Nowy premier Regionu Brukselskiego Boris Dilliès (MR) już w pierwszych godzinach po objęciu urzędu zmierzył się z falą krytyki. Wątpliwości wzbudziła jego ograniczona znajomość języka niderlandzkiego – kwestia szczególnie istotna w przypadku szefa rządu dwujęzycznego regionu stołecznego. Polityk, który w sobotę 14 lutego 2026 r. dowiedział się o nominacji zaledwie kilkadziesiąt minut przed wystąpieniem przed mediami, otwarcie przyznaje, że jego poziom niderlandzkiego nie jest wystarczający, i zapewnia, że intensywnie pracuje nad poprawą kompetencji językowych.
Nominacja z zaskoczenia
W rozmowie na antenie RTL-TVi, tuż po głównym wydaniu wiadomości, burmistrz Uccle przyznał, że nie zabiegał o objęcie funkcji premiera regionu. Propozycję otrzymał od przewodniczącego MR Georges’a-Louisa Boucheza, który zadzwonił do niego w sobotę około godziny 7:00. Dilliès stosunkowo szybko zaakceptował ofertę, mając świadomość odpowiedzialności, jaka wiąże się z kierowaniem rządem Regionu Brukselskiego. Jak zaznaczył, mimo skali wyzwań podchodzi do nowej roli z dużym zaangażowaniem.
Miliard oszczędności do 2029 r.
Jednym z kluczowych zadań stojących przed nowym szefem rządu w Brukseli jest przeprowadzenie znaczących oszczędności budżetowych. Zgodnie z ustaleniami siedmiu partii tworzących nową koalicję region ma ograniczyć wydatki o 1 mld euro do 2029 r. Dilliès zwrócił uwagę, że Bruksela posiada 25 instytucji regionalnych, które mają zostać poddane racjonalizacji. Część stanowisk zwolnionych w wyniku przejść na emeryturę nie będzie ponownie obsadzana, jednak – jak zapewnił premier – nie planuje się wprowadzania nowych podatków.
Odnosząc się do polityki mobilności – tematu, który w ostatnich latach wywoływał w stolicy liczne kontrowersje – Dilliès wezwał do pragmatycznego podejścia i wzajemnego poszanowania wszystkich uczestników ruchu. Podkreślił, że nie utożsamia transportu z podziałem na prawicę i lewicę, zaznaczając jednocześnie, że model organizacji ruchu z lat 80. nie odpowiada już współczesnym realiom.
Pytany o to, czy decyzje dotyczące Brukseli będą zapadać w Mons – mieście kojarzonym z wpływami Boucheza – stanowczo temu zaprzeczył. Zaznaczył, że lider partii obdarzył go pełnym zaufaniem.
Niderlandzki – otwarte przyznanie się do słabości
Największe emocje wzbudziła jednak kwestia znajomości języków urzędowych przez nowego premiera regionu. Funkcja ta z natury rzeczy wymaga sprawnego posługiwania się zarówno francuskim, jak i niderlandzkim. Tymczasem podczas sobotnich wystąpień przed niderlandzkojęzycznymi dziennikarzami Dilliès miał wyraźne trudności – jego wypowiedzi były niepewne i mało precyzyjne, co w poniedziałek stało się szeroko komentowane w belgijskich mediach.
W poniedziałek rano, w rozmowie na antenie radia La Première, były burmistrz Uccle wyjaśniał, że od dwóch dekad nie używał regularnie niderlandzkiego. Wcześniej był zatrudniony w prywatnej firmie niderlandzkojęzycznej i – choć nie mówił perfekcyjnie – potrafił się swobodnie komunikować. Po odejściu z sektora prywatnego brak codziennej praktyki sprawił jednak, że jego umiejętności wyraźnie osłabły.
Dilliès nie próbował bagatelizować problemu. Przyznał, że język nieużywany przez lata zanika, a on sam jest winien mieszkańcom Brukseli dobrą znajomość obu języków urzędowych. Określił tę sprawę jako fundamentalną i powiedział wprost: „przyznaję się do winy”. Poinformował również, że uruchomił już konkretne działania mające na celu szybkie podniesienie poziomu niderlandzkiego, nie ujawniając jednak szczegółów.
Jednocześnie zaapelował o zrozumienie w kontekście okoliczności swojej nominacji. Jak podkreślił, w sobotę między godziną 7:15, gdy Georges-Louis Bouchez poinformował go telefonicznie o powierzeniu mu funkcji, a godziną 8:00, kiedy stanął przed kamerami, nie miał czasu na jakiekolwiek przygotowanie językowe.