Zakład karny w Jamioulx w rejonie Charleroi zdecydował się otworzyć swoje drzwi, by pokazać opinii publicznej realne warunki panujące za murami. Placówka, zaprojektowana na 385 miejsc, przetrzymuje dziś 417 osadzonych, a 13 dodatkowych materacy leży bezpośrednio na podłodze. Przeludnienie, które dotyka wszystkie więzienia w Belgii – w skali kraju około 13 500 osób odbywa karę w zakładach dysponujących jedynie 11 000 miejscami – oznacza coraz trudniejsze warunki bytowe i rosnące napięcia zarówno wśród osadzonych, jak i personelu. Problem stał się też źródłem poważnego politycznego impasu w rządzie federalnym.
Cachoty zamiast cel dla nowo przybyłych
Zwiedzanie zakładu zaczyna się w tak zwanych celach refleksyjnych – to oficjalna nazwa cachotów i cel izolacyjnych, które w założeniu miały służyć odseparowaniu osób agresywnych lub stanowiących zagrożenie dla siebie i innych. Dyrektorka więzienia Catherine Antoine wchodzi do jednego z takich pomieszczeń o powierzchni zaledwie 5-6 metrów kwadratowych. Na materacu rozłożonym na podłodze siedzi mężczyzna po trzydziestce, który trafił do więzienia dzień wcześniej. Sprawia wrażenie zdezorientowanego i wyczerpanego brakiem snu. Pyta, czy tego dnia będzie mógł wziąć prysznic. Słyszy odpowiedź: „postaramy się”. W Jamioulx brakuje jednak kabin prysznicowych i ciepłej wody, by zapewnić dostęp wszystkim.
W środku unosi się trudny do zniesienia zapach, dobiegający z otworu w podłodze pełniącego funkcję toalety. Nie ma spłuczki – uruchamia się ją wyłącznie z zewnątrz, przez strażników. Nie ma też kranu. W celi stoją jedynie betonowe łóżko oraz wzmocnione okno, przez które wpada zaledwie wąski pas światła.
Na korytarzu przed cachotem stoi Benoît, strażnik z 27-letnim stażem w Jamioulx. Mówi wprost, że z roku na rok jest coraz gorzej. Gdy jednocześnie przybywa wielu nowych osadzonych, w cachotach umieszcza się po dwie osoby. W 2025 r. po raz pierwszy w historii zakładu w jednym cachocie przetrzymywano trzy osoby naraz. Strażnik nie kryje emocji – jego zdaniem to, co się dzieje, należy nazwać znęcaniem się. Stojąca obok dyrektorka Antoine przytakuje.
Cela na 9 metrów kwadratowych dla trzech osób
Kolejny etap wizyty prowadzi do zwykłej celi, w której od kilku dni przebywa trzech osadzonych. Pomieszczenie ma 9 metrów kwadratowych i jest bardzo słabo oświetlone. Na maleńkim stoliku stoi przestarzała kuchenka. Na podłodze leży dodatkowy materac, a toaletę od reszty przestrzeni oddziela jedynie prowizoryczna zasłona z prześcieradła. Na ścianach widać rysunki inspirowane mangą Dragon Ball Z, zostawione przez poprzedniego lokatora. Jeden z więźniów skarży się na myszy i karaluchy biegające po podłodze – martwi się o współlokatora, który śpi na materacu rozłożonym na ziemi. Przyznaje, że cztery dni spędzone wcześniej w cachocie były dla niego lepsze, bo przynajmniej było tam czyściej.
Kevin, trzydziestolatek odbywający wyrok od roku i dziewięciu miesięcy, pracuje w więzieniu jako obsługujący – roznosi posiłki do cel. Mówi, że gdy w jednej celi mieszka trzech ludzi, napięcie między nimi pojawia się niemal natychmiast.
Personel na granicy wytrzymałości
Dyrektorka Catherine Antoine, kierująca zakładem od 20 lat, podkreśla, że przeludnienie uderza we wszystkich. Życie we trójkę na 9 metrach kwadratowych przez 22 godziny na dobę oznacza stałe napięcie, a w razie konfliktu przeniesienie do innej celi jest dziś znacznie trudniejsze niż dawniej.
Rośnie też obciążenie personelu – strażników, pracowników medycznych i administracji. Więcej osadzonych to więcej dokumentacji, tymczasem nie wszystkie etaty są obsadzone. Sam budynek zużywa się szybciej, bo przy nadmiernym obciążeniu infrastruktura niszczeje w przyspieszonym tempie.
Psycholożka z sekcji medycznej, która nie chce ujawniać nazwiska, mówi o wyraźnym wzroście liczby prowadzonych spraw – z około 80 kilka lat temu do 95 obecnie. W praktyce pierwszeństwo zyskują sprawy osób, które najgłośniej się dopominają, kosztem pozostałych. Określa tę sytuację jako przejaw instytucjonalnego braku szacunku wobec ludzi, z którymi pracuje – często kruchych i naznaczonych trudnymi doświadczeniami życiowymi.
Historia budynku, który przerósł swoje możliwości
Więzienie w Jamioulx ma nietypową historię architektoniczną. Projekt powstał w latach 50. XX wieku i został pokazany podczas Wystawy Światowej w 1958 r. jako modelowy przykład nowoczesnego, „humanitarnego” zakładu karnego. Obiekt oddano do użytku w 1975 r. i pierwotnie przewidziano go dla 268 osadzonych. W 2016 r., po niewielkich pracach i po wstawieniu drugich łóżek w istniejących celach – bez budowy nowych pomieszczeń – oficjalną pojemność zwiększono do 385 miejsc. Skrzydło psychiatryczne, zaplanowane dla 24 osób, przyjmuje dziś blisko 50 pacjentów. Na każdą sekcję liczącą 66 mężczyzn przypadają tylko cztery prysznice, dodatkowo w złym stanie technicznym.
Impas polityczny wokół przeludnienia
Przeludnienie w więzieniach pozostaje tematem, który dzieli rząd federalny. Sprawy nie wpisano do porządku obrad piątkowego posiedzenia wąskiego gabinetu (kern). Minister sprawiedliwości Annelies Verlinden (CD&V) miała proponować podczas ostatnich rozmów międzyresortowych zamianę kar pozbawienia wolności na dozór elektroniczny – zarówno dla osób już odbywających wyrok, jak i dla nowo osadzonych – oraz skrócenie kar w tej grupie. Jej zdaniem mogłoby to mieć „ostrożny i akceptowalny wpływ” na liczbę osób śpiących na podłodze.
Jednocześnie gabinet Verlinden wskazuje, że rozmowy prowadzone w tym tygodniu, zwłaszcza z MR, nie doprowadziły do porozumienia na tyle szerokiego, by skierować temat na posiedzenie kern. Według źródeł zbliżonych do rządu spór utknął między MR a CD&V – liberałowie nie mieli odpowiedzieć na ostatnie propozycje minister. Verlinden obawia się, że sprawa będzie dalej odkładana, a ona sama pozostanie jedyną osobą w rządzie, która aktywnie szuka rozwiązań.
Zdaniem dyrektorki – więzienie jako ostateczność
Catherine Antoine podkreśla, że nie ma jednego prostego sposobu na wyjście z kryzysu. Wskazuje na potrzebę wprowadzenia limitów pojemności zakładów karnych, pełnego obsadzenia etatów oraz znalezienia odpowiednich miejsc dla osób przebywających w oddziałach psychiatrycznych. Zwraca uwagę, że między 2008 a 2024 r. w Belgii utworzono 2 600 nowych miejsc więziennych, a mimo to przeludnienie nadal rośnie. Jej zdaniem statystyki penitencjarne pokazują przede wszystkim aktywność wymiaru sprawiedliwości, a nie realny poziom przestępczości. Podkreśla też, że więzienie powinno być ostatecznością, bo to, co dzieje się za murami – niewidoczne dla społeczeństwa – prędzej czy później i tak wraca na zewnątrz: wszyscy osadzeni w końcu odzyskują wolność.