Sąd drogowy w Hasselt uznał się za niewłaściwy do wydania wyroku w sprawie G.S. i jego żony Félice Valvekens, która w wieku 49 lat zginęła po tym, jak samochód, którym podróżowała, wpadł do kanału Alberta. Zdaniem sądu okoliczności wskazują na „czyny umyślne”, a nie na zdarzenie drogowe, co oznacza, że sprawa może zostać skierowana do sądu przysięgłych.
Do śmierci Félice Valvekens doszło w nocy z 27 na 28 września 2018 r. Jej mąż G.S. wjechał samochodem ze ścieżki biegnącej wzdłuż kanału bezpośrednio do wody. Zarówno obrona, jak i prokuratura przez długi czas mówiły o tragicznym wypadku. Odmiennego zdania była rodzina ofiary, która od początku twierdziła, że doszło do zaplanowanego zabójstwa.
Bliscy kobiety domagali się, aby sprawa trafiła do sądu przysięgłych, jednak ostatecznie została ona skierowana do sądu drogowego w Hasselt. Ten uznał teraz, że nie może rozpatrywać sprawy. W uzasadnieniu wskazano, że oskarżony nie był w stanie lub nie chciał wyjaśnić, dlaczego znalazł się na ścieżce wzdłuż kanału, w jaki sposób pojazd wpadł do wody ani z jaką prędkością się poruszał.
Zbyt wiele niejasności dla sądu drogowego
Sąd zwrócił uwagę zarówno na miejsce, w którym samochód wjechał do kanału, jak i na prędkość pojazdu w chwili zdarzenia. Wątpliwości budzą również obrażenia odniesione przez ofiarę oraz moment powiadomienia służb ratunkowych.
Jak wskazano w orzeczeniu, pytania rodzi także charakter relacji pomiędzy oskarżonym a ofiarą oraz różne zachowania G.S. przed zdarzeniem. Zdaniem sądu wszystkie te elementy uniemożliwiają uznanie sprawy za typowe zdarzenie drogowe.
W konsekwencji sędzia uznał, że nie jest właściwy do wydania wyroku. „Czyny należy uznać za umyślne, nie ma zatem mowy o wypadku drogowym” – stwierdzono w decyzji.
Sprawa wraca do prokuratury
Akta sprawy wracają teraz do prokuratury prowincji Limburgia, która zdecyduje o dalszym biegu postępowania. Jednym z możliwych scenariuszy jest skierowanie sprawy do sądu przysięgłych, co odpowiadałoby postulatom rodziny Félice Valvekens. Bliscy ofiary od początku utrzymywali, że jej śmierć nie była wynikiem nieszczęśliwego zdarzenia, lecz zaplanowanego czynu.
Decyzja sądu drogowego stanowi istotny zwrot w sprawie, która od ponad sześciu lat budzi silne emocje. Ewentualne postępowanie przed sądem przysięgłych oznaczałoby rozpatrywanie sprawy przez organ właściwy dla najpoważniejszych przestępstw, z udziałem sędziów zawodowych oraz ławy przysięgłych wybranych spośród obywateli. W przypadku uznania winy oskarżonego mogłoby to prowadzić do znacznie surowszych konsekwencji karnych.