„Bruksela to metropolia o ogromnym poziomie napięć: głębokie nierówności społeczne, powszechne ubóstwo wśród dzieci oraz bardzo liczna populacja młodzieży na niewielkim, gęsto zaludnionym obszarze. Gdy te elementy się nałożą, wszystko może wybuchnąć” – ostrzega Liselotte Vanheukelom, dyrektorka organizacji młodzieżowej JES Brussels. Jej zdaniem przeciwdziałanie tej wybuchowej mieszance wymaga ścisłej współpracy wielu instytucji. „Nie poradzimy sobie, opierając się wyłącznie na środkach represyjnych” – podkreśla.
Informacja o tym, że w miniony weekend na Anderlechcie 15-letni chłopiec został podpalony, wywołała falę pytań o źródła brutalnej przemocy wśród młodzieży i sposoby jej ograniczenia. Komendant strefy policyjnej Brussel-Zuid Jurgen De Landsheer wskazuje, że odpowiedzialność spoczywa na wielu podmiotach – rodzicach, szkołach, organizacjach społecznych oraz samej policji. Jego zdaniem tylko wspólne działania mogą przynieść efekty.
Liselotte Vanheukelom przyjmuje ten apel o współpracę. „Doszliśmy do momentu, w którym trzeba jasno powiedzieć, że żaden pojedynczy podmiot w naszym społeczeństwie nie ponosi za to wyłącznej odpowiedzialności” – zaznacza.
„To całkowicie logiczne, że musimy działać razem” – mówi dyrektorka, odpowiedzialna w JES Brussels za pracę streetworkerów, w programie De Wereld Vandaag na antenie Radia 1. „Stosowanie wyłącznie środków represyjnych nie wystarczy.”
Nie częściej, ale w młodszym wieku
Mimo medialnych doniesień o brutalnych zdarzeniach Vanheukelom zwraca uwagę, że streetworkerzy JES nie spotykają się na co dzień z ciężką przemocą w swojej pracy. Nie potwierdza tezy, że przemoc staje się coraz bardziej brutalna. Zauważa jednak wyraźne przesunięcie wieku, w którym pojawiają się poważne problemy – coraz częściej dotyczą one młodszych nastolatków w wieku 14–15 lat.
Aby skutecznie reagować, konieczne jest – jej zdaniem – przyjrzenie się głębszym przyczynom. Przede wszystkim trzeba zrozumieć specyfikę Brukseli jako dużego miasta, którego nie da się porównywać z mniejszymi ośrodkami w Belgii. W tym kontekście kumulują się różnorodne napięcia społeczne.
„40 procent mieszkańców Brukseli ma mniej niż 30 lat. To zupełnie inna sytuacja niż we Flandrii” – podkreśla Vanheukelom.
Dyrektorka JES Brussels wskazuje przede wszystkim na głębokie nierówności społeczne wynikające z powszechnego ubóstwa. „Jedno na troje dzieci dorasta w ubóstwie. Jednocześnie mamy do czynienia z bardzo liczną populacją młodzieży: 40 procent mieszkańców regionu ma poniżej 30 lat. We Flandrii społeczeństwo jest znacznie starsze.”
Zwraca także uwagę na wysoką gęstość zaludnienia oraz warunki mieszkaniowe, w których wiele osób żyje na ograniczonej przestrzeni. „To sprawia, że działa jednocześnie bardzo wiele czynników. Gdy wszystkie się nałożą, wszystko może wybuchnąć” – podsumowuje.
Czynnik kulturowy
Zapytana o rolę kultury i o to, czy problem dotyczy głównie młodych muzułmanów, Vanheukelom odpowiada, że również w flamandzkich rodzinach chłopcom często pozwala się na większą swobodę niż dziewczętom. Jej zdaniem takie uproszczone powiązania są zbyt łatwe. „Czy to kwestia kultury? Nie wiem. Faktem jest, że w dużych miastach, takich jak Bruksela czy Antwerpia, przestrzeń publiczna jest w większym stopniu zajmowana przez chłopców.”
Budowanie więzi
Aby rozładować narastające napięcia, kluczowe jest – zdaniem Vanheukelom – nawiązywanie relacji z brukselską młodzieżą. Podczas gdy we Flandrii ważną rolę odgrywają ruchy młodzieżowe, takie jak chiro czy skauci, w Brukseli potrzebne są alternatywne formy aktywności, lepiej dostosowane do realiów dużego miasta.
Najważniejsze jest, aby młodzi ludzie w Brukseli czuli, że są częścią wspólnoty, że są akceptowani i mile widziani. „Obecnie dla bardzo wielu młodych osób, ale także dorosłych, tak nie jest” – zaznacza Vanheukelom.
Jednocześnie zwraca uwagę na poważne problemy finansowe regionu. „Ironią jest to, że działamy pod ogromną presją budżetową” – mówi, odnosząc się do niepewności wokół finansowania pracy streetworkerów. „Nadal nie wiemy, czy otrzymamy środki na utrzymanie całego zespołu, który każdego dnia pracuje z młodzieżą znajdującą się w trudnej sytuacji. Taka jest rzeczywistość i to czyni tę pracę jeszcze trudniejszą.”