Po wczorajszym rozległym pożarze w Ledegem mieszkańcy okolicznych domów mogą dziś po południu wrócić do swoich nieruchomości. W trakcie akcji gaśniczej do otoczenia przedostały się cząsteczki azbestu, dlatego część osób musiała spędzić noc poza domem. Obecnie trwa oczyszczanie ulicy z zanieczyszczeń. Nadal obowiązuje jednak zakaz wchodzenia do ogrodów, gdzie również osiadł azbest i który musi zostać usunięty. Ograniczenia objęły łącznie 16 gospodarstw domowych w sąsiedztwie spalonego obiektu.
Potężny pożar zniszczył magazyn i dom właścicieli
W środę wieczorem ogień wybuchł w magazynie firmy zajmującej się handlem owocami i warzywami w Ledegem, w prowincji West-Vlaanderen. Hala magazynowa oraz dom właścicieli zostały całkowicie zniszczone. W wyniku pożaru do środowiska uwolniły się włókna azbestu, które opadły w najbliższej okolicy. Wstępne ustalenia wskazują, że źródłem ognia mógł być piec opalany drewnem znajdujący się z tyłu budynku.
Ze względu na zagrożenie wyznaczono strefę bezpieczeństwa, a mieszkańcy 16 domów nie mogli spędzić nocy we własnych mieszkaniach. Gmina zorganizowała dla nich tymczasowe zakwaterowanie. Straż pożarna przez całą noc prowadziła działania gaśnicze i zabezpieczała teren.
Wspólne ustalenia służb i władz lokalnych
Około południa odbyło się spotkanie przedstawicieli gminy, straży pożarnej, ubezpieczycieli oraz firmy specjalizującej się w usuwaniu azbestu. „Ulica zostanie jeszcze dziś po południu oczyszczona, a następnie mieszkańcy będą mogli stopniowo wracać do swoich domów” – poinformował burmistrz Bart Dochy z partii CD&V.
Zakaz wstępu do ogrodów pozostaje jednak w mocy. „Tam również znajdują się cząsteczki azbestu” – wyjaśnił burmistrz. „Specjalista sporządza obecnie szczegółową inwentaryzację skażenia w każdym ogrodzie. W niektórych przypadkach domy są ze sobą połączone, co oznacza, że prace związane z usuwaniem azbestu muszą być odpowiednio skoordynowane.”
Mieszkańcy otrzymali także zalecenie, aby do czasu zakończenia prac nie korzystać z wody zgromadzonej w zbiornikach na deszczówkę ani z wody opadowej.
Ewakuowani w urzędzie gminy lub u rodziny
Osoby, które nie mogły wrócić do swoich domów, zostały przyjęte w budynku urzędu gminy albo znalazły schronienie u rodziny i znajomych. „Tym mieszkańcom, którzy musieli stawić się w pracy, wystawiliśmy zaświadczenia potwierdzające sytuację siły wyższej” – dodał burmistrz Dochy.
Geoffrey Glorieux, jeden z mieszkańców okolicy, również nie mógł spędzić nocy w domu. „Około 19:30 dowiedzieliśmy się, że nie możemy tu zostać na noc. Pojechaliśmy do moich rodziców. Spodziewaliśmy się takiej decyzji, bo słyszeliśmy, że chodzi o azbest. Nasz dom nie został uszkodzony i to jest najważniejsze. Mamy nadzieję, że dziś po południu wrócimy do siebie.”
Marijke, która mieszka w pobliżu miejsca pożaru, także musiała opuścić swój dom. „Zatrzymaliśmy się w pensjonacie” – mówi. „Dzięki pomocy gminy szybko znaleźliśmy rozwiązanie, choć niewiele spaliśmy. Wciąż ma się przed oczami dym i słyszy się odgłosy akcji. W domu zostały nasze dwa koty. Liczymy, że jeszcze dziś będziemy mogli wrócić.”