W belgijskiej debacie publicznej wiele miejsca poświęca się historycznym zdobyczom socjalnym kojarzonym z lewicą, które w ostatnich dwóch-trzech dekadach są stopniowo ograniczane z powodów ideologicznych lub budżetowych. Znacznie rzadziej analizuje się zjawisko odwrotne – reformy wprowadzone przez rządy prawicowe, które z czasem utrwaliły się na tyle, że dziś uchodzą za rozwiązania trwałe. Ograniczenie w czasie zasiłków dla bezrobotnych, usługa minimalna na kolei SNCB/NMBS, podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat czy odchodzenie od mianowania urzędników służby cywilnej to przykłady zmian, które można określić jako swoiste „zdobycze socjalne” prawicy. Ich wspólnym mianownikiem jest to, że obecnie niemal nikt – ani po prawej, ani po lewej stronie sceny politycznej – nie rozważa poważnie ich cofnięcia. Stały się politycznym tabu.
Reforma systemu zasiłków dla bezrobotnych
Jednym z najważniejszych przykładów jest reforma przepisów dotyczących zasiłków dla bezrobotnych, przyjęta przez Izbę Reprezentantów 18 lipca 2025 r. z inicjatywy rządu Arizona kierowanego przez premiera Barta De Wevera (N-VA). Nowe zasady są wdrażane etapami od 1 stycznia bieżącego roku. Kluczową zmianą było wprowadzenie ograniczenia czasowego pobierania świadczenia, co oznacza odejście od modelu bezterminowego.
Zwolennicy uznają tę reformę za konieczną modernizację systemu, krytycy mówią o osłabieniu zabezpieczenia społecznego. Jednak sam postulat powrotu do zasiłku bez limitu czasowego jest dziś postrzegany jako politycznie nierealny. Nawet Paul Magnette, lider Partii Socjalistycznej (PS), przyznał publicznie, że przywrócenie nieograniczonego w czasie zasiłku jest po prostu niemożliwe.
Usługa minimalna na kolei SNCB/NMBS
Drugim przykładem jest wprowadzenie usługi minimalnej na kolei. Przepisy z listopada 2017 r., przyjęte z inicjatywy rządu koalicji szwedzkiej pod przewodnictwem Charlesa Michela (MR), miały zagwarantować ciągłość przewozów podczas strajków. Trzy lata później regulacja została zatwierdzona przez belgijski Trybunał Konstytucyjny.
W praktyce strajki w SNCB/NMBS nadal się odbywają, lecz ich skutki są ograniczone. Pociągi kursują według okrojonych rozkładów jazdy, a pasażerowie muszą liczyć się z utrudnieniami, jednak całkowity paraliż kolei stał się mało prawdopodobny. Zdolność wywierania presji na zarząd spółki i rząd została istotnie osłabiona. Otwarte postulowanie zniesienia usługi minimalnej właściwie nie pojawia się w debacie politycznej.
Wiek emerytalny podniesiony do 67 lat
Kolejną reformą, która utrwaliła się w systemie, jest podniesienie ustawowego wieku emerytalnego. W lipcu 2015 r., również za rządów Charlesa Michela, Izba Reprezentantów zatwierdziła stopniowe zwiększenie wieku przejścia na emeryturę do 67 lat. Od tamtego momentu decyzja ta jest traktowana jako rozstrzygnięta.
Choć partie lewicowe – PS, PTB oraz Ecolo – wciąż formalnie wpisują do swoich programów postulat powrotu do granicy 65 lat, temat ten nie stanowi już centralnego elementu sporu politycznego. Cofnięcie reformy jest powszechnie uznawane za mało realne.
Odchodzenie od mianowania urzędników
Czwartym obszarem zmian jest wygaszanie systemu mianowania urzędników w administracji publicznej. Od kilku lat obserwuje się ograniczanie rekrutacji na zasadach mianowania, a w dłuższej perspektywie planowane jest dalsze odchodzenie od tego modelu zatrudnienia, który przez dekady dominował w belgijskiej służbie publicznej.
Kwestia ta budzi obecnie szczególne emocje w kontekście szkolnictwa we Wspólnocie Francuskiej i jednocześnie stanowi istotny punkt programu obecnego rządu federalnego. Również w tym przypadku powrót do szerokiego systemu mianowań postrzegany jest jako rozwiązanie nierealne – zarówno z przyczyn politycznych, jak i ekonomicznych.
Kierunek uznany za nieodwracalny
Wspomniane reformy, a także inne podobne decyzje o charakterze strukturalnym, wpływają na kształt belgijskiego modelu społeczno-gospodarczego. Wśród partii prawicowych, a w pewnym stopniu także po stronie lewicy, dominuje przekonanie, że obrany kierunek jest trwały i wpisuje się w długofalową logikę zmian.
Dziennikarz David Coppi z dziennika „Le Soir” zauważa z ironią, że przypomina to odwróconą wersję marksistowskiego determinizmu historycznego – jak gdyby historia miała z góry wyznaczony kierunek, z którego nie sposób zawrócić.