Federalne Ministerstwo Sprawiedliwości analizuje możliwość zacumowania pływającego więzienia w jednym z belgijskich portów jako nadzwyczajnego sposobu na ograniczenie narastającego przeludnienia w zakładach karnych. Taka infrastruktura miałaby pomieścić 300-350 osób, a inspiracją są holenderskie rozwiązania znane jako „bajesboten”. Minister sprawiedliwości Annelies Verlinden z CD&V potwierdza, że brane są pod uwagę wszystkie dostępne warianty, także ta niekonwencjonalna propozycja. Sektor prywatny już sygnalizuje gotowość do udziału w przedsięwzięciu – konsorcjum, w którym uczestniczy firma ochroniarska Protection Unit, zgłosiło chęć zarządzania pływającym zakładem karnym. Według przedstawicieli firmy ponton mógłby być gotowy już latem bieżącego roku. Jednocześnie projekt natrafia na liczne bariery prawne, techniczne i organizacyjne, przez co jego wdrożenie jest znacznie bardziej złożone, niż mogłoby wynikać z samej idei. Sam fakt, że rozważane jest tak nietypowe rozwiązanie, pokazuje skalę presji, z jaką mierzą się władze wobec bardzo trudnej sytuacji w belgijskim systemie penitencjarnym.
Holenderskie doświadczenia jako punkt odniesienia
W Holandii od lat wykorzystywano pływające konstrukcje jako element systemu detencji, zwłaszcza w okresach zwiększonego zapotrzebowania na miejsca dla osadzonych. Holenderskie „bajesboten” stały się jednym z narzędzi stosowanych w sytuacjach, gdy tradycyjna infrastruktura okazywała się niewystarczająca. Co istotne, podobna jednostka funkcjonuje od 2015 r. w belgijskiej Gandawie, choć w innym celu – od czasu kryzysu migracyjnego ponton służy tam jako miejsce zakwaterowania migrantów, którzy nie są jednak zamykani i nie mają ograniczonej swobody poruszania się. Rozwiązanie to działa do dziś i stanowi pewnego rodzaju precedens w wykorzystywaniu pływających struktur w zadaniach publicznych.
Doświadczenia związane z pontonem w Gandawie mogą być dla władz punktem odniesienia przy ocenie wykonalności podobnej infrastruktury. Jednocześnie różnica między miejscem zakwaterowania a pełnoprawnym zakładem karnym jest zasadnicza i wymaga całkowicie odmiennego podejścia do kwestii bezpieczeństwa, wyposażenia oraz standardów detencji.
Zainteresowanie sektora prywatnego i harmonogram realizacji
Koncepcja nie pozostała bez odpowiedzi ze strony biznesu. Konsorcjum firm, w tym Protection Unit, oficjalnie zgłosiło gotowość do zarządzania planowanym więzieniem na wodzie. Steven Van Doorne, administrator w firmie, przedstawia wariant zakładający szybkie uruchomienie projektu – według niego pływający zakład karny mógłby rozpocząć działanie już latem.
Van Doorne wskazuje na doświadczenie Protection Unit w sektorze ochrony i bezpieczeństwa, które – jego zdaniem – ma ułatwiać rekrutację personelu, co jest jednym z kluczowych wyzwań przy uruchamianiu nowej jednostki penitencjarnej. Przedstawiciel konsorcjum zapewnia też, że w projekcie uwzględniane byłyby oczekiwania i wrażliwości różnych stron: Federalnego Ministerstwa Sprawiedliwości, służb penitencjarnych, resortu spraw wewnętrznych oraz organizacji związkowych reprezentujących funkcjonariuszy więziennych.
Labirynt przeszkód prawnych i technicznych
Mimo deklaracji ze strony sektora prywatnego minister Verlinden podchodzi do pomysłu ostrożnie. Podkreśla, że wszystkie warianty są szczegółowo analizowane, w tym także opcja więzienia na barce, jednak jej realizacja wymagałaby pokonania wielu przeszkód. Zakres wyzwań jest szeroki i dotyczy zarówno procedur administracyjnych, jak i praktycznej organizacji funkcjonowania takiej jednostki.
W pierwszej kolejności konieczne byłyby odpowiednie zgody na cumowanie i eksploatację takiej konstrukcji. Samo ustawienie pontonu w porcie nie rozwiązuje kluczowych problemów – na lądzie trzeba byłoby przygotować infrastrukturę wspierającą bezpieczeństwo i obsługę. W grę wchodziłyby m.in. zaplecze dla personelu, miejsca parkingowe dla odwiedzających oraz inne elementy niezbędne do działania zakładu. Każdy z nich wymaga przestrzeni, finansowania i czasu.
Kolejnym poważnym wyzwaniem jest pozyskanie kadry. Funkcjonariuszy służby więziennej już dziś brakuje, a zawód od lat ma trudności z rekrutacją. Uruchomienie zakładu na 300-350 osób oznaczałoby potrzebę zatrudnienia kolejnych dziesiątek, a być może większej liczby pracowników, co w obecnych realiach rynku pracy byłoby wyjątkowo trudne.
Specyfika więzienia na wodzie rodzi też dodatkowe wymagania techniczne. Taka jednostka musiałaby przejść rygorystyczne testy bezpieczeństwa pożarowego, a kwestia ewakuacji w razie zagrożenia jest na barce znacznie bardziej skomplikowana niż w budynku na lądzie. Niezbędne byłoby również zapewnienie bezpiecznej przestrzeni do codziennych spacerów, co stanowi jedno z podstawowych praw osób pozbawionych wolności, wynikające z przepisów międzynarodowych.
Wreszcie problemem może okazać się sam fundament prawny przedsięwzięcia. Możliwe, że konieczna byłaby zmiana przepisów, aby precyzyjnie określić granice między rolą państwa w wykonywaniu kary a zakresem zadań, które mogłyby zostać powierzone podmiotom prywatnym w systemie penitencjarnym. To obszar szczególnie wrażliwy, dotyczący wykonywania władzy publicznej.
Kryzys przeludnienia w belgijskich więzieniach
To, że rozważane jest tak nietypowe rozwiązanie jak więzienie na barce, najdobitniej pokazuje skalę kryzysu w belgijskim systemie penitencjarnym. Władze intensywnie szukają dodatkowych miejsc detencji, sięgając po pomysły, które wcześniej pozostawały poza głównym nurtem dyskusji. W tym samym tygodniu Belgia rozpoczęła także negocjacje techniczne z Estonią w sprawie możliwości umieszczania tam osób przebywających bez dokumentów – wariant równie złożony i kosztowny jak projekt na wodzie.
Dane wskazują na bardzo poważne przeciążenie systemu. W zakładach karnych przebywa obecnie 13 465 osób, podczas gdy oficjalna pojemność wynosi 11 049 miejsc. Oznacza to deficyt przekraczający 2 400 miejsc, czyli ponad 20% minimalnych potrzeb. Dodatkowo około jedna trzecia wszystkich osadzonych pozostaje w areszcie tymczasowym, a więc są to osoby, które nie usłyszały jeszcze prawomocnego wyroku, przy czym nadal obowiązuje wobec nich domniemanie niewinności.
W części przypadków udaje się zapewnić prowizoryczne miejsce do spania, ale nie wszystkim. Aż 552 osoby są zmuszone nocować na podłodze. Praktyka ta była wielokrotnie krytykowana przez Europejski Trybunał Praw Człowieka jako nieludzkie traktowanie, naruszające standardy ochrony godności człowieka wynikające z Europejskiej Konwencji Praw Człowieka.
Ukryte zapotrzebowanie poza murami więzień
Sytuacja okazuje się jeszcze poważniejsza, gdy uwzględni się osoby pozostające poza zakładami karnymi. Około 3 000 skazanych prawomocnymi wyrokami czeka na wolne miejsce, aby rozpocząć odbywanie kary. W praktyce oznacza to, że realny deficyt nie wynosi ponad 2 400, lecz przekracza 5 400 miejsc, a więc sięga niemal połowy obecnej pojemności systemu. Aby wymiar sprawiedliwości mógł funkcjonować w sposób stabilny, potrzebne byłyby nie setki, lecz tysiące dodatkowych miejsc w zakładach karnych.
Rozbudowa infrastruktury nie nadąża za wzrostem liczby osadzonych
W ostatnich latach podejmowano działania, aby zwiększyć pojemność systemu penitencjarnego. W 2022 r. oddano do użytku nowy kompleks w Haren, co dało 1 190 dodatkowych miejsc – najwięcej w ramach jednej inwestycji od dziesięcioleci. Aby utrzymać jak największą liczbę dostępnych cel, przesunięto też w czasie planowane zamknięcie starych, wyeksploatowanych zakładów w Antwerpii oraz Saint-Gilles, mimo że warunki w tych miejscach są dalekie od standardów. Pod koniec bieżącego roku ma zostać otwarte kolejne więzienie w Antwerpii, które ma zapewnić 500 następnych miejsc.
Problem polega jednak na tym, że liczba osób w zakładach rośnie szybciej niż możliwości rozbudowy. W 2016 r. w belgijskich więzieniach przebywało 10 600 osób, a dziś ta liczba wzrosła o ponad jedną czwartą i przekracza 13 400. W rezultacie, mimo nowych inwestycji, przeludnienie zamiast maleć, pogłębia się z roku na rok.
Wiele przyczyn rosnącej populacji więziennej
Wzrost liczby osób pozbawionych wolności wynika z kilku czynników, które nakładają się na siebie. Poprzedni rząd federalny zdecydował o ponownym egzekwowaniu wszystkich kar pozbawienia wolności krótszych niż trzy lata. Wcześniej takie wyroki często nie były wykonywane z powodu braku miejsc – część osób pozostawała na wolności albo odbywała inne formy kar. Nowa polityka miała iść w parze z budową dziesięciu domów detencyjnych, jednak z tego planu zrealizowano jedynie trzy placówki. To niedopasowanie między zaostrzeniem praktyki wykonywania kar a dostępem do infrastruktury znacząco dołożyło się do dzisiejszej sytuacji.
Drugim istotnym czynnikiem jest kwestia migracyjna. W belgijskich zakładach przebywa około 4 000 osób bez legalnego statusu pobytowego. Ta grupa nie może korzystać z dozoru elektronicznego w postaci bransoletki, ponieważ nie dysponuje oficjalnym adresem zamieszkania, który jest warunkiem zastosowania tej formy kontroli. Minister Verlinden niedawno zapowiedziała ambicję deportowania 170 osób bez dokumentów miesięcznie do krajów pochodzenia, co w założeniu miałoby stopniowo zwalniać miejsca w zakładach. Realizacja tego celu napotyka jednak liczne przeszkody praktyczne i prawne.
Trzeci element wiąże się z przełomem w śledztwie dotyczącym szyfrowanej platformy Sky ECC, wykorzystywanej przez środowiska przestępcze do koordynacji handlu narkotykami. Ujawnienie tysięcy zaszyfrowanych wiadomości doprowadziło do wszczęcia postępowań wobec ponad 4 400 podejrzanych. Znaczna część z nich została aresztowana, co spowodowało dodatkowy napływ osób do systemu, który już wcześniej był przeciążony.
Polityczny spór o kierunek działań
W praktyce są tylko dwie podstawowe drogi wyjścia z kryzysu: zwiększenie pojemności albo ograniczenie liczby osób trafiających do zakładów. Ta druga opcja budzi jednak duże kontrowersje polityczne i społeczne. Minister Verlinden zaproponowała możliwość skrócenia kar dla części osób skazanych na wyroki do pięciu lat pozbawienia wolności. Pomysł spotkał się jednak z ostrym sprzeciwem koalicyjnych partnerów – liberalnego MR oraz N-VA.
Premier Bart De Wever z N-VA zaproponował alternatywę, która – w jego ocenie – pozwalałaby uniknąć sporu o skracanie wyroków. Zasugerował objęcie dozorem elektronicznym 1 300 z 3 000 skazanych oczekujących poza murami na miejsce w więzieniu. Minister Verlinden uznała jednak to rozwiązanie za niewystarczające, argumentując, że nie zwolniłoby ono ani jednej celi dla osób już przebywających w przepełnionych zakładach – pomogłoby wyłącznie części oczekujących, nie poprawiając warunków panujących wewnątrz więzień.
Taki polityczny impas sprawia, że władze federalne koncentrują się na doraźnych, technicznych sposobach zwiększania pojemności, takich jak więzienie na barce czy rozmowy z Estonią. Brak porozumienia w sprawie rozwiązań systemowych oznacza, że Belgia nadal będzie próbowała łagodzić skutki kryzysu, nie rozstrzygając jego głębszych, strukturalnych przyczyn.