Rząd Belgii, kierowany przez premiera Barta De Wevera, dąży do przywrócenia Beneluksowi roli jednego z motorów integracji europejskiej. W momencie, gdy Unia Europejska zmaga się z problemami konkurencyjności, a uzgodnienia między wszystkimi 27 państwami członkowskimi napotykają coraz większe trudności, Bruksela proponuje, aby trójstronne porozumienie Belgii, Holandii i Luksemburga stało się swoistym laboratorium dla nowych rozwiązań gospodarczych i prawnych. Koncepcja ta zakłada m.in. stworzenie wspólnego statusu prawnego dla firm działających w ramach Beneluksu, rozwój unii oszczędności i inwestycji oraz zniesienie barier w swobodnym przepływie usług. Minister spraw zagranicznych Maxime Prévot skierował już oficjalny list do nowej sekretarz generalnej Unii Benelux Ariadne Petridis, apelując o pogłębienie integracji w oparciu o artykuł 350 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Pomysł spotyka się jednak z ostrożnym podejściem partnerów, a jego realizację dodatkowo komplikuje pojawienie się konkurencyjnej inicjatywy, czyli tzw. grupy sześciu największych państw UE.
Wizja premiera De Wevera i powrót do historycznej wspólnoty
Bart De Wever regularnie podkreśla potrzebę wzmocnienia Beneluksu jako przykładu dla całej Europy. Na razie nie precyzuje jednak, jakie konkretne obszary współpracy miałyby zostać pogłębione. Szef rządu federalnego mówi jedynie o „kilku dziedzinach”, w których integracja trójstronna powinna nabrać nowego impulsu, zaznaczając, że szczegóły wymagają wcześniejszych uzgodnień z partnerami. Jak obrazowo ujmuje, zanim zabrzmi „nowa partytura”, konieczne jest zestrojenie instrumentów.
Z nieoficjalnych informacji wynika jednak, że w grę wchodzą bardzo konkretne pomysły. Unia Europejska pracuje nad koncepcją jednolitego statusu spółki, tzw. 28. reżimu, określanego jako „EU Inc.”. Pojawia się więc pytanie, czy Belgia, Holandia i Luksemburg mogłyby wyprzedzić te prace, tworząc własny odpowiednik w postaci „Benelux Inc.”. Podobnie wygląda kwestia unii oszczędności i inwestycji, której wdrożenie na poziomie całej UE napotyka opór części państw członkowskich. W tym kontekście rozważane jest, czy trzy kraje Beneluksu mogłyby zainicjować ją samodzielnie. Dyskutuje się także o zniesieniu barier, które wciąż utrudniają pełną swobodę świadczenia usług między trzema państwami, bez czekania na postępy na szczeblu całej Unii. Choć nikt nie twierdzi, że byłoby to łatwe, zwolennicy tej drogi podkreślają, że przy wystarczającej woli politycznej takie rozwiązania są możliwe.
Argument konieczności, nie romantyzmu
Determinacja Barta De Wevera w tej sprawie jest wyraźna. Premier postrzega Benelux jako nawiązanie do historycznej wspólnoty dawnych Niderlandów. „My, historyczne Niderlandy, jesteśmy w stanie wskazać Europie drogę” – mówił we wrześniu ubiegłego roku w Amsterdamie. Pod koniec stycznia, podczas wystąpienia w brukselskim kompleksie Tour & Taxis, przekonywał z kolei, że „moglibyśmy stać się gigantem”. Rozpad historycznych Niderlandów, czyli dzisiejszego Beneluksu, określa jako największą katastrofę w dziejach regionu i nie kryje osobistej nadziei na jego ponowne zjednoczenie. Jednocześnie zaznacza, że zacieśnianie współpracy nie wynika z sentymentów, lecz z politycznej konieczności. W jego ocenie brak działania byłby zaniedbaniem obowiązków.
Potencjał tej współpracy jest znaczący. Jak zauważył niedawno ekonomista Herman Matthijs z Uniwersytetu w Gandawie, gdyby Benelux funkcjonował jako jedno państwo, zajmowałby szóste miejsce w Unii Europejskiej pod względem liczby ludności i czwarte pod względem siły gospodarczej. Region dysponuje dwoma portami o światowej randze – Antwerpią-Bruggią i Rotterdamem – oraz dwoma liderami w sektorze półprzewodników: holenderskim producentem maszyn ASML i flamandzkim ośrodkiem badawczym Imec. Zdaniem Matthijsa możliwe odrodzenie Beneluksu stanowiłoby interesującą opcję dla wzmocnienia pozycji tych trzech krajów, zwłaszcza jeśli Unia Europejska nadal będzie borykać się z trudnościami decyzyjnymi.
Wspólna ambicja po obu stronach granicy językowej
Choć temat Beneluksu jest szczególnie żywy w północnej, niderlandzkojęzycznej części Belgii, ambicje związane z tą inicjatywą podziela również strona francuskojęzyczna, przynajmniej na poziomie dyplomatycznym. Minister spraw zagranicznych Maxime Prévot z partii Les Engagés podkreśla, że Benelux posiada „ogromny potencjał, który należy lepiej zbadać i wykorzystać”. W nocie dotyczącej polityki ogólnej ujawnił, że skierował list do nowej sekretarz generalnej Unii Benelux, Ariadne Petridis, wzywając do dalszego pogłębiania integracji trzech państw w oparciu o artykuł 350 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.
Do tego przepisu odwoływał się wcześniej również Bart De Wever, określając go mianem kluczowego instrumentu. Artykuł ten jasno stwierdza, że Unia Europejska nie stoi na przeszkodzie istnieniu i funkcjonowaniu Beneluksu. Premier widzi w nim „ogromne” możliwości, zwłaszcza w obszarach kultury, edukacji i gospodarki, które mogłyby wzmocnić wspólną pozycję trzech krajów w Europie. Z perspektywy rządu federalnego jest to pierwszy sygnał wysłany do Hagi i Luksemburga: artykuł 350 powinien stać się narzędziem ofensywnym, pozwalającym na przyspieszenie współpracy. Pytanie pozostaje jednak otwarte: czy rzucone propozycje mają szansę przełożyć się na konkretne działania.
Historyczna rola prekursora i okres stagnacji
Siedziba Sekretariatu Unii Benelux przy rue de la Régence w Brukseli sprawia wrażenie skromnej. W wąskim holu recepcyjnym, obok dwóch żółtych foteli, wiszą portrety trzech par królewskich, symbolizujące unię, którą trzy rządy na uchodźstwie przypieczętowały już w 1944 r. w Londynie.
To historyczne porozumienie miało ogromny wpływ na późniejszą integrację europejską. Benelux jako pierwszy zniósł cła na wspólnych granicach i wprowadził wspólne opodatkowanie towarów napływających z zewnątrz, wyprzedzając o 25 lat europejską unię celną. Równie nowatorskie było wprowadzenie swobodnego przepływu osób na długo przed powstaniem strefy Schengen. Później jednak dynamika osłabła. Jak przyznaje jedno ze źródeł rządowych w Belgii, od momentu wdrożenia Schengen integracja na poziomie Unii Europejskiej zepchnęła Benelux na dalszy plan, a zainteresowanie polityczne tą formą współpracy wyraźnie zmalało.
Ariadne Petridis, która objęła stanowisko sekretarz generalnej Unii Benelux w styczniu bieżącego roku, podkreśla, że Benelux powinien ponownie odegrać rolę prekursora. Zauważa przy tym, że obecne napięcia geopolityczne sprzyjają wzrostowi zainteresowania współpracą regionalną. Jej zdaniem Benelux może być użytecznym narzędziem do wypracowywania wspólnych stanowisk, co zwiększa wpływ trzech państw na decyzje podejmowane w Unii Europejskiej. Nie odnosi się jednak bezpośrednio do belgijskich apeli, uznając, że na ich ocenę jest jeszcze zbyt wcześnie, i koncentruje się na przedstawieniu dotychczasowych osiągnięć.
Konkretne osiągnięcia w różnych dziedzinach
Lista tych osiągnięć jest rozbudowana. W obszarze bezpieczeństwa od 2023 r., na mocy traktatu policyjnego, służby porządkowe mogą prowadzić transgraniczne pościgi. W dziedzinie edukacji w ramach Beneluksu uproszczono procedury uznawania dyplomów, eliminując konieczność długiego oczekiwania i ponoszenia opłat administracyjnych. Dla przedsiębiorstw uruchamiany jest projekt Business Wallet, czyli scentralizowane dossier biznesowe ułatwiające wymianę dokumentów z administracją publiczną. W odpowiedzi na niedobory siły roboczej trwają również prace nad harmonizacją zasad uznawania kwalifikacji zawodowych.
Sekretarz generalna Ariadne Petridis podkreśla, że właśnie tego typu praktyczne działania stanowią fundament dalszej współpracy i realnie wpływają na codzienne funkcjonowanie obywateli oraz firm w trzech krajach.
Ostrożne reakcje partnerów i długa droga przed Belgią
Choć konkretne projekty już istnieją, realizacja ambitnych, przełomowych planów wymaga czasu i jednomyślności. „Liczymy na pierwsze rezultaty w ciągu sześciu miesięcy, ale poruszamy się po kruchym lodzie. To musi być inicjatywa trójstronna – musimy przekonać naszych holenderskich i luksemburskich partnerów” – przyznaje źródło w rządzie federalnym. Reakcje partnerów są na razie powściągliwe. W Luksemburgu podkreśla się, że najpierw należy poczekać na odpowiedź sekretariatu generalnego Beneluksu na list Belgii, a dopiero potem wspólnie zdecydować o dalszych krokach. Po stronie holenderskiej nowy rząd nie jest jeszcze w pełni ukształtowany, choć pojawiają się zapewnienia o gotowości do poszukiwania możliwości pogłębienia współpracy w ramach Beneluksu.
Jeden z europejskich dyplomatów zwraca uwagę, że kraje Beneluksu nie zawsze mają zbieżne wizje w kwestiach konkurencyjności, ale jeśli mają podjąć wspólną pracę, obecny moment może być sprzyjający. Podkreśla również, że idea posuwania się naprzód w mniejszych grupach państw, aby przełamywać impasy na forum wszystkich 27, zyskuje na znaczeniu, zwłaszcza po grudniowym szczycie Rady Europejskiej.
Konkurencyjna inicjatywa „grupy sześciu”
Sytuację dodatkowo komplikuje pojawienie się nowej inicjatywy. Pod koniec stycznia kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił zacieśnienie współpracy między Niemcami, Francją, Włochami, Hiszpanią, Polską i Holandią. Powstała w ten sposób tzw. grupa sześciu, obejmująca największe państwa Unii Europejskiej, przecina symbolicznie „historyczne Niderlandy”, do których tak często odwołuje się belgijski premier.
Dla belgijskiej strategii jest to poważne wyzwanie. Jeśli Holandia jednocześnie angażuje się w szerszą inicjatywę z największymi graczami UE, pytanie o priorytet, jaki nada Beneluksowi, staje się kluczowe. Pozostaje więc otwarte, czy trójstronne porozumienie zdoła przebić się jako realna siła na europejskiej scenie politycznej, czy też pozostanie przede wszystkim strukturą o znaczeniu symbolicznym.