Niezależnie od tego, czy chodzi o kulturę, opiekę społeczną, politykę równych szans czy pracę z młodzieżą, socjalistyczni ministrowie we flamandzkim rządzie systematycznie przekazują miliony euro dotacji organizacjom powiązanym z własnym zapleczem ideologicznym. Zdaniem posłanki do parlamentu flamandzkiego Freiji Van den Driessche (Vlaams Belang) nie jest to polityka realizowana w interesie wszystkich mieszkańców Flandrii, lecz mechanizm partyjnej samoobsługi finansowanej z pieniędzy publicznych.
Dziennikarz śledczy Jeroen Bossaert ujawnił niedawno, że stowarzyszenie Joetz, organizujące obozy młodzieżowe dla socjalistycznej kasy chorych Solidaris, otrzymuje rocznie niemal 1,4 miliona euro dotacji, mimo stosunkowo niewielkiej liczby uczestników. Joetz obsługuje osiem razy mniej dzieci niż Helan czy CM, a mimo to dostaje siedem razy więcej środków niż Helan i tyle samo co CM. Sprawa budzi kontrowersje tym bardziej, że za przyznanie dotacji odpowiadała Melissa Depraetere (Vooruit). Pod koniec 2025 r. Depraetere zatwierdziła również 2,4 miliona euro dotacji remontowych dla centrum młodzieżowego związanego z socjalistycznym środowiskiem. Przez wiele lat dyrektorem tej placówki był ojciec Connera Rousseau, a obecnie funkcję tę pełni polityk Vooruit Nicolas Vermote.
Szeroki strumień dotacji dla organizacji powiązanych z Vooruit
Zdaniem Van den Driessche podobny schemat można dostrzec także w innych obszarach, zwłaszcza w polityce kulturalnej i społecznej prowadzonej przez ministrów Vooruit, w tym Melissę Depraetere i Caroline Gennez. Organizacje o wyraźnie socjalistycznym profilu otrzymują znaczące wsparcie finansowe ze środków publicznych.
Przykładem jest stowarzyszenie Rebelle, feministyczna grupa aktywistyczna powiązana z Solidaris. Otrzymuje ono 934 858,87 euro rocznych dotacji kulturalnych przyznanych przez Caroline Gennez oraz dodatkowe 1 121 966 euro od agencji Opgroeien, również podlegającej tej samej minister. Jak zauważa Van den Driessche, nie jest to przypadkowe: przewodnicząca Rebelle Karin Jiroflée jest jednocześnie wiceprzewodniczącą Solidaris i byłą posłanką Vooruit.
Kolejnym przykładem jest stowarzyszenie Zij-kant, określające się jako progresywny ruch kobiecy, które otrzymuje 346 442,83 euro dotacji kulturalnych. Zarówno przewodnicząca, jak i wiceprzewodnicząca tej organizacji są aktywnymi polityczkami Vooruit, a na stronie internetowej partii Zij-kant jest wprost określane jako organizacja siostrzana. Van den Driessche wskazuje także na stowarzyszenie Vorming en Actie, które rocznie otrzymuje niemal 2,5 miliona euro dotacji kulturalnych na szkolenia dla członków związku zawodowego ABVV. W ramach tej działalności organizowane są m.in. wykłady socjalistycznego stowarzyszenia Linx+, które samo inkasuje ponad 1 milion euro dotacji.
Według posłanki mamy do czynienia z szerokim i systemowym przepływem publicznych pieniędzy do organizacji partnerskich, grup aktywistycznych i struktur lobbingowych powiązanych z jednym środowiskiem politycznym, bez wyraźnego związku z podstawowymi zadaniami władz flamandzkich.
N-VA współodpowiedzialna za utrzymanie systemu
Van den Driessche podkreśla, że ten mechanizm może funkcjonować tylko dlatego, iż koalicyjny partner Vooruit, czyli N-VA, akceptuje taki stan rzeczy. Jej zdaniem, mimo deklaracji o dobrym zarządzaniu, N-VA również bierze odpowiedzialność za przyznawanie kontrowersyjnych dotacji, składając pod nimi swój podpis.
W ocenie posłanki sytuacja ta dowodzi dwóch rzeczy. Po pierwsze, argument o braku środków publicznych i konieczności podnoszenia obciążeń finansowych nie jest wiarygodny. Po drugie, pilnie potrzebna jest niezależna, zewnętrzna ocena flamandzkiej polityki dotacyjnej, aby zagwarantować, że publiczne pieniądze służą wyłącznie interesowi ogólnemu, a nie partykularnym interesom partii rządzących.