Planowana przez rząd Barta De Wevera reforma podatku od towarów i usług wywołała ostrą debatę polityczną i społeczną. Poważne zastrzeżenia zgłosiła nie tylko Rada Stanu – przeciwko projektowi występują także partie opozycyjne oraz część opinii publicznej. Przedsiębiorca Marc Coucke zwrócił na sprawę dodatkową uwagę, kpiąc z założeń reformy w viralowym skeczu, który zdobył dużą popularność w internecie. Najczęściej podnoszony zarzut dotyczy ryzyka stworzenia wyjątkowo skomplikowanego i nieczytelnego układu stawek, który może okazać się trudny do zastosowania w praktyce. Wraz z narastającą krytyką temat ponownie trafia na rządowy stół, a wraz z nim pytanie o możliwe alternatywy oraz o to, jak mogłyby one odbić się na wydatkach osób mieszkających w Belgii.
Źródła masowej krytyki reformy
Sednem sporu jest poziom złożoności proponowanych rozwiązań. Reforma przewiduje nowe rozróżnienia w obrębie obecnych obniżonych stawek VAT – 6 procent i 12 procent. W założeniu miałoby to umożliwić bardziej precyzyjne, celowane opodatkowanie poszczególnych kategorii towarów i usług. Krytycy wskazują jednak, że w praktyce taki model może przerodzić się w skomplikowany mechanizm, generujący liczne wątpliwości co do właściwej interpretacji przepisów.
Często przywoływanym przykładem są produkty żywnościowe. Zgodnie z koncepcją reformy o tym, czy zastosuje się stawkę 6 procent, czy 12 procent, miałyby decydować m.in. sposób przygotowania produktu oraz jego trwałość. W rezultacie posiłek przeznaczony do natychmiastowego spożycia mógłby zostać opodatkowany inaczej niż produkt o dłuższym terminie przydatności.
Podobne rozróżnienia miałyby objąć sektor kultury. Bilety na koncert muzyki rozrywkowej oraz na spektakl operowy podlegałyby innym stawkom VAT. Takie niuanse sprawiają, że projekt staje się trudny do wytłumaczenia obywatelom, a dla przedsiębiorców – kłopotliwy w codziennym stosowaniu.
Ostrzeżenia Rady Stanu przed niepewnością prawną
Rada Stanu, będąca najważniejszym organem doradczym rządu belgijskiego w sprawach prawnych, wydała mocne ostrzeżenie przed skutkami nadmiernie rozbudowanego systemu. Zdaniem instytucji taka konstrukcja przepisów niemal nieuchronnie prowadzi do niepewności prawnej, co może negatywnie odbić się na funkcjonowaniu gospodarki.
W praktyce przedsiębiorcy znaleźliby się w sytuacji, w której musieliby na bieżąco rozstrzygać, jaka stawka VAT dotyczy konkretnego produktu lub usługi. Spory interpretacyjne oznaczają realne ryzyko błędów w rozliczeniach, a to może skutkować kontrolami skarbowymi oraz decyzjami o karach finansowych.
Presja na korektę rządowych planów
Skala krytyki sprawia, że rośnie prawdopodobieństwo wprowadzenia istotnych zmian w projekcie. Co istotne, zastrzeżenia formułuje nie tylko opozycja parlamentarna, ale także część polityków koalicji rządzącej, co dodatkowo komplikuje układ sił i zwiększa presję na korektę.
Jednym z rozważanych wariantów jest utrzymanie ogólnej koncepcji reformy, ale z jednoczesnym wyraźnym uproszczeniem i doprecyzowaniem zapisów. Oznaczałoby to m.in. ostrzejsze definicje kategorii towarów i usług, ograniczenie liczby wyjątków oraz zaprojektowanie reguł w sposób zrozumiały dla wszystkich uczestników rynku.
Część ekspertów ekonomicznych i prawnych podkreśla jednak, że samo operowanie wieloma podkategoriami zwykle prowadzi do skomplikowania przepisów. Im więcej wyjątków w systemie podatkowym, tym większe ryzyko sporów interpretacyjnych oraz długich batalii przed sądami administracyjnymi.
Prostsze alternatywy obciążające portfele obywateli
W dyskusji pojawiają się także dwa inne scenariusze, które już wcześniej analizowano w kręgach decyzyjnych. Pierwszy zakłada podniesienie standardowej stawki VAT z 21 procent do 22 procent. Z punktu widzenia administracji to rozwiązanie bardzo proste: struktura stawek się nie zmienia, a korekcie ulega wyłącznie jeden wskaźnik procentowy.
Dla państwa byłby to przejrzysty sposób na zwiększenie wpływów budżetowych. Jednocześnie jednak osoby mieszkające w Belgii odczułyby skutki niemal natychmiast – wzrosłyby ceny praktycznie wszystkich towarów i usług objętych stawką podstawową.
Druga alternatywa to połączenie dwóch obniżonych stawek – 6 procent i 12 procent – w jedną, wspólną stawkę 9 procent. Mniejsza liczba stawek automatycznie ogranicza liczbę wyjątków i zmniejsza pole do interpretacyjnych sporów. W takim wariancie część produktów i usług zdrożałaby, a część mogłaby potanieć – w zależności od tego, czy dziś obowiązuje na nie 6, czy 12 procent.
Szczególnie dotkliwe dla budżetów domowych byłoby podniesienie opodatkowania dóbr podstawowych, które obecnie korzystają ze stawki 6 procent. Po wprowadzeniu jednolitej stawki 9 procent ich ceny poszłyby w górę, co bezpośrednio przełożyłoby się na wzrost kosztów życia dla wszystkich osób mieszkających w kraju. Również ten wariant oznaczałby więc odczuwalne obciążenie finansowe.
Fundamentalne wyzwanie dla rządu
Władze Belgii muszą pogodzić dwa cele, które często stoją ze sobą w sprzeczności. Z jednej strony potrzebne jest możliwie dalekie uproszczenie systemu, aby był jasny, przewidywalny i dało się go sprawnie stosować. Z drugiej – rząd poszukuje sposobów na zwiększenie wpływów z podatku od towarów i usług.
Trudność polega na tym, że ugrupowania wchodzące w skład koalicji rządzącej obawiają się nadmiernego obciążenia własnego elektoratu. Te obawy sprzyjają próbom wyłączania kolejnych grup produktów i usług lub tworzenia szczególnych wyjątków. Paradoks polega na tym, że im więcej takich wyjątków się pojawia, tym bardziej nieczytelny i złożony staje się cały system, co w skrajnym przypadku może doprowadzić do jego praktycznej niewydolności.