Podczas odbywającego się w tym tygodniu w Antwerpii szczytu European Industry Summit, zorganizowanego przez europejskie lobby chemiczne Cefic, wybrzmiał jasny sygnał ze strony przemysłu: najpierw przetrwać, potem transformować. Przedstawiciele wielu branż wskazywali, że jednym z najpilniejszych działań powinno być obniżenie kosztów emisji CO₂, które w połączeniu z wysokimi cenami energii w Europie stanowią – ich zdaniem – poważne zagrożenie dla konkurencyjności. Propozycje te nie cieszą się jednak pełnym poparciem, nawet wśród samych przedsiębiorców. Koszty dwutlenku węgla uwidaczniają bowiem głębokie różnice interesów między poszczególnymi sektorami gospodarki.
Sektor chemiczny na czele apeli o obniżkę
Belgijska federacja przemysłu chemicznego Essenscia apeluje o szybkie zmiany w europejskim systemie handlu uprawnieniami do emisji CO₂ (ETS – Emissions Trading System). Organizacja podkreśla, że bez korekt trudno będzie utrzymać równe warunki konkurencji wobec regionów świata, w których polityka klimatyczna jest mniej restrykcyjna. W ocenie branży chemicznej obecny system generuje bardzo wysokie koszty, które nie przekładają się na globalne korzyści klimatyczne, a jednocześnie ograniczają możliwości inwestowania w innowacje i procesy dekarbonizacyjne.
Jeszcze ostrzej wypowiada się Jim Ratcliffe, prezes i założyciel brytyjskiego koncernu Ineos. Postuluje on pięcioletnie zawieszenie podatku węglowego oraz ponowną analizę jego celów i skutków. Belgijski minister gospodarki David Clarinval (MR) podczas szczytu w Antwerpii jednoznacznie poparł stanowisko sektora chemicznego, stwierdzając, że koszt CO₂ musi zostać obniżony, w przeciwnym razie europejski przemysł nie przetrwa.
Czym jest system ETS?
Europejski system handlu uprawnieniami do emisji (SEQE, czyli ETS) funkcjonuje od 2005 r. jako narzędzie ograniczania emisji CO₂ w przemyśle. Obejmuje on obecnie przemysł ciężki, producentów energii elektrycznej, lotnictwo oraz transport morski. Do 2030 r. podmioty objęte systemem mają zmniejszyć emisje o 62 procent.
Zasada działania ETS polega na stopniowym ograniczaniu liczby dostępnych uprawnień do emisji. Wraz ze zmniejszaniem puli rośnie cena tony CO₂, co ma motywować przedsiębiorstwa do inwestycji w technologie niskoemisyjne. Obecnie cena uprawnienia w Europie utrzymuje się na poziomie nieco powyżej 70 euro za tonę CO₂.
Groźba deindustrializacji zamiast dekarbonizacji
Krytycy systemu ETS wskazują na ryzyko tzw. wycieku węglowego, czyli przenoszenia produkcji poza Europę do krajów o łagodniejszych regulacjach klimatycznych. W takim scenariuszu kontynent traci miejsca pracy i zakłady przemysłowe, a globalne emisje nie ulegają realnemu zmniejszeniu.
Ilham Kadri, organizatorka i moderatorka szczytu w Antwerpii, zwraca uwagę, że jednoczesny wzrost cen energii i uprawnień ETS może sprawić, iż obciążenia finansowe wyprzedzą tempo, w jakim firmy są w stanie wdrażać rozwiązania dekarbonizacyjne. Wówczas system zaczyna sprzyjać deindustrializacji zamiast dekarbonizacji. Kadri podkreśla, że w ciągu ostatnich czterech lat Europa utraciła blisko 10 procent mocy produkcyjnych w sektorze chemicznym.
Sébastien Dossogne, prezes waloońskiej grupy Carmeuse produkującej wapno, ocenia sytuację jeszcze ostrzej. Jego zdaniem Europa stosuje wobec własnego przemysłu coraz silniejszy „kij”, podczas gdy wiele innych regionów świata nie wprowadza podobnych obciążeń. W efekcie konkurencyjność firm słabnie zarówno na rynku wewnętrznym, jak i w eksporcie. Dossogne mówi wprost o ryzyku przemysłowego samobójstwa.
Linia podziału wśród przemysłowców
Nie wszystkie branże popierają jednak zamrożenie lub obniżenie ceny CO₂. Z ekonomicznego punktu widzenia niższa cena emisji osłabia bodziec do ograniczania jej poziomu.
Axel Eggert, dyrektor generalny Eurofer – federacji producentów stali – uważa, że kluczowe nie jest obniżanie ceny CO₂, lecz zapewnienie tańszej energii, skutecznej ochrony handlowej przed importem produktów o wysokim śladzie węglowym oraz stworzenie europejskiego rynku promującego wyroby ekologiczne. Podkreśla, że cele neutralności klimatycznej nie powinny być rozmiękczane. Zwraca jednak uwagę, że przedsiębiorstwa, które już zainwestowały dziesiątki milionów euro w transformację, nie mogą być w tej sytuacji poszkodowane.
Stijn Vercammen, dyrektor ds. energii i transformacji przemysłowej w Deloitte, potwierdza, że przemysł nie mówi jednym głosem. W sektorze cementowym, skoncentrowanym głównie na rynkach lokalnych, stabilny ETS w połączeniu z mechanizmem CBAM i zielonymi zamówieniami publicznymi może wystarczyć do przeprowadzenia transformacji. Wycofanie się z systemu osłabiłoby natomiast inwestycje w technologie wychwytywania CO₂. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w przemyśle chemicznym, silnie uzależnionym od eksportu i konkurującym globalnie.
Inteligentny amortyzator zamiast odwrotu od ambicji?
Ilham Kadri ostrzega przed pochopnym osłabieniem sygnału cenowego ETS. Trwałe i powszechne obniżenie ceny CO₂ mogłoby zahamować inwestycje w elektryfikację, niskoemisyjne surowce i innowacyjne technologie.
Jej zdaniem ewentualne zamrożenie lub spowolnienie wzrostu kosztów emisji mogłoby być zgodne z celami Zielonego Ładu, ale wyłącznie jako rozwiązanie tymczasowe i precyzyjnie ukierunkowane. Kluczowe jest uznanie, że jeden model nie odpowiada potrzebom wszystkich sektorów. Mechanizm stabilizacyjny powinien jednocześnie chronić firmy inwestujące w dekarbonizację i zapobiegać niepotrzebnej utracie przemysłu w Europie.
Sébastien Dossogne proponuje swoisty „czas zatrzymania” w kwestii cen CO₂, aby w tym okresie zidentyfikować najbardziej narażone branże, opracować zabezpieczenia przed gwałtowną inflacją kosztów i zdecydować, jaki model przemysłowy Europa chce rozwijać w przyszłości. Wskazuje, że różnice w intensywności emisji i marżach między sektorami są tak duże, iż koszty CO₂ oddziałują na nie w sposób bardzo asymetryczny.
Przegląd systemu ETS jeszcze w tym roku
Komisja Europejska zapowiedziała kompleksowy przegląd systemu ETS w trzecim kwartale bieżącego roku, wraz z możliwością wprowadzenia zmian. Otwartą kwestią pozostaje, jakie gwarancje realnej dekarbonizacji będą towarzyszyć ewentualnym korektom. Pogodzenie oczekiwań branż znajdujących się w odmiennych sytuacjach i działających w różnym tempie transformacji zapowiada się jako wyjątkowo trudne wyzwanie – szczególnie w momencie, gdy dla części z nich stawką jest samo przetrwanie.