We wtorek 17 lutego 2026 r. ambasador Stanów Zjednoczonych w Belgii Bill White, znany z otwartego poparcia dla Donalda Trumpa, został wezwany do siedziby belgijskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych. To procedura stosowana rzadko i zazwyczaj wobec przedstawicieli państw, z którymi relacje są napięte. Powodem była publikacja ambasadora w serwisie X, w której – używając wielkich liter – oskarżył Belgię o antysemityzm. Zarzut odnosił się do wszczęcia postępowania karnego wobec trzech moheli, czyli żydowskich obrzezańców rytualnych, którzy wykonywali zabiegi bez obecności lekarza, czego wymaga belgijskie prawo. White skrytykował także ministra zdrowia Franka Vandenbroucke’a, z którym wcześniej rozmawiał na ten temat, twierdząc, że był on „bardzo niegrzeczny” oraz że odmówił podania ręki i wspólnego zdjęcia.
Stanowcza reakcja belgijskiej dyplomacji
Belgijski minister spraw zagranicznych zareagował niezwłocznie, publikując odpowiedź w serwisie X. Oświadczył, że sugestie, jakoby Belgia była państwem antysemickim, są nieprawdziwe, obraźliwe i nie do przyjęcia. Podkreślił również, że bezpodstawne oskarżenia oraz próby wywierania presji na belgijskie instytucje demokratyczne przekraczają granice dopuszczalnej debaty. Ambasador White nie złagodził jednak stanowiska i ponownie napisał, że sprawa ma „wyraźnie charakter antysemicki”. To przesądziło o jego formalnym wezwaniu do resortu.
Ponieważ minister Maxime Prévot przebywał na urlopie, rozmowę z ambasadorem przeprowadziła Theodora Gentzis, przewodnicząca Komitetu Dyrekcyjnego Federalnego Ministerstwa Spraw Zagranicznych (SPF). Jak wynika ze źródeł dyplomatycznych, minister polecił, by stanowisko Belgii zostało przedstawione w sposób jednoznaczny.
Gentzis przypomniała ambasadorowi zasady wynikające z Konwencji Wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych, określającej zakres praw i obowiązków przedstawicieli dyplomatycznych. Zaznaczyła, że personalne ataki na członka belgijskiego rządu oraz ingerowanie w sprawy wewnętrzne kraju naruszają podstawowe normy dyplomacji. Wskazała również na znaczenie zasady rozdziału władz w belgijskim systemie demokratycznym.
Podkreślając przywiązanie Belgii do relacji ze Stanami Zjednoczonymi i gotowość do dialogu, Gentzis zaznaczyła, że współpraca musi opierać się na wzajemnym szacunku dla instytucji i suwerenności. Jednocześnie wyraźnie stwierdziła, że zwalczanie antysemityzmu pozostaje priorytetem Belgii, a kraj konsekwentnie potępia wszelkie przejawy antysemityzmu i rasizmu – zarówno na swoim terytorium, jak i poza jego granicami. Taka walka wymaga współpracy, a nie publicznych oskarżeń, które mogą jedynie pogłębiać podziały.
Ambasador bez przeprosin – „kocham Belgię”
Po spotkaniu ambasador White wystąpił przed dziennikarzami zgromadzonymi przed budynkiem ministerstwa. Oświadczył, że nie widzi powodów do przeprosin i że jest „bardzo zadowolony ze spotkania”. Dodał: „Kocham Belgię i będziemy dalej współpracować. A Frank Vandenbroucke to fajny gość! Teraz zostaniemy przyjaciółmi i będziemy razem pracować nad ważnymi sprawami. Modlę się za tych ludzi i dziękuję, że tu jesteście.”
Chwilę wcześniej ambasador uzasadniał swoje stanowisko w sprawie postępowania karnego wobec religijnych obrzezańców, pokazując zdjęcie przedstawiające zabieg obrzezania. Wyraził też satysfakcję, że sprawa zwróciła uwagę opinii publicznej w Belgii. Przypomniał, że administracja Trumpa deklaruje zaangażowanie w obronę wolności religijnej.
Ekspert: sytuacja bezprecedensowa między sojusznikami
Politolog Sven Biscop, dyrektor programu „Europa w świecie” w brukselskim Instytucie Egmont, ocenił przebieg wydarzeń jako wyjątkowo nietypowy. Zaznaczył, że ambasador ma prawo wyrażać swoje obawy, jednak w tym przypadku sytuacja jest nadzwyczajna z kilku względów. Po pierwsze, Belgia jest państwem prawa, a sprawa znajduje się na etapie postępowania sądowego, co oznacza, że nie ma jeszcze rozstrzygnięcia. Po drugie, ambasador przedstawił swoje zarzuty w sposób skrajnie publiczny, powtarzając je i formułując personalne uwagi pod adresem wicepremiera. Zdaniem Biscopa to przypadek bez precedensu.
Konwencja Wiedeńska stanowi, że osoby korzystające z przywilejów dyplomatycznych mają obowiązek przestrzegania prawa państwa przyjmującego oraz powstrzymywania się od ingerencji w jego sprawy wewnętrzne.
Biscop zwrócił także uwagę na element dyskrecji, który tradycyjnie stanowi fundament skutecznej dyplomacji. W jego ocenie ambasador postąpił odwrotnie, nadając sprawie maksymalny rozgłos. Zazwyczaj wezwanie ambasadora do ministerstwa dotyczy działań rządu reprezentowanego państwa – jak miało to miejsce w styczniu, gdy minister Prévot wezwał ambasadora Iranu w związku z obawami o tłumienie protestów. Znacznie rzadziej powodem jest zachowanie samego ambasadora, a już szczególnie rzadko dotyczy to relacji między sojusznikami.
Czy kryzys może się pogłębić?
Zdaniem Biscopa w skrajnych przypadkach napięcia dyplomatyczne mogą prowadzić do uznania dyplomaty za persona non grata i jego wydalenia, choć jest to środek stosowany wyjątkowo. W obecnej sytuacji taki scenariusz wydaje się mało realny, choć Belgia w ostatnich latach podejmowała podobne decyzje wobec dyplomatów rosyjskich w kontekście wojny w Ukrainie czy rwandyjskich po wycofaniu ambasadora przez Kigali. To jednak rozwiązania ostateczne.
Zdarzenie z udziałem ambasadora White’a wpisuje się w szerszy kontekst. W ubiegłym tygodniu w Polsce ambasador Stanów Zjednoczonych publicznie skrytykował wysokiego rangą przedstawiciela parlamentu, co spotkało się z reakcją premiera Donalda Tuska. W sierpniu ubiegłego roku ambasador USA we Francji został natomiast wezwany do tamtejszego ministerstwa spraw zagranicznych po oskarżeniu władz francuskich o bezczynność wobec narastającego antysemityzmu.
Pojawia się pytanie, czy administracja Trumpa nie zachęca swoich dyplomatów do bardziej ofensywnego stylu działania – na wzór tzw. dyplomacji wilczych wojowników, którą w czasie pandemii promowały Chiny. Pekin ostatecznie wycofał się z tej konfrontacyjnej strategii, uznając ją za szkodliwą dla relacji międzynarodowych.