Ponad rok po śmierci swojego syna Charliego, dwuletniego chłopca zamordowanego przez ojca w Verviers, jego matka po raz pierwszy publicznie opowiedziała swoją historię. Laura wystąpiła w programie telewizyjnym „Ça commence aujourd’hui”, gdzie zdecydowała się przerwać milczenie, by – jak podkreśla – jej dziecko nigdy nie zostało zapomniane.
29-letnia Laura z Welkenraedt próbuje dziś stopniowo odbudować swoje życie po dramacie, który nieodwracalnie je zniszczył. Wkrótce ponownie zostanie mamą, jednak Charlie na zawsze pozostanie jej pierwszym dzieckiem. Chłopiec został zabity przez swojego ojca w lipcu 2024 r. na oddziale szpitala CHR w Verviers. Po raz pierwszy Laura zgodziła się opowiedzieć o tej tragedii w programie prowadzonym przez Faustine Bollaert na antenie France Télévisions, w odcinku poświęconym dzieciobójstwom. Jak zaznaczyła, jej świadectwo ma sens tylko wtedy, jeśli pozwoli ocalić pamięć o dzieciach-ofiarach.
Początki związku i narodziny Charliego
Laura wspomina, że ojca swojego dziecka poznała w 2020 r. za pośrednictwem mediów społecznościowych. Relacja bardzo szybko się rozwinęła, a para zamieszkała razem w czasie pandemii. „Zawsze marzyłam o macierzyństwie. Szybko zaczęliśmy rozmawiać o założeniu rodziny” – relacjonuje. Charlie przyszedł na świat 11 kwietnia 2022 r. „Miłość, którą do niego poczułam, była natychmiastowa i nie do opisania. Był pogodnym, ciekawym świata dzieckiem, zawsze uśmiechniętym”.
W tamtym okresie nic nie zapowiadało tragedii. Rodzina mieszkała w Welkenraedt i prowadziła – jak mówi Laura – zwyczajne życie. Para przygotowywała się nawet do ślubu, zaplanowanego na sierpień 2024 r.
Dzień tragedii – 5 lipca 2024 r.
Dramat rozegrał się 5 lipca 2024 r., gdy Laura była w pracy. Ojciec dziecka zadzwonił do niej, informując, że Charlie spadł z fotela i uderzył się w głowę. Wspomniał również o czerwonych plamach na ciele chłopca. „W żłobku mówiono wtedy o przypadkach szkarlatyny, więc początkowo pomyślałam, że to może być to” – wyjaśnia.
Rodzice pojechali na oddział ratunkowy szpitala CHR w Verviers. Laura zapamiętała słowa syna: „Upadłem, boli mnie główka, mamo, kocham cię”. Lekarze mówili o lekkim wstrząsie mózgu, sytuacja wydawała się opanowana. Wieczorem Laura wróciła do domu, by spakować torbę na noc. Około godziny 21:00 pożegnała syna w szpitalu. Był to ostatni moment, gdy widziała go żywego.
Dwadzieścia minut później otrzymała dramatyczny telefon. Ojciec dziecka informował w panice o zatrzymaniu akcji serca i prowadzonej reanimacji. Po powrocie do szpitala Laura zobaczyła syna zaintubowanego. Lekarzom udało się przywrócić krążenie i planowano jego transport do szpitala Citadelle w Liège.
Śmierć dziecka i pożegnanie
Stan Charliego gwałtownie się pogorszył. Chłopiec zapadł w śpiączkę, wystąpiły napady padaczkowe, a uszkodzenie mózgu okazało się nieodwracalne. Rodzice zostali zmuszeni do podjęcia dramatycznej decyzji. „Był w stanie śmierci mózgowej. Nie chciałam, by był więźniem własnego ciała” – mówi Laura. Po pożegnaniu się z rodziną Charlie zmarł 9 lipca w ramionach matki.
Laura opisuje każdy szczegół ostatnich chwil z dzieckiem – od przygotowania jego ciała po ułożenie w małej trumnie. Wkrótce potem przeprowadzono sekcję zwłok. Początkowo mówiono jej o konieczności wykluczenia choroby genetycznej. „Nie miałam pojęcia, jaka prawda za chwilę wyjdzie na jaw”.
Aresztowanie i ujawnienie prawdy
Dzień po pogrzebie do domu Laury przyjechała policja. Ona i jej były partner zostali zatrzymani. Laura przez ponad dziewięć godzin była przesłuchiwana. To wtedy dowiedziała się, że sekcja zwłok wykazała obrażenia wskazujące na przemoc: siniaki, ślady palców na nogach oraz wybroczyny spowodowane niedotlenieniem. Monitoring szpitalny potwierdził, że matki nie było przy dziecku w chwili zdarzenia, jednak śledczy musieli wykluczyć wszelki współudział.
Ojciec Charliego, Benjamin Lorquet, przyznał się do winy. Zeznał, że udusił syna poduszką i wyłączył monitor, by nie zaalarmować personelu. „To było działanie z premedytacją” – podkreśla Laura. Podczas rekonstrukcji mężczyzna stwierdził jedynie, że chciał zabić dziecko, nie podając żadnych motywów.
Śmierć sprawcy bez wyroku
Benjamin Lorquet zmarł w czerwcu 2025 r. w więzieniu w Lantin, zanim doszło do procesu. Cierpiał na zaawansowaną chorobę Leśniowskiego-Crohna, a gwałtowna infekcja doprowadziła do jego śmierci w szpitalu. Laura dowiedziała się o tym nie od służb, lecz z informacji zamieszczonej w mediach społecznościowych. „Brak procesu to kolejna przemoc. Nigdy nie będzie wyroku, a to niezwykle trudne do zaakceptowania” – mówi.
Biegli uznali, że sprawca był poczytalny i nie cierpiał na zaburzenia psychiatryczne wyłączające odpowiedzialność. Groziło mu dożywocie. Śledztwo było niemal zakończone, a nakaz aresztowania został przedłużony na krótko przed jego śmiercią.
Wcześniejsze sygnały i odebranie dziecka
Kilka miesięcy przed tragedią doszło do innego dramatycznego zdarzenia. Charlie trafił na intensywną terapię z powodu ciężkiej infekcji. Lekarze zgłosili wówczas podejrzenie złego traktowania. Dziecko zostało czasowo umieszczone u dziadków ze strony ojca, a rodzice mogli je odwiedzać jedynie pod nadzorem. Dopiero po kilku miesiącach Charlie wrócił do domu. „Nigdy nie podejrzewałam jego ojca. Wydawał się całkowicie normalny wobec syna” – wspomina Laura.