Rząd federalny wyznaczył sobie ambitny cel: do 2035 r. każdy pracownik najemny oraz urzędnik kontraktowy w Belgii ma mieć zapewnioną emeryturę uzupełniającą, czyli drugi filar, ze składką pracodawcy wynoszącą co najmniej 3 procent wynagrodzenia. Aktualne dane pokazują jednak, że realizacja tego planu będzie długotrwała i bardzo kosztowna – mowa o miliardach euro. Jak ironicznie zauważył Steven Janssen, dyrektor generalny Sigedis, instytucji zarządzającej danymi o emeryturach uzupełniających, podczas niedawnej konferencji: „Musimy oszczędzać na emeryturach, więc musimy wydać więcej pieniędzy na emerytury”.
Co trzeci pracownik wciąż bez drugiego filaru
Emerytura uzupełniająca to dodatkowy kapitał gromadzony obok emerytury ustawowej, zazwyczaj w ramach funduszu emerytalnego lub grupowego ubezpieczenia oferowanego przez pracodawcę. Składki pochodzą od pracownika, pracodawcy lub – najczęściej – z obu tych źródeł. W umowie koalicyjnej rząd zapowiedział objęcie tym rozwiązaniem wszystkich pracowników oraz urzędników kontraktowych.
Dane Sigedis pokazują jednak skalę wyzwania. Co trzeci pracownik najemny w Belgii – ponad 1,3 mln osób – nie posiada żadnej emerytury uzupełniającej. Wśród osób o najniższych dochodach odsetek ten sięga 64 procent. Dla porównania, w grupie najlepiej zarabiających brak drugiego filaru dotyczy jedynie nieco ponad 10 procent zatrudnionych.
Dodatkowo 46 procent pracowników – czyli ponad 1,8 mln osób – ma wprawdzie emeryturę uzupełniającą, ale składka pracodawcy jest niższa niż docelowe 3 procent. W grupie o najniższych zarobkach dotyczy to aż 9 na 10 pracowników. Około dwie trzecie osób, które nie osiągają jeszcze poziomu 3 procent, musiałoby co najmniej podwoić obecną składkę pracodawcy, aby zbliżyć się do wymaganego progu. Łącznie niemal 8 na 10 pracowników nie spełnia dziś kryterium zapisanego w umowie koalicyjnej.
Koszty liczone w miliardach
Sigedis oszacował finansowe konsekwencje realizacji rządowego planu. Samo objęcie drugim filarem ze składką pracodawcy na poziomie minimum 3 procent osób, które obecnie nie mają żadnej emerytury uzupełniającej, oznaczałoby koszt przekraczający 871 mln euro. Z kolei podniesienie składki do tego poziomu u pracowników, którzy już posiadają drugi filar, ale z niższą wpłatą, to dodatkowe niemal 1,1 mld euro. W sumie pracodawcy musieliby przeznaczyć blisko 2 mld euro, aby spełnić warunek określony przez rząd.
To jednak nie koniec wydatków. Jak wyliczył Joy Schols z Centrum Badań Socjologicznych (CeSO) na KU Leuven, państwo wspiera drugi filar poprzez ulgi podatkowe oraz preferencyjne stawki składek na ubezpieczenia społeczne od wpłat i zysków zarówno pracowników, jak i pracodawców. Już w 2019 r. łączne koszty publiczne związane z drugim filarem wyniosły 2,1 mld euro. Obecnie kwota ta jest zapewne wyższa i będzie dalej rosnąć wraz z upowszechnianiem składki na poziomie co najmniej 3 procent.
Urzędnicy mianowani – obiecany filar, którego jeszcze nie ma
Osobnym problemem pozostaje sytuacja urzędników mianowanych, dla których drugi filar w ogóle nie został jeszcze wprowadzony. Rząd zapowiedział jego stworzenie, ale dopiero w momencie, gdy emerytury tej grupy zostaną zrównane z emeryturami urzędników kontraktowych.
Z prognoz Komisji ds. Starzenia się Społeczeństwa (Vergrijzingscommissie) wynika, że obecne reformy do 2070 r. obniżą średnią emeryturę urzędniczą o niemal 12 procent, a w niektórych grupach nawet o ponad 20 procent. Profesor Pierre Devolder, specjalista ds. systemów emerytalnych z UCL, uważa, że przy tak znaczących redukcjach trudno będzie uniknąć potrzeby wprowadzenia rekompensaty w postaci drugiego filaru.
Devolder krytycznie ocenia jednak podejście rządu, który uzależnia wprowadzenie nowego filaru od wcześniejszego zrównania świadczeń. Porównuje to do sytuacji, w której ktoś zaczyna przyjmować witaminy dopiero na łożu śmierci. Jego zdaniem budowę drugiego filaru dla urzędników należało rozpocząć już teraz, a nie odkładać jej o 15 czy 20 lat, bo w przeciwnym razie całe pokolenie zapłaci za zwłokę. Wskazuje na dwa możliwe kierunki: wolniejsze tempo cięć w pierwszym filarze emerytalnym urzędników albo zdecydowane przyspieszenie tworzenia drugiego filaru. Tymczasem – jak zauważa – obecne plany przewidują szybkie ograniczanie pierwszego filaru, przy jednoczesnym braku konkretnych działań w sprawie drugiego.