Mężczyzna utrzymuje, że jest niewinny i tłumaczy całe zdarzenie „wpadką informatyczną”. Prokuratura podkreśla jednak, że okoliczności sprawy budzą poważne wątpliwości. Postępowanie toczy się przed belgijskim sądem, a ogłoszenie wyroku zaplanowano na 16 marca.
Lekcja, która wymknęła się spod kontroli
17 października 2024 r. G.L., 62-letni nauczyciel zastępujący, prowadził zajęcia w dwóch klasach trzeciego roku szkoły średniej. Po podłączeniu swojego prywatnego laptopa do cyfrowej tablicy w sali lekcyjnej na ekranie niespodziewanie pojawiły się prywatne zdjęcia przedstawiające jego oraz jego partnerkę bez ubrania. Fotografie zostały wyświetlone w dużym formacie przed całą klasą. Jak relacjonuje nauczyciel, uczniowie wybuchnęli śmiechem, a on natychmiast wyłączył obraz. Do podobnej sytuacji doszło ponownie po przerwie, tym razem w innej klasie – informuje portal HLN.
Po zdarzeniu G.L. sam zgłosił się do dyrekcji szkoły i złożył natychmiastową rezygnację ze stanowiska. Jak wyjaśniał, nie chciał, aby sytuacja zaszkodziła reputacji placówki. Mimo to szkoła zdecydowała się złożyć oficjalne zawiadomienie na policji. W rezultacie nauczycielowi postawiono zarzuty ekshibicjonizmu oraz nakłaniania nieletnich do rozpusty.
Awaria techniczna czy świadome działanie?
W swojej linii obrony 62-latek mówi o „wyjątkowo niefortunnej awarii technicznej”. Twierdzi, że niedawna aktualizacja systemu operacyjnego komputera doprowadziła do automatycznego zsynchronizowania prywatnych zdjęć z chmurą. Po podłączeniu urządzenia do szkolnej sieci fotografie miały – według niego – wyświetlić się samoczynnie, bez jego wiedzy i intencji. Zapewnia, że poczuł ogromne zakłopotanie i zamknął okno w ciągu kilku sekund.
Jego adwokatka, Margot De Vylder, argumentuje, że zdjęcia były widoczne maksymalnie przez siedem sekund, a uczniowie potwierdzili, iż nauczyciel sprawiał wrażenie wyraźnie zawstydzonego. „Mój klient nie miał żadnego interesu w szokowaniu swoich uczniów. Dlaczego miałby działać na własną szkodę?” – przekonywała przed sądem.
Prokuratura podchodzi do tych wyjaśnień z rezerwą. Wskazuje na zeznania uczniów, z których ma wynikać, że przy drugim wyświetleniu zdjęcia mogły pojawić się celowo. Prokurator zwrócił także uwagę, że G.L. posiada rozległą wiedzę informatyczną – wcześniej był autoryzowanym sprzedawcą produktów Apple, administruje stronami internetowymi i dysponuje w domu sześcioma serwerami. Zdaniem oskarżyciela osoba o takich kompetencjach powinna mieć pełną kontrolę nad treściami wyświetlanymi na swoim urządzeniu. Prokuratura wnioskuje o karę 12 miesięcy pozbawienia wolności, ewentualnie w zawieszeniu.
Naturysta i zwolennik „etycznej pornografii”
G.L. otwarcie określa się jako naturysta i zwolennik tzw. „etycznej pornografii”. Składając rezygnację przed dyrekcją szkoły, miał powiedzieć: „Nie mam nic do ukrycia” i zapewnić, że nie wstydzi się własnego ciała.
Sprawa szybko wykroczyła poza mury szkoły. Już następnego dnia czterech funkcjonariuszy policji przeprowadziło przeszukanie w prowadzonym przez niego Centrum Sztuki Życia (Centre pour l’Art de Vivre), gdzie oferował terapie dla dorosłych. Zabezpieczono wszystkie komputery, jednak – jak podkreśla obrona – nie znaleziono żadnych obciążających materiałów. „Przez 13 lat budowałem to centrum. Dziś jest w upadłości z powodu tej sprawy” – mówi oskarżony.
Wyrok zapadnie 16 marca
Sąd będzie musiał rozstrzygnąć, czy kilkusekundowe wyświetlenie intymnych fotografii przed nieletnimi było efektem awarii technicznej, czy też działaniem zamierzonym. Dla G.L. skutki całej sytuacji są już teraz – jak sam twierdzi – „kafkowskie”. Ogłoszenie wyroku zaplanowano na 16 marca.