystkim, że obecny program studiów medycznych już teraz jest bardzo wymagający. Zdaniem organizacji ścieżka kształcenia jest silnie nasycona treściami, a studenci funkcjonują pod stałą presją akademicką. Dodanie nowych przedmiotów może jeszcze bardziej obciążyć osoby, które i tak mierzą się z intensywnym harmonogramem zajęć.
Nowy przewodniczący CIUM, Elias Fariss, zaznacza, że studia medyczne należą do najbardziej czasochłonnych i wymagających kierunków, zarówno pod względem liczby godzin dydaktycznych, jak i nakładu pracy własnej. W jego ocenie wprowadzanie dodatkowych zajęć bez pogłębionej analizy wyzwań, z jakimi zmaga się obecny system kształcenia, może odbić się na jakości przygotowania przyszłych lekarzy.
Możliwe powielanie istniejących kompetencji
Komitet zwraca również uwagę, że wiele umiejętności uznawanych za charakterystyczne dla medycyny wojennej jest już obecnych w programie studiów. Kompetencje te są rozwijane w ramach zajęć z medycyny ratunkowej, chirurgii czy reanimacji. CIUM ostrzega, że nowe treści mogą częściowo dublować materiał już realizowany, a jednocześnie okazać się trudne do przyswojenia w ramach i tak napiętego programu.
Medycyna wojenna jako wąska specjalizacja
Organizacja kwestionuje także zasadność włączania medycyny wojennej do programu ogólnego. W opinii CIUM jest to wyspecjalizowana dziedzina, która wymaga pogłębionego szkolenia oraz wcześniejszego doświadczenia klinicznego. Zajęcia oferowane w toku studiów podstawowych mogłyby mieć jedynie charakter teoretycznego wprowadzenia i nie zapewniałyby realnych kompetencji potrzebnych w przypadku złożonych urazów wojennych.
Komitet podkreśla, że praktyka medycyny wojennej pozostaje domeną specjalistów z zakresu medycyny ostrej, medycyny ratunkowej, anestezjologii i reanimacji czy chirurgii. W związku z tym CIUM proponuje, aby ewentualna specjalizacja z medycyny wojennej – jako nadspecjalizacja – była dostępna wyłącznie dla wykwalifikowanych profesjonalistów. Zdaniem organizacji bardziej spójne byłoby rekrutowanie kandydatów bezpośrednio przez struktury obronne, a nie poprzez cywilny system kształcenia.
Wątpliwości co do wymiaru symbolicznego
CIUM zwraca również uwagę na symboliczny aspekt planowanej reformy. W ocenie studentów może ona przyczyniać się do stopniowego przyzwyczajania opinii publicznej do perspektywy konfliktu zbrojnego. Tymczasem edukacja medyczna powinna koncentrować się przede wszystkim na prewencji, wzmacnianiu odporności systemu ochrony zdrowia oraz zdrowiu publicznym.
W podsumowaniu komitet wskazuje, że ewentualne włączenie medycyny wojennej do programu mogłoby być rozważane wyłącznie w ramach szerszej strategii wzmacniania odporności całego systemu opieki zdrowotnej. CIUM apeluje o przeprowadzenie szerokich konsultacji z udziałem władz, przedstawicieli wydziałów medycznych, kadry akademickiej oraz organizacji studenckich, tak aby zagwarantować zarówno wysoką jakość kształcenia, jak i dobrostan przyszłych lekarzy.