Rodzinne przedsiębiorstwo Soco, jeden z liderów rynku samochodów odnowionych w Walonii, planuje budowę nowego zakładu w Fleurus. Wartość inwestycji ma wynieść co najmniej 8,5 miliona euro. Dzięki niej spółka chce w dłuższej perspektywie niemal potroić obecny wolumen sprzedaży. Główne centrum rekondycjonowania działa dziś w Courcelles, a część operacji już przeniesiono do Fleurus z powodu braku miejsca. W 2025 r. firma sprzedała 7 300 używanych samochodów klientom indywidualnym w Belgii. Ambicją jest osiągnięcie poziomu nawet 20 000 pojazdów rocznie – więcej niż w 2025 r. sprzedały w Belgii nowe auta marki Toyota czy Škoda.
Odnowione jak z salonu – model biznesowy Soco
Podstawą działalności Soco jest przywracanie pełnej sprawności i estetyki samochodom w wieku od jednego do sześciu lat. Auta przechodzą kompleksowy proces odnowy, tak aby nabywca miał wrażenie zakupu pojazdu niemal jak nowego, ale w wyraźnie niższej cenie. Spółka określa się jako najbardziej profesjonalny podmiot w segmencie rekondycjonowania w Belgii – swoisty „Rolls-Royce” tej branży.
Segment młodych samochodów używanych pozostaje jednak wymagający. W 2025 r. skurczył się on o 7,5 procent, podczas gdy cały rynek aut używanych – wraz ze starszymi rocznikami – lekko wzrósł i osiągnął rekordowy poziom. Mimo to Soco zwiększyło sprzedaż o ponad 2 procent, co – jak podkreśla firma – jest efektem jakości oferowanych usług.
W ofercie znajdują się również pojazdy z zerowym przebiegiem, choć wymagają one jedynie minimalnych prac przygotowawczych. W tym segmencie silną pozycję ma Cardoen, gdzie nowe auta stanowią około 35 procent oferty. Soco chce, aby udział takich samochodów w jego sprzedaży sięgnął docelowo 15 procent, a następnie 20 procent. Co istotne, Cardoen – przejęty przez francuską spółkę Aramisauto, należącą do Stellantisa – rozwija obecnie segment aut używanych.
Rekondycjonowanie w półprzemysłowej skali
Większość pojazdów trafia do centrum w Courcelles, gdzie przechodzą główny etap odnowy. Samochody są najpierw dokładnie myte, a następnie poddawane szczegółowej kontroli technicznej. Po diagnozie zamawiane są potrzebne części i rozpoczyna się półprzemysłowy proces rekondycjonowania.
Soco wyróżnia się na tle wielu europejskich centrów gotowością do przeprowadzania poważnych napraw mechanicznych. Podczas wizyty w zakładzie pracownik Bastien Nagapin wymieniał kompletny silnik w modelu Cupra – operację, na której firma, jak przyznaje, nie osiąga zysku. „Niewielu mechaników potrafi wymienić silnik w dowolnej marce. To rzadka kompetencja” – podkreśla kierownictwo. Tego typu wyzwania przyciągają specjalistów, takich jak mechanik John z punktu w La Louvière, który – jak mówi dyrektor handlowy i serwisowy Frédéric Vassamillet – „szuka wyłącznie skomplikowanych zleceń”.
Soco oferuje gwarancję sięgającą 10 lat. Jeśli naprawa okazuje się zbyt złożona lub kosztowna dla warsztatów partnerskich, firma realizuje ją we własnym zakresie. Bieżąca obsługa serwisowa powierzana jest natomiast autoryzowanym warsztatom wielomarkowym.
Przy naprawach blacharskich każdy pracownik odpowiada za kompleksowe odnowienie jednego auta, zamiast wykonywać powtarzalne czynności w systemie taśmowym. To zwiększa atrakcyjność pracy, ale wymaga większej przestrzeni. Samochody zbyt poważnie uszkodzone trafiają na aukcje przeznaczone dla profesjonalistów.
Inwestycja za co najmniej 8,5 miliona euro
Obecne zaplecze staje się dla firmy zbyt ciasne – obok nowoczesnych kabin do tzw. inteligentnych napraw nadal funkcjonują tradycyjne podnośniki warsztatowe. Zarząd planuje więc skonsolidować wszystkie procesy w nowej fabryce w Fleurus. Projekt jest gotowy, teren wybrany, a wmurowanie kamienia węgielnego przewidziano za około dwa lata. W międzyczasie spółka zamierza rozbudować istniejące obiekty.
„W nowej fabryce, pracując na jedną zmianę, będziemy w stanie obsłużyć do 12 000 samochodów rocznie. Przy dwóch zmianach – nawet 20 000” – wyjaśnia prezes Soco Paul Dewit.
Skupienie działalności w jednym miejscu ma przynieść również oszczędności kosztowe, co jest istotne przy średniej marży brutto wynoszącej 2 700 euro na pojazd. Założyciel firmy Jean-Claude Gathon podchodzi jednak do planów z ostrożnością. „Będziemy rozwijać się etapami. Nie chcemy poświęcać marży dla samego wolumenu. Naszą siłą jest optymalność i elastyczność” – podkreśla.
Przy stanie magazynowym wynoszącym 1 400 aut spółka dysponuje zapasem na około trzy miesiące sprzedaży. „Importerzy planują z rocznym wyprzedzeniem. My potrzebujemy dwóch do trzech miesięcy od zakupu do odsprzedaży. To daje nam dużą elastyczność” – zaznacza Gathon.
Obieg zamknięty i różnorodne źródła zakupu
Soco kupuje samochody w całej Europie – hurtowo od firm leasingowych, ale również bezpośrednio od klientów indywidualnych. Te ostatnie zakupy zyskują na znaczeniu, ponieważ auta z leasingu są coraz częściej elektryczne, a taki napęd w mniejszym stopniu odpowiada klientom firmy.
Uprawnienia do zakupu pojazdów ma około dwunastu pracowników – pięciu wyspecjalizowanych kupców oraz kierownicy centrów. Starsze samochody, oddawane w rozliczeniu, trafiają do sprzedaży dla profesjonalistów. Co tydzień wystawiane są w Fleurus – oględziny odbywają się we wtorki i środy, a aukcje kończą w czwartki. W ten sposób sprzedaje się około 80 aut tygodniowo. W 2025 r. Soco zbyło ponad 3 000 pojazdów innym podmiotom z branży.
Od Citroëna 2CV do 175 pracowników
Początki firmy sięgają handlu Citroënami 2CV. Jean-Claude Gathon, jak sam mówi, jest „przede wszystkim pasjonatem handlu samochodami”. W 1977 r., pracując w Caterpillarze, zauważył różnice cen między Francją a Belgią i rozpoczął weekendową działalność. „Zaczynałem od zera. Kupowałem 2CV za swoją pensję i co tydzień sprzedawałem jeden egzemplarz” – wspomina.
Z czasem zrezygnował z etatu i rozwinął działalność, łącząc handel samochodami z międzynarodową sprzedażą narzędzi. Przejęcie salonu Opla w Charleroi otworzyło nowy etap – ostatecznie prowadził dziesięć koncesji pięciu marek, a przy każdym salonie nabywał grunty pod rozwój Soco.
W 2013 r., z inicjatywy dzieci, zdecydował się skoncentrować wyłącznie na autach używanych, co dało firmie większą niezależność. „Z producentami pole manewru jest ograniczone, a rentowność niewielka. Łączenie sprzedaży nowych i używanych aut jest bardzo skomplikowane” – tłumaczy.
Dziś Soco zatrudnia 175 osób. W 2024 r. spółka osiągnęła EBITDA na poziomie 10 milionów euro przy obrotach rzędu 150 milionów euro. Sieć obejmuje 14 centrów, zapewniając silną obecność w Brukseli i Walonii.
Czy czas na Flandrię?
Rozszerzenie działalności na Flandrię pozostaje otwarte. Próby zbliżenia z Cardoen lub firmą Dex, które umożliwiłyby objęcie całej Belgii, nie przyniosły efektu. Soco bada rynek poprzez swoje centra w Ruisbroek i Zaventem, zanim podejmie decyzję o dalszej ekspansji.
Jean-Claude Gathon dwa lata temu wycofał się z zarządzania operacyjnego, przekazując stery Paulowi Dewitowi, wcześniej związanemu z firmą leasingową Athlon w Belgii. Założyciel stopniowo oddala się od codziennych obowiązków i pracuje nad książką – jak mówi, głównie z myślą o wnukach. Jej tytuł brzmi: „Garagiste par hasard, philosophe sur le tard” – czyli „Właściciel garażu przez przypadek, filozof na stare lata”.